Będzińskie targowisko to fenomen. 60 tysięcy ludzi nie może się mylić ZDJĘCIA

Czytaj dalej
Fot. fot. mat. pras. Targowisko Miejskie Będzin
Katarzyna Kapusta

Będzińskie targowisko to fenomen. 60 tysięcy ludzi nie może się mylić ZDJĘCIA

Katarzyna Kapusta

Z czego słynie Będzin? W Polsce - pewnie z zamku, natomiast w regionie - z targowiska! To tu w każdą środę i sobotę ściągają mieszkańcy całego województwa. Powód? Na 42 tys. m kw. u 1000 handlarzy można kupić prawie wszystko. I to w jakiej atmosferze.

Wokół jest kilka hipermarketów i pełno sklepów, duże centrum handlowe M1. Co więc przyciąga ludzi na targ, który od wielu lat nieprzerwanie tętni życiem w centrum Będzina, niemal pod samym zamkiem? Przyjeżdżając tutaj, szybko można się przekonać, że nie chodzi jedynie o konkurencyjne ceny, świeżość sprzedawanych produktów, a o czar, którego nie znajdziemy w żadnym dyskoncie.

Targ prawie tak wielki jak centrum handlowe

Targowisko miejskie w Będzinie mieści się przy ul. Gzichowskiej (dawniej Świerczewskiego). W każdą środę i sobotę od świtu, bo od szóstej rano, miejsce to odwiedzają prawdziwe tłumy. Miesięcznie przyjeżdża tu 60 tysięcy osób, to o dwa tysiące więcej niż liczba mieszkańców Będzina i więcej niż na przykład w miesiąc odwiedza Park Wodny w Tychach. W dni targowe sprzedaje tutaj około 1000 osób. Targ zaś mieści się na 42 tysiącach metrów kwadratowych. Pobliskie centrum handlowe M1 ma 68 tys. Łatwo tu dojechać zarówno komunikacją miejską, jak i samochodem, choć gorzej jest z parkowaniem w dni targowe. Zaś w poniedziałki i w czwartki odbywa się tu tak zwany targ narzędziowy.

Na targowisku można kupić warzywa, owoce, kwiaty, odzież - od bielizny „od Rumuna” i bluzek, przez płaszcze, garnitury, suknie balowe, na odzieży ochronnej kończąc. Są tu stoiska z obuwiem, sprzętem AGD, jak również z wikliną, donicami, nasionami, balonami do wina, dywanami, firanami, pościelą, meblami, narzędziami, zegarkami, kosmetykami i starociami. Można tu także zaprojektować meble do kuchni, salonu, łazienki czy zamówić komplet wypoczynkowy bezpośrednio od producenta.
- A wszystko to w najniższych cenach - jak podkreśla zarządca targowiska, spółka miejska Interpromex.
Jedno z tysiąca stoisk to „Palarnia Kawy” Marka Koconia. Nr stanowiska: 76. Nie sposób jej przeoczyć, a nawet jeśli, to wiedzeni zapachem kawy z pewnością tu traficie. Na brak klientów nie narzeka, kilogram kawy kosztuje 50-60 zł, można też napić się jej na miejscu.
- Dwa lata temu zaczęliśmy od trzech rodzajów kawy: Robusta India Cherry, Brazil Santos i Columbia Supremo. Rozszerzyliśmy działalność o kolejne arabiki. Wprowadziliśmy kawę z Gwatemali oraz dwie kawy afrykańskie, między innymi Etiopia Sidamo - opowiada Marek Kocoń. Kawa jest wypalana na miejscu w specjalnym piecu. - Mamy tu gatunki, które nie są powszechnie dostępne w hipermarketach - dodaje Magdalena Warzecha z „Palarni Kawy”.

Cerata, porcelana, kałasznikow. Oto część przy Przemszy
Tuż za tym terenem zaczyna się jakby drugi targ. Ciągnie się wzdłuż wału Czarnej Przemszy. Dalej między drzewami w parku. Tam na rozłożonych na ziemi kocach czy prowizorycznych stolikach można znaleźć dosłownie wszystko, co ma już swoją historię. Tutejsze stragany ze starociami przy rzece Przemszy to dziś wśród polujących na skarby amatorów staroci legenda. Też prosto z ceraty nad Przemszą można kupić rzadko dziś spotykane narzędzia.

- To jest prawdziwa skarbnica doskonałych prezentów. Każdy wypad kończy się kupnem wyjątkowych cudeniek. Najczęściej biżuterii. Nie pogardzę też ciekawą lampą - mówi pani Marta.

Legendą tej części targowiska stała się, udaremniona przez policję, próba sprzedaży w częściach... karabinu kałasznikow.

Na stoisku pana Janusza z Chorzowa obok siebie leżą moździerze, porcelana, buty, młynki. Dawne czasy przeplatają się tutaj z nowymi sprzętami. Wiele z tego, co dziś sprzedaje pan Janusz, to jego 30-letni dorobek życia. Ale powodem ich sprzedaży nie jest bieda. - Po prostu nie mam miejsca w domu - śmieje się pan Janusz. To, co widzimy na jego straganie, to tylko część zbiorów. - Prawdziwe perełki trzymam w domu - dodaje.

Co sprawia, że ludzie wciąż tak chętnie przyjeżdżają na będziński targ? - Znajdują tam niskie ceny, spersonalizowaną obsługę, na którą nie mogą liczyć w hipermarketach - komentuje socjolog dr hab. Tomasz Nawrocki z Uniwersytetu Śląskiego, który sam będzińskie targowisko odwiedza.

- W wielkich sklepach uczy się pracowników, jak sprzedawać towar. Na targowisku to jest prawdziwa sztuka. Chodzi o kontakt z drugim człowiekiem, brak dystansu. Targ to także miejsce spotkań - dodaje.

Skąd tu taki targ? Zaczęło się w średniowieczu, na rynku

Będzin zawsze słynął ze swojego handlowego charakteru. Położony na jednym z najważniejszych szlaków kupieckich w tej części Europy, od wczesnego średniowiecza czerpał z handlu korzyści finansowe i zyskiwał prestiż. Na początku miejscem zbytu towarów był - jak nakazywała tradycja - rynek.

Będzińskie targowisko to fenomen. 60 tysięcy ludzi nie może się mylić ZDJĘCIA
Z książki Stefanii Lazar "Na drugim brzegu rzeki Czarnej Przemszy"

- Miasto cieszyło się licznymi przywilejami, w tym prawem do organizacji regularnych targów i jarmarków - opowiada historyk Stefania Lazar, autorka książki „Na drugim brzegu Czarnej Przemszy”.

Ale złote czasy targowiska na rynku skończyły się z bardzo prozaicznego powodu. Zgodnie ze średniowiecznym zwyczajem, rynek był nachylony tak, by wszystkie nieczystości spływały do jego niższej części. Taki zamierzchły sposób utrzymania czystości w pierwszej połowie XX wieku stał się mocno niewystarczający. W latach 20. mieszkańcy zaczęli słać skargi do będzińskiego magistratu, a nawet do wojewody kieleckiego. Żalili się na wszechobecny smród, mogący powodować epidemie i szybkie psucie się towarów sprzedawanych z prowizorycznych stoisk. Poza tym pozostawione przez handlujących resztki i odpady nie były ani higieniczne, ani estetyczne. Władze były więc zmuszone poszukać innego miejsca. Wybór padł na niezabudowany wówczas teren na rogu ulic Modrzejowskiej i Piłsudskiego. Pod koniec lat 20. XX wieku rozpoczęto budowę hal targowych. Ostatecznie w październiku 1929 handel został przeniesiony właśnie tam.

W dalszej części:

  • Dlaczego w halach targowych handel się nie udał
  • Czy targowska odeszły wraz z latami 90.?
  • Handel na targach: dlaczego jest szansą dla miast
Pozostało jeszcze 27% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Katarzyna Kapusta

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.