Co ksiądz widzi, kiedy chodzi po kolędzie

Czytaj dalej
Fot. Krzysztof świderski
Krzysztof Ogiolda

Co ksiądz widzi, kiedy chodzi po kolędzie

Krzysztof Ogiolda

Księża, którzy chodzą po kolędzie, jak mało kto dostrzegają zmiany zachodzące w polskim społeczeństwie. Dostrzegają nie tylko wzrost zamożności rodaków, ale także zmianę obyczajów

Duszpasterz - czy tego chce, czy nie - wchodząc w okresie poświątecznym do dziesiątek lub setek domów i mieszkań, widzi najpierw to, co najbardziej zewnętrzne, czyli materialny poziom życia swoich parafian. To pierwsze wrażenie najłatwiej byłoby opisać słowem stabilizacja.

- Największy jakościowy skok, kiedy domy, przynajmniej na wioskach, zmieniały się w oczach, przypadł na lata 90. XX wieku - mówi ks. Arnold Nowak, kapłan z 20-letnim stażem, od 2010 roku proboszcz w Kamieniu Śląskim.
Przestał to być także temat drażliwy. Kiedy jeszcze jako wikary 20 lat temu powiedziałem, że w naszych domach nie jest tak biednie jak gdzie indziej na świecie to ludzie wysyłali anonimy z pretensjami do proboszcza: Jak ksiądz wikary śmie wypowiadać się na temat sytuacji materialnej ludzi. Dziś już takiego ciśnienia nie ma.

Stabilizacja nie wyklucza, że ksiądz chodzący po kolędzie spotyka się z biedą i wieloma społecznymi problemami. Ale i one są inne niż przed laty.
- Nie przypadkiem Pan Jezus mówił: Biednych zawsze macie u siebie - dodaje ks. Nowak. - Różne sytuacje w domach się zdarzają i podczas kolędy je spotykamy, ale przyczyny biedy się zmieniają. Wielodzietność rzadko generuje dziś niedostatek. Przede wszystkim dlatego, że jest bardzo rzadka. Te pojedyncze rodziny z czwórką i większą liczbą dzieci na ogół mogą dziś liczyć na pomoc w szkole, a także na troskę sąsiadów, krewnych czy znajomych. To jest jeszcze jeden efekt pewnej stabilizacji, przynajmniej części społeczeństwa.

Ks. Arnold wśród przyczyn niedostatku widzi raczej chorobę w domu i niezaradność. Trzecim problemem, nienowym, ale ciągle narastającym - jest samotność ludzi starszych.
- Ona zawsze się zdarzała - mówi ks. infułat Edmund Podzielny, ksiądz od 51 lat, od trzynastu proboszcz parafii katedralnej w Opolu - ale problem się nasila.
Z niepokojem obserwujemy, że rzadziej niż dawniej ludzie w okresie świąt przyjeżdżają do siebie. Zrobiliśmy się chyba mniej sentymentalni i podatni na klimat świąt.
Niestety wciąż aktualną przyczyną niedostatku jest w niektórych domach alkohol.

- Dzięki temu, że chodzimy po kolędzie, widzimy z bliska ludzkie niedostatki. Nieraz widząc biedę, dawałem ludziom kontakt do parafialnego Caritasu - mówi ks. Podzielny. - Kiedy rozmawia się z wiernymi w ich domu, bardziej się otwierają. Mówią szczerze o kryzysie w małżeństwie, o kłopotach wychowawczych.
Chodzący po kolędzie mają świadomość, że zmienia się zwłaszcza wśród młodszego pokolenia podejście do małżeństwa.
- Odwiedzamy te same domy co przed laty, bo liczba drzwi zamkniętych przed księdzem odczuwalnie nie wzrosła. Ale nie są to domy takie same - przyznaje ks. Jan Polok, wyświęcony w 1981, od 20 lat proboszcz w Dobrzeniu Wielkim. - 15 lat temu tradycyjnie były to rodziny. Teraz widzimy, że przybywa zarówno małżeństw, które decydują się na rozwód, jak i - szczególnie wśród młodych par - tych, które mieszkają razem bez ślubu.

Ks. Jan wiąże ten ostatni fakt m.in. z obniżającym się poziomem wiary i religijności.
Kolęda jest okazją, by o wartości sakramentu przypomnieć i do jego przyjęcia zachęcić.
- Statystyka jest nieubłagana. Dziesięć lat temu udzielaliśmy w katedrze ponad 70 ślubów rocznie- mówi ks. Edmund Podzielny. Dziś ta liczba nieznacznie przekracza czterdzieści.
Ks. Zygfryd Waskin jest księdzem od 24 lat. Połowę tego czasu jest proboszczem w Gościęcinie.
- To jest charakterystyczny dla katolicyzmu w Polsce brak konsekwencji - mówi. - Ci sami ludzie doceniają wartość sakramentu chrztu i proszą o chrzest dla dziecka i nie doceniają wartości sakramentalnego małżeństwa i obywają się bez niego. Przyczyny są na pewno złożone, ale jedną z nich bez wątpienia jest zwykłe wygodnictwo.

Ks. Nowak także zauważa, że młodzi później niż kiedyś bywało, proszą o sakrament małżeństwa.
- Cenię sobie ich szczerość - mówi. - A przyczynę widzę także w tym, że wielu z nich bardzo długo nie jest w stanie się ustabilizować. Ludzie boją się wziąć odpowiedzialność za drugą osobę, nie mając pewności co do swojej przyszłości.
- Z pozytywnym zdziwieniem zobaczyłem, ilu moich parafian studiuje w Krakowie, Łodzi czy Poznaniu - mówi ks. Polok. - Wyjeżdżają nie tylko za pracą, ale i za solidną wiedzą.
- Ale niepokoi, że większość z nich już na nasze wioski nie wraca - dodaje ks. Zygfryd Waskin.
Więcej niż kiedyś podczas kolędy spotyka się młodych osób z wyboru żyjących samotnie, czyli singli. Ks. Podzielny zauważa, że o ich i swoją przyszłość na starość troszczą się często rodzice.

- Zjawisko istnieje, ale trzeba do niego podchodzić ostrożnie i unikając stereotypów w rodzaju: młode pokolenie ucieka od stałych związków, bo jest wygodne, niezdolne do ofiarowania komuś siebie - podkreśla ks. Polok. - To, że młodzi mniej chętnie i ostrożniej wiążą się na stałe, to jest prawda. Ale motywacje są bardzo złożone. Wiele osób wybierających życie samotne odstrasza przykład koleżanek i kolegów, którzy są „po przejściach”, bo ślub wzięli, a potem szybko się rozwiedli, ich związek okazał się pomyłką. To nie jest dobra reklama małżeństwa. Nie chcą ryzykować.

Wśród widocznych w społeczeństwie podziałów pogłębiła się w ostatniej dekadzie różnica w religijności między miastem i wsią. Liczby są nieubłagane. W katedralnej parafii w Opolu drzwi przed księdzem chodzącym po kolędzie otwiera nieco ponad połowa parafian. We wszystkich miejscowościach należących do parafii Gościęcin nie przyjęło księdza mniej niż dziesięć rodzin. To się przekłada na inne kościelne statystyki. W katedrze na niedzielną mszę przychodzi trochę ponad 30 procent nominalnych parafian. Na wioskach też jest spadek, ale nie tak wielki.

- W mojej parafii uczestników niedzielnej mszy św. wcale nie ubyło - mówi ks. Arnold Nowak. - To może być specyfika takiego miejsca jak Kamień Śląski, gdzie przyjeżdża sporo wiernych z innych parafii. Bywa jednak, że spadek jest ogromny. Wynika on także z tego, że region się wyludnia.

Ks. Nowak zauważa, że zmieniają się nawyki ludzi, za czym nie zawsze nadąża duszpasterstwo. Wyludniają się, nie tylko w miastach, msze dopołudniowe, zapełniają wieczorne. Nawet odprawiane późno, np. o 21.00.
Księża podkreślają, że ludzie rozmawiają dziś na kolędzie bardzo szczerze o problemach rodzinnych, społecznych, także o polityce.
- Zauważamy, że dla wielu naszych parafian kolęda, to, że ksiądz przychodzi do domu, modli się z rodziną, udziela błogosławieństwa, to ciągle jest ważne wydarzenie - cieszy się ks. Polok.
- Ludzie zauważają na przykład i mówią o tym z niepokojem - dodaje ksiądz Nowak - że podziały polityczne weszły do Kościoła. - 20 lat temu zarzucano nam, że Kościół miesza się do polityki. Dziś takich pretensji już nie słyszymy. Ale dostajemy sygnały, że w obrębie Kościoła mamy problem z komunikacją, bo ktoś jest z jednej, a ktoś z drugiej strony sporu politycznego.

Duszpasterze zauważają, że rzadziej niż dawniej w rozmowach ich wierni podejmują temat bezrobocia. Ksiądz Arnold uważa, że w dialogu z parafianami wiele zależy od księdza. Jeśli poczują, że on jest otwarty i naprawdę zainteresowany tym, jak żyją, to podzielą się i radością z tego, że się wnuk urodził, i troską, bo np. choroba jest w domu.
- Mamy wielu takich parafian, którzy opowiadali o tym, jak chodzą z dziećmi na roraty albo dzielili się wrażeniami z prowadzonych w adwencie rekolekcji - cieszy się ks. Waskin. - Ale ksiądz rozmawia podczas kolędy także z tymi, którzy w ogóle nie zauważyli, że rekolekcje były.

Nie możemy nie widzieć, że rekolekcje czy misje nie są już czasem nawracania się parafii, a dla części młodzieży bierzmowanie jest, jak gorzko żartujemy, ostatnim namaszczeniem, bo ci ludzie z naszych kościołów znikają. Dawniej mówiło się o przeciętnym polskim katolicyzmie - niezbyt pogłębionym, ale każącym wypełniać podstawowe chrześcijańskie obowiązki. Mamy więcej chrześcijan autentycznie zaangażowanych, przejętych swoją wiarą i więcej chłodnych, pozostających na obrzeżu Kościoła, praktykujących sporadycznie.

- Jeszcze kilka lat temu nawet pytanie: Gdzie pan pracuje?, wywoływało reakcję typu: A co, ksiądz jest ubekiem? Dziś takich reakcji nie ma - dodaje ks. Nowak. Ludzie są bardziej otwarci. Obserwuję, że nawet modlą się ze mną chętniej.

Autor: Krzysztof Ogiolda

Krzysztof Ogiolda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.