Dariusz Chajewski

Co zrobić, aby lepiej zarabiać w Lubuskiem?

Co zrobić, by dobrze zarabiać? Zostać dyrektorem, mieć staż pracy 11-15 lat i zatrudnić się w dużym przedsiębiorstwie lub firmie zagranicznej, działających Fot. pixabay.com/kaboompics Co zrobić, by dobrze zarabiać? Zostać dyrektorem, mieć staż pracy 11-15 lat i zatrudnić się w dużym przedsiębiorstwie lub firmie zagranicznej, działających w branży energetycznej...
Dariusz Chajewski

Zostać dyrektorem, mieć staż pracy 11 - 15 lat i zatrudnić się w dużym przedsiębiorstwie lub firmie zagranicznej, działających w branży energetycznej...

Najlepiej? To chyba zarabiają w Warszawie - odpowiada Monika Hejno, sprzedawczyni ze średnim wykształceniem ekonomicznym, z ośmioma latami stażu pracy i nieco ponad tysiącem złotych na rękę. Natychmiast zresztą dodaje, że i tak czuje się jakby Pana Boga za nogi złapała. Wcześniej były staże, okresy próbne, umowy i cała galeria szefów i szefowych, którzy zachowywali się jakby robili jej łaskę, że w ogóle płacą. Oczywiście uważa, że powinna więcej zarabiać, ale...
- Jak wyjadę? Małe dziecko, partner pracujący dorywczo w Niemczech... Tutaj łatwiej się utrzymać, rodzice blisko - kończy.

Mariusz, świeżutki stażem absolwent informatyki, jest ciągle próbowany, czyli 600 złotych na rękę. Jak natychmiast dodaje, wyjedzie, a na razie buduje sobie CV. I znajomość niemieckiego.
- Tutaj nie ma żadnych perspektyw - dodaje. - Nawet jak i znajdę stałą pracę to co, za 2.000 złotych? Przecież to wegetacja. U nas to już płacą chyba najgorzej w Polsce. Owszem, są ze dwie firmy, w których można zarobić, ale tam się dostać...
I natychmiast dowiadujemy się, ile zarabia kolega z roku, który "zahaczył" się we Wrocławiu, a ile koleżanka w Warszawie. A o tym, co dostają za żadną przecież pracę znajomi w Londynie, to już nawet szkoda mówić...

Jest, powiedzmy, średnio

Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma? Rzeczywiście, nawet na tle Polski mediana wynagrodzeń w naszym regionie z 3.480 zł miesięcznie nie wypada nadzwyczajnie. Tak przynajmniej wynika z ogólnopolskiego badania wynagrodzeń przeprowadzonego przez firmę Sedlak & Sedlak w 2014 roku. Niewiele wyższa od tej raczej średniej przeciętnej, bo zaledwie o 20 zł, była przeciętna płaca w obu stolicach województwa. Koniec mitu o bogactwie Zielonej Góry i Gorzowa Wlkp.

Lubuszanie pytani o to, czy owe 3,5 tys. zł to dużo, nie mają żadnych wątpliwości. Dużo i są zaskoczeni wysokością tej kwotą. Po chwili kiwają głowami mówiąc: no tak, dyrektorzy, kierownicy... Słowem ci, którzy podbijają średnią. I sporo w tym racji. Oto statystyczny dyrektor firmy zarabia 9.000 zł. Już dużo gorzej wiedzie się kierownikom, którzy otrzymują aż o 3.900 zł mniej. Pracownicy szeregowi, których mediana wynagrodzeń wyniosła 2.560 zł, aby zarobić miesięczną pensję dyrektora, musieliby pracować ponad trzy i pół miesiąca.

Wynagrodzenia
Create bar charts

W Polsce grubo ponad 800 tysięcy ludzi otrzymuje płacę minimalną. Średnie krajowe wynagrodzenie to już pensja marzeń dla kilkunastu milionów pracujących. Magia statystyki...
Jednak jak wynika z badań zielonogórskiego WUS, widełki między lubuskim dyrektorem a podstawowym pracownikiem nie są aż tak duże. U nas nie ma bowiem dużych central, a w urzędach, szkołach czy w służbie zdrowia to rozwarstwienie nie jest tak widoczne...
Niestety, to reguła. W Europie Środkowo-Wschodniej, a co za tym idzie także w Polsce, różnice między wynagrodzeniem na najwyższych stanowiskach a płacą na tych niższych są znacznie większe niż w Europie Zachodniej. W naszym kraju jest ona aż czternastokrotna. Tymczasem w krajach zachodnich przeciętnie ta różnica jest tylko czterokrotna. W Wielkiej Brytanii pięciokrotna, na Słowacji i w Czechach dziewięciokrotna.

- Czyli to my jesteśmy winni? - denerwuje się proszący o anonimowość dyrektor sporej firmy. To trzeba się uczyć. U nas nie ma żadnych problemów ze znalezieniem pracowników o podstawowym wykształceniu i umiejętnościach. Ale niech pan znajdzie menadżera i to takiego z prawdziwego zdarzenia, a nie z politycznego nadania... Ponieważ brakuje menadżerów, ich cena jest wysoka. Rynek.

W jakiej branży szukać lukratywnej pracy? Oto w Lubuskiem najbardziej opłaca się być pracownikiem ze stażem pracy od 11 do 15 lat. Najmniej zarabiającą grupą byli pracownicy, których staż pracy wynosił rok lub mniej. Ich przeciętne wynagrodzenie było o 38 proc. niższe niż pracowników z najbardziej pożądanym doświadczeniem.

O zarobkach myśl wcześniej

Najwyższe wynagrodzenie otrzymywali pracownicy, którzy pracowali w dużych przedsiębiorstwach, zatrudniających od 250 do 999 osób. Mediana ich wynagrodzeń wyniosła 3.850 zł miesięcznie. Najniższe wynagrodzenia dostawali pracownicy mikroprzedsiębiorstw, przeciętnie 2.700 zł. Wyższe zarobki otrzymywali pracownicy, którzy pracowali w firmach zagranicznych - 4.800 zł miesięcznie. Ponad jedną trzecią mniej zarabiali pracownicy z Lubuskiego, którzy pracowali w firmach z przewagą kapitału polskiego. Średnia wynagrodzeń w polskich przedsiębiorstwach wyniosła 3,1 tys. zł.
A teraz pytanie o specjalizację. Najwyższe wynagrodzenia na terenie województwa lubuskiego odnotowano w energetyce i ciepłownictwie, gdzie przeciętne wynagrodzenie wyniosło 4.850 zł brutto miesięcznie. O ponad 2 tys. zł niższe zarobki zanotowano w kulturze i sztuce, a co czwarty pracownik tej branży zarabiał 2.057 zł miesięcznie i mniej.

- Trudno nawet mówić o oczekiwaniach płacowych kandydatów do pracy - informuje Waldemar Stępak, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Zielonej Górze. - Kształtuje je porównanie do zarobków za granicą lub w dużych ośrodkach. Niestety, płaca ma u nas znaczenie na etapie poszukiwania pracy, a nie wyboru zawodu na etapie edukacji.
Kim zatem warto zostać. Specjaliści ds. logistyki, którzy pracowali na terenie województwa, przeciętnie otrzymywali 3 780 zł brutto na miesiąc, a co czwarty z nich zarabiał 6.000 zł i więcej. Znacznie niższe zarobki odnotowano wśród kasjerów i sprzedawców, których średnia wynagrodzeń wyniosła 2.000 zł, a co czwarty zarabiał 1.750 zł i mniej.

W ciągu ostatnich lat przeciętne wynagrodzenie wzrosło, ale w minimalnym stopniu. Wprawdzie przedsiębiorcy nie chcą tego przyznać, ale w tej chwili rynek pracy jest rynkiem pracodawcy, który dyktuje warunki. Presję płacową zmniejsza wysokie bezrobocie. Ludzie nie proszą o podwyżki, bo boją się utraty pracy. I stąd nieśmiertelne hasło, że "na twoje miejsce czeka kolejka chętnych" często jest najlepszą metodą, aby wybić pracownikowi z głowy wszelkie myśli o podwyżce.
- Przyczyn tego, że w regionie zarabiamy mniej jest wiele - mówi Krystyna Motyl, zastępca dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Statystycznego. - Przede wszystkim w naszym regionie niewiele jest dużych firm, a właśnie w korporacjach z reguły płace są najwyższe. Podobnie jest z firmami zagranicznymi. Najlepiej opłacane są stanowiska w centrali, a u nas takich nie ma, ulokowano je lub przeniesiono na Mazowsze, Dolny Śląsk. To duże aglomeracje skupiają wysokopłatne stanowiska. Na przykład na Śląsku, skąd ostatnio płyną głosy niezadowolenia, nie jest źle. Bo z kolei górnictwo jest dochodową dla pracowników gałęzią przemysłu. Gdy spojrzymy na zarobki w produkcji, nie ma aż tak dużych różnic.

Ale grymasimy...

Na pocieszenie K. Motyl mówi o niższych kosztach życia. I jeszcze jedno... Mimo że z naszymi zarobkami wcale nie jest najgorzej, nasze finansowe samopoczucie jest koszmarne. Zgodnie z wynikami badań GUS w grupie, która najgorzej oceniła swój budżet domowy, przodują mieszkańcy województw lubuskiego i warmińsko-mazurskiego, po 27 proc. Tymczasem prawie 23 proc. Polaków ocenia swoją sytuację materialną jako dobrą lub bardzo dobrą. Więcej niż połowa, bo aż 57 proc. twierdzi, że ich budżet wystarcza im do normalnego funkcjonowania bez wygód i luksusów. Natomiast co piątemu Polakowi brakuje pieniędzy na podstawowe wydatki. Najbardziej zadowoleni są mieszkańcy województw: mazowieckiego i opolskiego (suma ocen bardzo dobrych i dobrych wynosi w tych regionach po 28 proc.) oraz pomorskiego (27 proc). Różnica pomiędzy najwyższym a najniższym średnim dochodem na osobę w województwach w 2013 roku wyniosła 53,3 proc. Lubuszanie osiągali średnio 95,3 proc. średniego dochodu w Polsce przy 103,5 proc. mieszkańców Dolnego Śląska lub 92,9 proc. w Wielkopolsce. Tymczasem mieszkańcy Mazowsza uzyskiwali o 30 proc. wyższe dochody na osobę, niż wynosiła średnia dla całego kraju. Nic dziwnego, bo i poziom płac w województwie mazowieckim jest zdecydowanie wyższy niż średnia pensja w całym kraju. Przeciętne miesięczne wynagrodzenie brutto na Mazowszu wyniosło w 2013 roku 4.676, podczas gdy średnia płaca w całym kraju była o 22 proc. niższa. Mazowsze było też na pierwszym miejscu w rankingu zadowolenia z sytuacji materialnej w rodzinach. Jednak my nie mamy podstawy do aż tak złego samopoczucia.

- Cóż, okazuje się, że mamy znacznie wyżej podniesioną poprzeczkę oczekiwań - dodaje K. Motyl. - Pewnie spory w tym udział ma bliskość granicy. Zgodnie z diagnozą społeczną Lubuszanie są zmienni, krytyczni i wymagający. Także nieco łatwiejszy jest dostęp do mniej oficjalnych dochodów, możliwości dorabiania za Nysą i Odrą. I jeszcze jedno. Ze statystyki wynika, że Lubuszanie są także bardziej zaradni, co widać już od dekady. Nasze gospodarstwa domowe są bardziej zasobne.
I jeszcze trochę liczb. Więcej niż co trzeci (36 proc.) dorosły mieszkaniec województw lubuskiego, wielkopolskiego i zachodniopomorskiego przyznaje, że miesięczne dochody wystarczają mu tylko na podstawowe wydatki - wynika z badania zrealizowanego przez PBS . W przypadku 6 proc. respondentów z północno-zachodniej Polski pensja, zasiłek bądź renta to wręcz za mało, by pokryć takiego rodzaju koszty. 23 proc. mieszkańców tej części kraju deklaruje, że zdarza się im pożyczać pieniądze, by zaspokoić bieżące potrzeby. To więcej niż w całej Polsce, gdzie na taki dług decyduje się 18 proc. badanych. 10 proc. pytanych w Lubuskiem przyznaje, że gdy tylko dostaje swoje miesięczne wynagrodzenie, wybiera się na zakupy i wydaje przeważającą część pieniędzy...

Gonimy Europę, ale wolno

A jak wyglądamy na tle Europy? Podczas podróży po Hiszpanii czy Grecji widzimy, że ceny w sklepach są zbliżone do tych w naszych marketach. I irytuje nas często świadomość, że tam pracujący otrzymują znacznie lepsze pobory. Zwłaszcza że Unia charakteryzuje się ogromnym zróżnicowaniem zarobków. Wyobraźmy sobie, że przeciętne miesięczne wynagrodzenia Europejczyka w 2013 roku wahało się od 409 euro w Bułgarii do 4.663 euro w Luksemburgu. Poza Luksemburczykami wysokie przeciętne miesięczne wynagrodzenie otrzymywali Duńczycy i Irlandczycy, którzy w 2013 roku zarabiali przeciętnie odpowiednio 4.561 euro i 3.949 euro. Tymczasem Polacy w tym samym roku otrzymywali średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w wysokości 865 euro, czyli ponad pięciokrotnie mniej niż mieszkańcy takich zamożnych państw, jak Luksemburg czy Dania. Choć nasze zarobki są relatywnie niskie, to i tak znacznie przewyższają pensje Bułgarów, Rumunów, Litwinów czy też Łotyszy. Wątpliwa pociecha?

Jednak z roku na rok jest coraz lepiej. Na początku lat 90. najwyższe przeciętne miesięczne wynagrodzenie otrzymywali mieszkańcy Danii i Luksemburga. W 1990 roku w pierwszej trójce krajów o najwyższym przeciętnym wynagrodzeniu znalazła się również Irlandia, choć poziom przeciętnych wynagrodzeń w tym kraju odbiegał dość znacznie od wymienionych wcześniej dwóch państw. Przez kolejne lata przeciętne zarobki w Irlandii systematycznie rosły i w 2009 roku osiągnęły rekordową wartość 4.125 EUR. W 1992 roku zarobki Polaków były ponad dziesięciokrotnie niższe od zarobków Luksemburczyków (o 2.185 euro). 20 lat później dysproporcje te się zmniejszyły.

Oferty pracy z Twojego regionu

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.