Ciężko jest żyć na ulicy

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Rusek
Tomasz Rusek

Ciężko jest żyć na ulicy

Tomasz Rusek

Klatki schodowe, komórki, dworce, zaułki - w środowy, lodowaty wieczór wraz z wolontariuszami szukałem bezdomnych. Ilu ich u nas jest?

Środa, 19.00. Na dworze minus 7 stopni, do tego lodowaty wiatr. Za chwilę wyruszę z moją drużyną na obchód kawałka centrum Gorzowa: od głównego skrzyżowania do dworców PKP i PKS włącznie. Sprawdzić mamy też kolejowe nisze i precyzyjnie wskazanych kilkanaście klatek schodowych. To nasz rewir. W sumie cały Gorzów sprawdzi niemal 60 osób podzielonych na 17 patroli. Trzeba zajrzeć w prawie 80 miejsc, gdzie mogą być bezdomni.
Wszystko w ramach ogólnopolskiej akcji. Przeprowadza się ją co dwa lata. Poprzednio, w 2015 r., w Lubuskiem naliczono 1013 osób bez dachu nad głową.

Pomocy trzeba chcieć

- Powodzenia - mówi koordynator Sebastian Staszak z Gorzowskiego Centrum Pomocy Rodzinie, gdy wraz z innymi wolontariuszami, policjantami, strażnikami miejskimi i strażakami wylewamy się potokiem z budynku przy ul. Jagiełły.
Na pierwszy ogień idą klatki przy ul. Sikorskiego. Szarpiemy za każde drzwi klatki, potem wdrapujemy się na samą górę.
Dowodzi strażniczka miejska Małgorzata Żołądkowska. To jej dziewiąty rok służby. Bezdomnych w mieście zna nawet z nazwiska. - Często mamy z nimi do czynienia. Staramy się pomagać, podpowiadać gdzie można dostać pomoc. Nie każdy jednak jej chce - mówi.

Za nią idzie Jolanta Makuchowska z Gorzowskiego Centrum Pomocy Rodzinie. W dłoniach trzyma plik kartek. To lista miejsc dla naszego patrolu plus ankiety, które musimy wypełnić z bezdomnymi. - Na co dzień robię w przemocy - mówi slangiem. Czyli pomaga rodzinom, w których źle się dzieje. Ale przecież bezdomność to jeden ze skutków problemów w rodzinie. Czyli też po troszę jej działka.

Grzanie na zapas

Obchodzimy wszystkie dostępne klatki, zaczepiamy mieszkańców, z pytaniem, czy gdzieś tutaj są bezdomni. Latarkami oświetlamy zaułki, zejścia do garaży, altany śmietnikowe. Potem sprawdzamy okolice kolejowych nisz przy ul. Składowej. Tu też nie ma nikogo. Choć widać jakby rozgrzebane legowisko. Także przy parkometrze i dawnym markecie koło dworca - pusto. - W taki mróz nikt by nie wybrał spędzenia nocy na ziemi - mówimy zziębnięci sami do siebie, a z ust leci para.
Na cieplutkim dworcu PKP niemal pusto: jeden podróżny, jedna strażniczka ochrony kolei. Bezdomnych brak. Za to na dworcu PKS spotykamy osobę bez dachu nad głową. To mężczyzna około 40. Stoi z potarganymi włosami przy grzejniku. Jakby chciał ogrzać się na zapas.

Tak się poskładało

Jola z GCPR-u sięga po ankietę. Z wyczuciem pyta o wiek (okazuje się, że bezdomny ma zaledwie 35 lat), wykształcenie (jest ogrodnikiem), ostatni meldunek (podgorzowska wieś). - Jestem bezdomny przez sytuację rodzinną - mówi mężczyzna. Tłumaczy, że rodzice się rozstali i żadne nie chciało z nim mieszkać.
- Przez alkohol też? - pytam wprost.
- Tak, piję - mówi bez ogródek.
Nie ma żadnych dochodów. Utrzymuje się z tego, co wyprosi u ludzi. Jak nie wyprosi, to nie ma co jeść i pić.
- Czego najbardziej panu potrzeba - pyta jeszcze Jola.
- Chciałbym się porządnie wyspać - mówi ze łzami w oczach. Dostaje od Joli i Małgorzaty dokładne wskazówki gdzie są ogrzewalnie i noclegownie i jak tam dojedzie. My zawieźć nie mamy go jak. Patrolujemy centrum pieszo. Ale na wszelki zgłaszamy do centrali, że na dworcu jest bezdomny. I ruszamy dalej.

Koniec o 23.00

Wracamy do miejsca zbiórki przy ul. Jagiełły jeszcze raz przez cały swój rewir. Znowu przechodzimy podwórkami pomiędzy ul. Sikorskiego i Pocztową, by raz jeszcze wypatrzyć bezdomnych. Trzęsiemy się z zimna. Nie umiem sobie wyobrazić, że ktoś spędza ten wieczór w śpiworze czy pod kołdrami gdzieś pod płotem.
Do sali przy ul. Jagiełły wpadamy jako pierwsi. Jola oddaje ankietę i zdaje raport z patrolu. Po nas zjawiają się kolejne ekipy z meldunkami o następnych zauważonych bezdomnych. Ostatni wolontariusze, strażacy, policjanci i strażnicy miejscy wracają z rewirów przed 23.00.
- Teraz trzeba wszystko zliczyć, zsumować. Myślę, że w piątek rano powinny być ostateczne wyniki - mówi S. Staszak.

Jak przed rokiem

Wstępnie S. Staszak szacuje, że w środowy wieczór w Gorzowie przebywało około 200 bezdomnych osób (zdecydowana większość w ogrzewalni i noclegowni). Taki sam wynik był w 2015 r. Wyniki dla całego woj. lubuskiego poznamy lada dzień.

Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.