Co eksponat, to wspomnienie

Czytaj dalej
Fot. Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski

Co eksponat, to wspomnienie

Jarosław Miłkowski

Gdy budowlańcy chcą wyrzucić kostkę z placu czy dachówkę z katedry w Gorzowie, Wawrzyniec Zieliński znajdzie dla nich zastosowanie.

- Dlaczego to wszystko robię? Chyba z sentymentu dla tego miasta - mówi nam Wawrzyniec Zieliński, przedsiębiorca z Gorzowa. Odwiedzamy go w Farmie Wawrzyńca, już na terenie podgorzowskiego Wawrowa. I robimy to nie bez powodu. Obok znajdującej się tu Karczmy pod Łosiem można poznać kawałek historii Gorzowa i okolic. Spacerując,a nawet patrząc między kwiaty...

Plac z odzysku

- Teraz właśnie idziemy po placu Grunwaldzkim - mówi Zieliński, oprowadzając nas po farmie. Pod stopami mamy jasną płytę, którą jeszcze dziesięć lat temu wyłożony był jeden z placów w Gorzowie. W 2006 r. plac nieopodal urzędu wojewódzkiego zyskiwał nową nawierzchnię. Pan Wawrzyniec postanowił więc wykorzystać stare płyty, które robotnicy chcieli wywieźć na wysypisko śmieci do Chróścika.

- Uznałem, że choć socrealistyczna, ta płyta ma jakąś wartość - mówi przedsiębiorca. - Tak stworzyłem ideę połączenia kultur z recyklingu, z materiałów budowlanych, które swego czasu były wyrzucane. One szły na przemiał, a ja je wykorzystywałem do budowy tego gospodarstwa - przedstawia filozofię swojego gospodarstwa biznesmen.

- Parę lat temu zaczynał się kryzys, a ja miałem dużo pracowników. I choć nie było dla nich pracy, to nie chciałem tych ludzi zwalniać. Tak zaczęliśmy budować to gospodarstwo. Oni pracowali przy budowie i krok po kroku to wszystko powstało. Część pomysłów jest moich a część rozwiązań podpowiadali pracownicy - wspomina okres budowy gospodarstwa pan Wawrzyniec. Jakie fragmenty Gorzowa postanowił wkomponować w otoczenie?

Dachówki sprzed lat

Najstarsze chronologicznie są dachówki z katedry. Można je zobaczyć już przy samym wejściu na farmę, a także w ogrodzie letnim. - Te dachówki mają ze 150 lat, a może i z 200. Parę lat temu (2006 r. - dop. red.) był remont katedry i budowlańcy te dachówki wyrzucali. Pojechałem więc na budowę i zapytałem, czy mogę wziąć sobie parę tysięcy dachówek. Pozwolili. Wybudowaliśmy wiec z nich płotki - mówi przedsiębiorca.

W ogrodzie letnim, tuż obok płotku z dachówek, jest fragment torów, na którym stoi podwozie. Z nim też wiąże się historia. - To podwozie tramwajowe, z przełomu XIX i XX w. (pierwsze tramwaje elektryczne zaczęły jeździć po Gorzowie w 1899 r. - dop. red.). Jest już po remoncie, trochę szersze niż kiedyś, bo tory w Gorzowie zostały poszerzone. Podwozie stało w krzakach, więc wpadłem na pomysł, że wybudujemy bimbę - mówi Zieliński. Zabytkowy tramwaj został wybudowany i stoi na Wełnianym Rynku. Jest trochę inny od zamierzeń. - Ówczesny konserwator zabytków kazał mi zmniejszyć podwozie, bo dla niego było ahistoryczne - opowiada pan Wawrzyniec.

Podwozie stoi na fragmentach torów kolejowych z zakładów Stilonu, a my spoglądamy na stojącą tu też „żelazny balon”.
- To jest oryginalna landsberska beczka na zacier z jednej z podgorzowskich gorzelni. Nie chcę zdradzać tajemnicy, z jakiej, ale była robiona w zakładach Hermanna Paukscha- słyszymy.

Ślady działalności zmarłego w 1899 r. Paukscha są w Gorzowie widoczne do dzisiaj. To właśnie on ufundował fontannę, która stoi na placu za katedrą (dziś oglądać możemy współczesną jej wersję). On też wybudował willę na Wale Okrężnym, w której jeszcze kilka lat temu mieścił się Grodzki Dom Kultury. Kotły parowe, które produkował zakład Paukscha były znane na całym świecie.

Według naszego przewodnika, najciekawszą rzeczą, jaką można zobaczyć na jego farmie, jest traktor Mazur, czyli ciągnik gąsienicowy. - To myśl techniczna inżynierów gorzowskich, którą kopiowali nawet inżynierowie z Ameryki, z Caterpillera. Produkowany był w latach 60. w Zakładach Mechanicznych „Gorzów”. Wyprodukowanych było kilka tysięcy sztuk, które były eksportowane m.in. do Brazylii, Angoli czy na Kubę. Ten Mazur był produkowany nielegalnie. Polska była wówczas w RWPG (Rada Wzajemnej Pomocy Gospodarczej - dop. red.), gdzie był podział pracy socjalistycznej. Nie mieliśmy prawa budować tych ciągników, bo mogli je robić tylko w Związku Radzieckim, w Rumunii, Czechosłowacji i NRD. Któregoś razu czechosłowaccy towarzysze zaczęli wypytywać Gomułkę, jak tam idzie produkcja ciągnika. Gomułka kazał po tym zlikwidować linię produkcyjną - opowiada Zieliński. Wyjaśnia też, że ponad 50 lat temu ciągnik gąsienicowy był rzeczą normalną - To był traktor do ciężkich warunków. Był wykorzystywany w melioracji, w budownictwie, w leśnictwie, czyli w warunkach trudnych do jazdy. Jakby dobrze poszukać, to pewnie w Bieszczadach jakiś pracujący jeszcze taki ciągnik by się znalazł - dodaje Zieliński.

To myśl techniczna inżynierów gorzowskich, którą kopiowali nawet inżynierowie z Ameryki, z Caterpillera

Dziś, nie licząc traktorów, po zakładach mechanicznych zostało praktycznie jedynie wspomnienie. Do lat 80. mieściły się one na Zawarciu, następnie zostały przeniesione pod Baczynę. Dziś o ich istnieniu przypomina sypiący się opuszczony biurowiec.
Obok ciągnika stoi kotwica wyciągnięta z dna Warty. Współczesna, z barki wyprodukowanej Bydgoszczy. Została wyłowiona z portu rzecznego, który znajduje się poniżej mostu Lubuskiego.

Inne ciekawostki na Farmie Wawrzyńca? Zobaczyć tu można też pług, który może przypominać, że na początku 1945 r. na te - wówczas niemieckie - tereny wkraczała Armia Czerwona. - Przywiozła kilka tych pługów, które były wykorzystywane do budowy transzei, czyli okopów wzdłuż Odry. Pługi był ciągnięte za czołgiem. Zostały na tych terenach i zostały przekazane Lasom Państwowym - snuje kolejną opowieść przedsiębiorca.

Poza pługiem, jest także mufa elektryczna, czechosłowacki zawór z gorzowskiej elektrociepłowni, koło młyńskie, a nawet fragment granitowego elementu z mostu kolejowego. - One cały czas leżą jeszcze w Warcie - mówi pan Wawrzyniec. Stojący dziś most kolejowy powstał ponad pół wieku. Wcześniej były tu dwie przeprawy. Pierwsza, oddana w 1906 r., druga - oddana tuż przed wojną.

Gorzów był drewniany

Historię można snuć także przy okazji rozmowy o cegle landsberskiej, która częściowo posłużyła do budowy gospodarstwa Zielińskiego. - Landsberg był przez wieki drewnianym miastem. Korzystał z drewna, które było po drugiej stronie rzeki. Tam było olbrzymie bagno, tam żyli bartnicy, którzy przewozili miód. Stamtąd też była zwierzyna i ryby. Stamtąd też ściągano drewno do budowy Gorzowa. Tak było do II poł. XVIII w., gdy Franz Balthasar von Brenkenfoff na polecenie Fryderyka Wielkiego dokonał melioracji Warty praktycznie od jej ujścia aż do źródła Noteci koło Bydgoszczy. W tym momencie Gorzów stracił zaplecze budowlane.

Poszerzono więc pocysterski Kanał Kłodawski i przez kilkadziesiąt lat drewno ściągano z okolic Łubianki. Takie budownictwo drewniane trwało do połowy XIX w., kiedy produkcja cegły została zmechanizowana i nie była już drogim materiałem. Produkcję cegły na naszych terenach wprowadzili zaś cystersi, którzy pod koniec XIII w. przybyli do podgorzowskich Mironic. Ona była produkowana na gliniankach, które były tam, gdzie dziś są Biały Kościółek, Góra Powstańców czy ul. Drzymały. Pobierając glinę, pobierali też kamień. On z kolei był wykorzystywany do budowy murów obronnych - opowiada przedsiębiorca. Taką samą konstrukcję, długości kilkunastu metrów, postawił u siebie. Można ją zobaczyć, oglądając ptaki w pobliskiej wolierze.

To i tak jeszcze nie wszystko, bo na Farmie można też - w jednym miejscu - zobaczyć odlewy kilku gorzowskich pomników. By ujrzeć rzeźby przedstawiające żużlowca Edwarda Jancarza czy Pawła Zacharka, słynnego przewoźnika przez Wartę, w Gorzowie trzeba byłoby pokonać kilkaset metrów. Tu zaś dzieli je zaledwie kilka kroków.
Co będzie można zobaczyć w przyszłości u Wawrzyńca Zielińskiego? Czas pokaże...

Jarosław Miłkowski

Jestem dziennikarzem gorzowskiego działu miejskiego "Gazety Lubuskiej". Zajmuję się tym, co na co dzień dzieje się w Gorzowie - opisuję to, co dzieje się w magistracie, przyglądam się miejskim inwestycjom, jestem też blisko Czytelników. Często piszę teksty o problemach, z którymi mieszkańcy przychodzą do naszej redakcji w Gorzowie (Park 111, ul. Sikorskiego 111, II piętro). Poza tym bliskie mi są tematy związane z Kościołem. Od dzieciństwa jestem też miłośnikiem żużla, więc zajmuję się też tą dyscypliną sportu. Gdy żużlowcy rozgrywają sparingi, turnieje szkoleniowe a także jeżdżą w turniejach za granicą Polski, wybieram się tam z aparatem fotograficznym.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.