Natalia Dyjas-Szatkowska

Aby jedzenie trafiło do potrzebujących

- Jadłodzielnia może być ciekawą nauką wrażliwości - mówi Anna Duciewicz, jedna z inicjatorek zielonogórskiej akcji. Fot. Natalia Dyjas - Jadłodzielnia może być ciekawą nauką wrażliwości - mówi Anna Duciewicz, jedna z inicjatorek zielonogórskiej akcji.
Natalia Dyjas-Szatkowska

Punkty do dzielenia się żywnością z potrzebującymi mogą stać się faktem. Społecznikom chcą pomóc mieszkańcy i liczne fundacje.

O tym pomyśle pisaliśmy na łamach „Tygodnika Zielonogórskiego” (sobotni dodatek „Gazety Lubuskiej”). Teraz idea nabrała rozpędu i być może już niebawem doczeka się realizacji.

- Foodsharing to pomysł, który narodził się w Niemczech i potem zawitał do nas - wyjaśniała na łamach „GL” Anna Duciewicz, inicjatorka zielonogórskiej Jadłodzielni. - Forma tego przekazywania, dzielenia się jedzeniem może być rozmaita. Np. wystarczy szafka, a w niej lodówka, do której można włożyć pożywienie, wymagające przechowywania w chłodniejszym miejscu. Taki mebel powinien znajdować się w dostępnym miejscu. Innym sposobem na dzielenie się jedzeniem może być wyznaczenie konkretniej przestrzeni w danym lokalu, gdzie będzie można zostawiać pożywienie.

Pani Anna napisała pismo do prezydenta Janusza Kubickiego, w którym razem z innymi inicjatorami akcji, przedstawiła cele, sposób działania i główne założenia Jadłodzielni. To zaowocowało spotkaniem w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej.
- Dostaliśmy zapewnienia, że władze Zielonej Góry są zainteresowane powstaniem lokalnych Jadłodzielni - mówi Anna Duciewicz.
Wyznaczono termin konsultacji, których celem było ustalenie, gdzie takie pierwsze punkty przekazu żywności mogłyby powstać. Pojawili się chętni, gotowi udostępnić lokalizację.

- Mamy doświadczenie w zbiórkach i przekazywaniu żywności - mówi Krzysztof Niemiec, prezes fundacji „Klub Otwartych Drzwi”. - Dlatego chętnie pomożemy w akcji.

Jak mówi K. Niemiec, największą obawą organizacyjną są kwestie bezpieczeństwa. Tak, by pożywienie nie zaszkodziło osobom korzystającym z takiego punktu.

- Ale jesteśmy w stanie udostępnić miejsce i lodówkę na pożywienie - dodaje K. Niemiec. A punkt, który mógłby się mieścić w siedzibie fundacji przy ul. Staszica, kontrolowałby odpowiedzialny za to pracownik.

- By zapewnić komfort osobom korzystającym z punktu, zaplanowaliśmy, że wejście do niego byłoby od strony podwórka - wyjaśnia K. Niemiec. - Myślę, że jadłodzielnia jest fantastycznym pomysłem i nauką niemarnowania żywności. Bo powinniśmy uczyć tego dzieci już od najmłodszych lat. By kupować tylko tyle, ile potrzeba.

- Oglądając obiekty zdecydowaliśmy, że jeden z punktów będzie w budynku. W drugim zaś punkcie ustawimy obudowaną lodówkę na zewnątrz, aby osoby korzystające mogły czuć się bardziej swobodnie - informują inicjatorzy zielonogórskiej akcji. Pojawiły się też pierwsze osoby, które są gotowe zostać wolontariuszami, opiekującymi się Jadłodzielniami.

- Jesteśmy gotowi pomóc - zapewnia też Zbigniew Pędziński z Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej. - Moglibyśmy zaoferować w swojej placówce miejsce, gdzie możnaby było zostawiać żywność. Tym bardziej że nasz komitet jest licznie odwiedzany przez osoby potrzebujące. Rozmowy, co do lokalizacji jadłodzielni trwają. Jesteśmy otwarci na współpracę, bo przecież wszyscy gramy do tej samej bramki i chcemy pomagać innym. W końcu jesteśmy po to, by nieść pomóc.

Akcji przyświeca hasło: „Jedz, dziel się i kochaj”. Ale drugim ważnym aspektem pomysłu jest też niemarnowanie jedzenia.
- Często kupujemy go za dużo, potem je wyrzucamy, nie jesteśmy w stanie tego przejeść - zauważa A. Duciewicz. Tym wszystkim można się podzielić z innymi. A dla nas ważna jest też godność człowieka. W Jadłodzielni pomaga się potrzebującym, ale można też uczyć się dzielenia z innymi i uwrażliwiać na człowieka.

Natalia Dyjas-Szatkowska

Dzień dobry! Nazywam się Natalia Dyjas-Szatkowska i jestem rodowitą zielonogórzanką. Pracuję w "Gazecie Lubuskiej" od 2016 roku. I choć z wykształcenia jestem filologiem polskim i teatrologiem, to swoją pracę zawodową związałam właśnie z mediami. 


W obszarze moich działań znajdują się: 



  • problemy i sprawy Zielonej Góry,

  • kwestie, które poruszają mieszkańców powiatu zielonogórskiego.


Ważne są dla mnie codzienne problemy mieszkańców, sprawy społeczne i kulturalne naszego regionu. Nie jest mi obojętny los zwierzaków i często piszę o nich na naszych łamach. Lubię spotkania z ludźmi i to właśnie nasi Czytelnicy są dla mnie wielką inspiracją. To oni podpowiadają, czym warto się zająć, co ich boli, denerwuje, ale i cieszy. 


Zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi. Jako osoba, która pracowała z nimi podczas organizacji różnych wydarzeń kulturalnych i festiwali, zrozumiałam, że to właśnie człowiek i jego historia są dla mnie najważniejsze. To więc chyba nie przypadek, że zaczęłam pracę w dziennikarstwie... 


W wolnych chwilach (jeśli jakaś się znajdzie... :)) nałogowo pochłaniam książki (kryminałom mówię nie, ale mocno kibicuję nowej, polskiej prozie) i z aparatem poznaję nasze piękne województwo lubuskie. Chętnie dzielę się urodą regionu na łamach "Gazety Lubuskiej" i portalu "Nasze Miasto". Nie boję się też pokazywać, co jeszcze mogłoby się tutaj zmienić. I to właśnie przynosi mi największą satysfakcję w pracy. Gdy uda się choć trochę ulepszyć otaczającą nas rzeczywistość. 


Czy w Twojej okolicy dzieje się coś ważnego? Masz sprawę, która Twoim zdaniem powinna zostać opisana w naszej gazecie? A może masz jakiś kłopot, który należy rozwiązać? Śmiało! Skontaktuj się ze mną, postaram się zająć danym tematem.


Kontakt do mnie: ndyjas@gazetalubuska.pl


Telefon: 68 324 88 44 lub: 510 026 978.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.