Co pije sklepowy chomik, w wolną od handlu niedzielę? Jak problem rozwiązały markety?

Czytaj dalej
Fot. Arch Bricomarche w Szprotawie
Lucyna Makowska, JM, EGJ

Co pije sklepowy chomik, w wolną od handlu niedzielę? Jak problem rozwiązały markety?

Lucyna Makowska, JM, EGJ

- Chomik wisiał na poidełku bez grama wody, u innych zwierząt było to samo- relacjonowała nam mieszkanka Szprotawy, która w poniedziałek rano przyszła do marketu Bricomarche na zakupy.- Zwierzęta nie miały siana a pojemniki na karmę też były puste. Sprawdziliśmy.

Kobieta przerażona tym widokiem postanowiła zapytać obsługę sklepu dlaczego tak jest. Gdy usłyszała że „przecież była wolna od handlu niedziela”, zdenerwowała się jeszcze bardziej.

- To niedopuszczalne, by zwierzaki przetrzymywane były w takich warunkach - opowiadała poirytowana!

Zwierzaki w maleńkich klatkach, bez siana i wody to zgroza! Królik czy szynszyla, szczurzyca z małymi, czy królik w akwarium to chyba nie najlepsze dla nich miejsce?

Kobieta uważa, że akwaria są zdecydowanie za małe i jej zdaniem sklepy, markety nie powinny zajmować się sprzedażą zwierzaków, jeśli nie ma kto o nie zadbać. Zainterweniowała nawet u Powiatowego Lekarza Weterynarii w Żaganiu, ale tam kazano je opisać zaobserwowaną sytuację w mailu.

O "sklepowe" zwierzęta dbamy jak o swoje - mówi Marta Wójcikowska, pracownica Bricomarche w Szprotawie.
Arch Bricomarche w Szprotawie O "sklepowe" zwierzęta dbamy jak o swoje - mówi Marta Wójcikowska, pracownica Bricomarche w Szprotawie.

Sprawdziliśmy sygnał Czytelniczki. Pracownicy marketu, zajmujący się stoiskiem „Ogród” przypominają sobie interwencję klientki. - Było kilka minut po ósmej, tuż po otwarciu sklepu i właśnie uzupełnialiśmy posłania wodę i karmę w poszczególnych klatkach - tłumaczyła jedna z pracownic. Mówiliśmy o tym klientce. Zawsze przed wolnym dniem, wieczorem przed zamknięciem sklepu zaspokajamy potrzeby zwierząt, uzupełniamy poidełka, zostawiamy większe ilości karmy, krzywda się m tu nie dzieje. Nie są zaniedbane, a klienci, którzy je nabywają nie skarżą się, że któreś choruje, czy nie daj Bóg, padło. A sprzedajemy rybki, chomiki, szczury, króliki...

Katarzyna Kaczmarek, szefowa pionu kierowniczego Bricomarche w Szprotawie jest zdumiona relacją klientki.

- Rzeczywiście przy wolnej niedzieli pracownicy uzupełniają poidełka i karmę w soboty wieczorem, a gdy wypadają np. dwa dni wolne, jak w Boże Narodzenie, pracownicy zabierają zwierzęta do własnych domów. Sama to robię- tłumaczy.- Wśród 30 osobowej kadry mamy sporo wielbicieli zwierząt i czasem jest tak, że załoga kłóci się o to kto że dla kogoś „zabrakło” chomika, czy królika. Bywa i tak, że po takim spędzonym w domu pracownika dniu zwierzaczek zostaje, bo tak związali się z nim domownicy. Oczywiście reguluje potem cenę. W tej chwili każdy z nich ma chyba w domu królika z naszej „trzódki”. Myślę, że takie rozwiązanie stosuje mało który sklep, a u nas to norma. Dlatego jest mi przykro, że ktoś może mówić, iż u nas zwierzętom dzieje się krzywda. Pamiętam sytuację, że któryś z królików dostał kiedyś kataru, byliśmy na własny koszt u weterynarza. I dodaje, że sklep nie zamawia hurtowych ilości zwierząt, a pojedyncze sztuki, które od razu się sprzedają.

Warunkami w jakich przetrzymywane są zwierzęta w szprotawski markecie zainteresował się Powiatowy Lekarz Weterynarii w Żaganiu.

- Byłam tam kilka godzin później, w momencie przyjmowania sygnału, żaden z pracowników nie mógł pojechać na miejsce- podkreśla Agata Bobrowska, szefowa żagańskiej placówki. - Zwierzęta miały wodę, posłania i karmę. Nie wyglądały na zaniedbane czy głodzone. Przepisy mówią, że zwierzęta gospodarskie muszą być doglądane raz dziennie, ale regulacji dotyczących tych które są w sprzedaży, nie ma. Trzeba to robić zgodnie ze zdrowym rozsądkiem. Takie zwierzę przetrwa bez jedzenia dwa, trzy dni, ale bez wody nie, więc może rozwiązaniem jest dorzucenie na weekend dodatkowego „smoczka” z wodą

W Nowej Soli przy ul. Gen. Grota-Roweckiego działa najstarszy w mieście sklep zoologiczny. Od początku był zamknięty w niedziele, a w soboty czynny jest do godz. 14.

- Przyjeżdżamy do naszych zwierząt w niedzielę, około dziewiątej. Jak jest ciepło, trzeba być dwa razy, wtedy jesteśmy też wieczorem. Trzeba nie tylko karmić, ale np. zmieniać ptakom wodę, w której lubią się kąpać – wyjaśnia współwłaścicielka sklepu Dorota Fiałkowska. – Od dwudziestu lat nie mieliśmy urlopu. Pracujemy cały czas, ale nam to nie przeszkadza. Jak ktoś ma żywe zwierzęta, musi liczyć się z obowiązkami.

W Gorzowie sklep zoologiczny jest w galerii Nova Park. Jak tu rozwiązują kwestię niedziel bez handlu? Któryś z naszych pracowników zawsze przychodzi w niedzielę, żeby napoić i nakarmić zwierzęta - usłyszeliśmy w Zielonym Zoo w Nova Park.

Lucyna Makowska, JM, EGJ

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.