Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić

Czytaj dalej
Dariusz Chajewski

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić

Dariusz Chajewski

"Jestem urodzona w Borszczowie (woj. Tarnopol) i mieszkałam tam do wysiedlenia w 1945 roku..." - zaczęła swój list pani Aurelia z Zielonej Góry. Umówiliśmy się na spotkanie. Przyszła elegancka, drobna pani ze śmiejącymi się oczami. - A u nas w Borszczowie...

Pani Aurelia wyjmuje pożółkłe fotografie. - O, tutaj zdjęcie z kursu kroju, który prowadziły u nas siostry służebniczki, chyba tak około roku 1920 - grupa kobiet pręży się przed obiektywem. - Ksiądz proboszcz to Józef Machowski, wikarego nie znam, bo to było jeszcze przed moim urodzeniem. A tutaj, klęczy w ciemnej spódnicy, to moja ciocia Bronisława. Ta z długim warkoczem.

Dla pani Aurelii "u nas" to Borszczów na Podolu, w obwodzie tarnopolskim. Wędrujemy przez to powiatowe miasto. W wyobraźni. Nasza Czytelniczka na blacie stołu kreśli niewidzialny plan. Na początek droga, którą jako dziewczynka szła do szkoły, później do gimnazjum. Z domu rodzinnego przy ul. Pastewnik. Długa uliczka, brukowany plac z kościołem w roli głównej, okazały budynek starostwa z piękną, ogrodzoną figurą Matki Boskiej, apteka, gimnazjum...

Główna ulica ze sklepami. Przed witrynami dziewczęta mogły godzinami tkwić z nosem przy szybie. Oglądać kapelusze, sukienki, buciki. Wszystkie, jeśli nie na paryską, to co najmniej na warszawską nutę. Wyobrażały sobie, jak by w tym się prezentowały. I chichotały.

Dziadek, szewc z Kanady

Babcia pani Aurelii mieszkała przy ul. 3 Maja. To był taki domek jednorodzinny w wiejskim stylu. Podobnie było później, na Pastewniku. Babcia była od pokoleń z Borszczowa, a dziadek z pobliskiego Wysyczkowa, w majątku hrabiego Czarkowskiego. Dziadek był szewcem. Niestety, pani Aurelii nie było dane go poznać. Przed jej narodzeniem wyjechał do Kanady, tam zarabiał na utrzymanie rodziny i tam zmarł.

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić
Bractwo kawalerów przy kościele św. Trójcy. W dolnym rzędzie pierwszy z prawej siedzi Franciszek, ojciec pani Aurelii, a lewej - też Franciszek, wujek.

- Dziadkowie mieli cztery córki - opowiada nasza przewodniczka. - Moją mamę, czyli Teofilę, a także Bronisławę, Natalię i Klarę. Rodzice poznali się prawdopodobnie w kościele, bo mama należała do Panien, a tato do Kawalerów. To były takie działające przy kościele bractwa, jakby stowarzyszenia. Organizowały życie religijne, brały udział w procesjach, niosły chorągwie.

Spora część życia koncentrowała się wokół spraw kościelnych. Pani Aurelii w pamięć zapadły też siostry służebniczki, te od kursu krawieckiego. Może dlatego, że prowadziły ochronkę, do której chodziła jeszcze jako brzdąc.

Wszyscy szliśmy w niedzielę do szkoły i tam całymi klasami uczestniczyliśmy w mszach

To było spore miasto. Oprócz kościoła katolickiego z metryką z 1763 roku, była cerkiew i bożnica, czyli synagoga. Nacje żyły z sobą w przykładnej zgodzie i o ile ukraińskie dzieci miały własną szkołę, o tyle polskie uczyły się razem z żydowskimi. Do podstawówki chodziło się tylko z tarczami na rękawach codziennych ubrań, w gimnazjum obowiązywała już elegancja i szyk. Mundurki. - I do kościoła nie chodziło się z rodzinami - dodaje pani Aurelia. - Wszyscy szliśmy w niedzielę do szkoły i tam całymi klasami uczestniczyliśmy w mszach. Na 9.00, bo to była specjalna, przeznaczona dla dzieci i młodzieży.

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić
Borszczów na dawnej widokówce.

Ze Snopkiem w herbie

Borszczów ma się czym pochwalić. Pierwsza wzmianka pojawiła się w 1456 roku, gdy był wsią królewską. W 1629 uzyskał prawa miejskie i herb Wazów, czyli charakterystyczny Snopek. W tamtych czasach miasto było opasane wałami obronnymi, a nad rzeką wznosił się zamek. Twierdza została zbudowana na początku XVII wieku przez Marcina i Jerzego Dydyńskich, a rozbudowana przez Konstantego Złotnickiego.

Wówczas Borszczów słynął z produkcji sukna. W sierpniu 1655 zamek zajęła rosyjsko-kozacka armia pod dowództwem kniazia Romodanowskiego. Po podpisaniu traktatu w Buczaczu zamek przeszedł w ręce tureckie i pozostawał w nich do 1699. Później właścicielem został pułkownik wojsk koronnych Złotnicki, którego w 1744 zamordowała, po podstępnym zdobyciu warowni, banda Oleksego (Aleksego) Dowbusza.

kryjówka bandy mieściła się w masywie Czarnohory, skąd zbójnicy wyprawiali się w doliny

To ciekawa postać - zbójnik karpacki, grasujący ze swoją bandą w latach 1739-1745 na Pokuciu w okolicach Mikuliczyna, bohater pieśni i legend huculskich, odpowiednik Janosika i Robin Hooda. Główna kryjówka bandy mieściła się w masywie Czarnohory, skąd zbójnicy wyprawiali się w doliny, by rabować dwory szlacheckie, wsie i miasteczka, nie cofając się przed tak śmiałymi napadami, jak na jarmark w Bolechowie.

Znane jest najście opryszków Dowbusza na dwór Jędrzeja Karpińskiego, ojca poety, w dniu narodzin Franciszka. Zgodnie z legendą, bandyty kule się nie imały. Do czasu. Zginął zabity przez huculskiego chłopa Dźwinkę ze wsi Kosmacz, któremu uwiódł żonę...

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić
Kurs kroju w Borszczowie. Z lewej, w ciemnej spódnicy, z długimi warkoczami, klęczy Bronisława, ciocia pani Aurelii.

W wieku XIX Borszczów słynął z targu bydła. Powstała papiernia i wytwórnia tytoniu.

Ale wracajmy do Borszczowa. W XVIII wieku zamek został przebudowany na rezydencję pałacową. Pod nią znajdowały się olbrzymie lochy. Podobno do dziś, gdy po rezydencji nie ma śladu, pod miasteczkiem ciągnie się prawdziwy labirynt... W wyniku pierwszego rozbioru Polski okolica przypadła Austriakom i do 1918 roku funkcjonował Borszczów na prawach miasta powiatowego w Królestwie Galicji i Lodomerii.

Stanowisko burmistrzów piastował ród Geringerów, który posiadał rozległe ziemie w okolicy. W wieku XIX Borszczów słynął z targu bydła. Powstała papiernia i wytwórnia tytoniu. Status miasta powiatowego utrzymał w II Rzeczpospolitej. Według spisu powszechnego z 1931 roku, w powiecie mieszkało 103.277 osób. 52.612 (50,9 proc.) podało jako swój język ojczysty rosyjski, 46.153 (44,7 proc.) - polski, a 4.302 (4,2 proc.) - hebrajski.

Było na wojskowo

- Oprócz uroczystości kościelnych, ważne były te patriotyczne - wspomina pani Aurelia. - Na 3 Maja mój wuj prowadził defiladę jako lider Strzelców. I ta orkiestra. Grała także na naszej mszy, o 9.00. Bo nie wiem, czy pan wie, ale Borszczów był miastem garnizonowym.

W Borszczowie rzeczywiście roiło się od mundurów, bo tu stacjonował batalion Korpusu Ochrony Pogranicza. W sierpniu 1939 w mobilizacji alarmowej sformowano z niego 3. batalion 163. Pułku Piechoty (Rezerwowego), który w trakcie kampanii wrześniowej podzielił losy innych jednostek odwodowej Armii "Prusy".

Rano niosło się "Kiedy ranne wstają zorze", a wieczorem "Wszystkie nasze dzienne sprawy"

Było militarnie, bo ta okolica zawsze była pograniczem i często musiała za to drogo płacić. W Cesarstwie Austriackim przez rzekę Zbrucz powiat borszczowski graniczył z cesarstwem rosyjskim, a następnie, już w dobie II Rzeczpospolitej, z ZSRR. I dziś rozciąga się wzdłuż dolnego biegu Zbrucza nad granicą rosyjską, a wysuniętym w kierunku południowym cyplem dochodzi do Dniestru.

- Koszary znajdowały się trochę na uboczu, ale latem, gdy ranki i wieczory były takie ciche, spokojne, słyszeliśmy w całym Borszczowie, jak wojskowi śpiewali - rozmarza się nieco pani Aurelia. - Rano niosło się "Kiedy ranne wstają zorze", a wieczorem "Wszystkie nasze dzienne sprawy".

Każdy dzień był inny. Weźmy poniedziałek. Dzień targowy, a miasteczko z targu słynęło. Cóż za harmider, jazgot. Ze wsi przyjeżdżały gospodynie z serami, jajkami, masłem. W jednym miejscu sprzedawano konie, w innym bydło i trzodę. Gęsi gęgały, byki ryczały, przekupki się przekrzykiwały. Jedno skrzydło targowego placu zamykały żydowskie kramy z tanimi jatkami. Nieczynne tylko w soboty, za to w niedzielę tylko tam można było zrobić zakupy.

W dni wolne i popołudniami punkt ciężkości przesuwał się w stronę parku, gdzie odbywały się zawody jeździeckie. A latem był czas na większe wyprawy nad rzekę Niezławę. Płynęła, efektownie przeciskając się przez głębokie wąwozy.

na sanie zaczęto ładować rodziny polskich żołnierzy, policjantów, lekarzy, nauczycieli...

Cios w plecy

II wojna światowa zaczęła się niespodziewanie. 17 września 1939 bolszewickie czołgi pojawiły się szybko. - Nadjechały od strony Skały nad Zbruczem - mówi pani Aurelia. - Żołnierze pokazywali gest splecionych dłoni. Ludzie w Borszczowie jeszcze wtedy myśleli, że to wyraz solidarności, wsparcia Polski w walce z Niemcami. Szybko przekonali się, że to był cios w plecy. Później była zima z 1939 roku na 1940. Śnieg był, jak to u nas mówiono, na chłopa. Wtedy na sanie zaczęto ładować rodziny polskich żołnierzy, policjantów, lekarzy, nauczycieli...

Jaki był płacz. Wywieźli wszystkich na dworzec i ładowali do bydlęcych wagonów. Później w kościele wszyscy płakali. I śpiewali "Królowo Polski, módl się za nami". Do historii miasteczko trafiło także za sprawą gehenny, którą przeszła miejscowa społeczność żydowska w czasie II wojny światowej.

Borszczów, ten targ, ten gwar, ten zgiełk - miał się czym pochwalić
Organizacja Sokół

Zabito osoby starsze i chore. W kolejnych "czystkach" zginęli prawie wszyscy

Najpierw nastawieni antysemicko Ukraińcy próbowali dokonać w mieście pogromu, ale zostali powstrzymani przez węgierską komendanturę wojenną. Według innych źródeł, pogromowi zapobiegł lokalny przywódca ukraiński, który pozostawał w dobrych stosunkach z kierownictwem gminy żydowskiej. Jednak 1 kwietnia 1942 naziści utworzyli w Borszczowie tzw. getto otwarte, a po kilku miesiącach zamknięte. Pierwsza akcja eksterminacyjna w getcie została przeprowadzona 14 listopada 1941. Zabito osoby starsze i chore. W kolejnych "czystkach" zginęli prawie wszyscy - szacuje się, że około 1.900 osób.

kilkunastoosobowa grupka wyrostków zatrzymała ośmioletniego Polaka i utopiła w Niezławie. Wcześniej bawili się razem, byli kolegami...

I kolejne tragiczne karty. Wstrząsające relacje z Borszczowa w wykazach mordów dokonanych przez nacjonalistów ukraińskich. Całe rodziny albo były brutalnie mordowane, albo znikały bez śladu. Niektóre relacje są wręcz porażające. Jak ta, gdy w Borszczowie kilkunastoosobowa grupka wyrostków ukraińskich (12-15-latków) zatrzymała ośmioletniego Polaka i utopiła w Niezławie. Wcześniej bawili się razem, byli kolegami...

- Nieopodal była taka wieś Łanowo. Mówiono, że tam mieszkała polska szlachta, domy mieli ładne, cała ulica w takich dworkach - dopowiada pani Aurelia. - Dla ochrony wszyscy założyli drewniane okiennice. Banderowcy przyszli i je podpalili. I później tylko czekali z siekierami. Nikt nie przeżył...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Lubuskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Lubuskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Lubuskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Dwa bilety na Trasa Stand-up Skład 5.04.2019 r.

Prenumerata cyfrowa "Gazety Lubuskiej" z dwoma biletami na trasę Stand-up Skład GRATIS!

180,00 300,00

Trasa Stand-up Skład to projekt 9 komików organizowany w największych miastach Polski. Wykup dostęp do e-prenumeraty, a dwa bilety otrzymasz gratis!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.