Cieślak liczył, że mogą jeszcze się podnieść...

Czytaj dalej
Fot. Bartłomiej Romanek
Jakub Lesiński

Cieślak liczył, że mogą jeszcze się podnieść...

Jakub Lesiński

Zwycięstwem w Częstochowie Ekantor.pl Falubaz mógł polepszyć swoje miejsce w tabeli. Ostatecznie nasi przywieźli spod Jasnej Góry tylko punkt

Zielonogórzanie wydawali być się faworytem niedzielnej konfrontacji. U siebie zwyciężyli 53:37, jednak na torze rywali musi już uznać jego wyższość przegrywając 40:50. Na pocieszenie pozostaje im jedynie punkt bonusowy.

- Sport ma to co siebie, że nie zawsze wygrywają faworyci. To jego piękno. Potwierdziło się to, co mówiłem przed zawodami. Włókniarz jest w super formie i jedzie bardzo dobrze. Myślę, że gdyby dzisiaj rozpoczynał się sezon, to oni byliby jednym z kandydatów do play off. Matej Zagar pozbierał się sprzętowo, pozostali też jadą świetnie. Widać, że byli zdeterminowani i te zawody im wyszły - zauważył Piotr Protasiewicz. - Na częstochowskim torze jest wiele ścieżek, z krawężnika i spod płotu. To szybki tor. Nie idzie upilnować dwóch zawodników drużyny przeciwnej, którzy jadą bardzo dobrze. Jak skupimy się na jednym, to wygrywa drugi. Nie szukałbym tutaj problemów z dopasowaniem. Po prostu gospodarze jechali lepiej – tłumaczył popularny „PePe”.

Protasiewicz przekonywał, że wszyscy w zielonogórskim zespole dawali z siebie wszystko, ale zabrakło tych kilku punktów. - Każdy z nas pogubił coś po drodze. Jedni więcej, drudzy mniej. Cieszymy się chociaż z tego bonusa, bo przed biegami nominowanymi jego zdobycie wcale nie było takie pewne - zauważył Protasiewicz.

Radości po pokonaniu zielonogórzan nie krył opiekun Włókniarza. - Brakowało nam punktów i zdawaliśmy sobie sprawę, że będzie to ciężki mecz z drużyną, która będzie w tym sezonie walczyć o tytuł mistrza Polski. Udało się. Cieszę, że mój zespół dobrze i solidnie przygotował się do tego spotkania. Może nawaliła trochę druga linia, ale młodzież pojechała całkiem dobrze. Od dłuższego czasu brakowało nam dobrych startów, ale tego dnia je mieliśmy. Praktycznie wszystko wypaliło - komentował trener Lech Kędziora, który był pytany także o ewentualne matematyczne szanse swojego zespołu na dostanie się do czwórki (w przypadku także możliwości odebrania punktów ROW-owi Rybnik za stosowanie dopingu przez Grigorija Łagutę). - O nie! (śmiech). Proszę państwa... My mieliśmy tylko zostać w tej lidze. Ja wiem, że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale my naprawdę wykonaliśmy już swoje zdanie - przekonywał szkoleniowiec ekipy spod Jasnej Góry.

- Byliśmy słabsi i co mam się tłumaczyć? Trzeba wygrywać następne mecze - odparł niepocieszony trener Ekantor.pl Falubazu. - Goniliśmy ich i myślałem, że wszystko pójdzie jeszcze w dobrym kierunku. Pomimo tego, że przegrywaliśmy już różnicą dziesięciu punktów, to później Jarek Hampel wygrał z Jacobem Thorssellem 5:1. Potem jeszcze raz wspólnie rywalizowali i znów liczyłem, że będzie podobnie. Przecież ten sam układ pól i tak dalej... No, ale obu minął Rune Holta. Gdyby tego nie zrobił, to pewnie wtedy złapalibyśmy tak zwany “kąt”. Byłby inny duch w drużynie - tłumaczył Marek Cieślak.

Szkoleniowiec Falubazu odniósł się także do sporej zdobyczy punktowej Leona Madsena i Holty. - Duńczyk jest świetnym zawodnikiem. Z resztą obu prowadziłem w różnych klubach. To nie są tak zwani „chłopcy z łapanki”, tylko żużlowcy, którzy potrafią jechać - opisywał trener.

Jakub Lesiński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.