Czesałem cały Kożuchów

Czytaj dalej
Fot. Józef Piasecki
Józef Piasecki

Czesałem cały Kożuchów

Józef Piasecki

Jerzy Cichowicz to nestor kożuchowskiego fryzjerstwa, rocznik 1945, który otrzymał Szablę Kilińskiego, najwyższe rzemieślnicze odznaczenie w Polsce.

Jest najstarszym rzemieślnikiem w Kożuchowie. - Anegdota o fryzjerach i kowalach mówi, że aby dostać się do nauki w tych zawodach, trzeba było dać krowę. Kosztowała ona wtedy dziewięć tys. zł. Szkoły nie skończyłem w Łódzkiem, skąd pochodzę, bo moi rodzice byli biedni. Takie to były czasy. Do Kożuchowa przyjechałem w 1961 roku, za namową brata Stefana, który mieszkał przy ul. 1 Maja. Miało być tylko na trzy lata, a jestem już 56 – mówi mistrz fryzjerski.

Z ojcem chodził do fryzjera w Sieradzu, gdzie mieszkali. Podobało mu się w zakładzie fryzjerskim ucznia Antoniego Cierplikowskiego, ps. Antoine, najsłynniejszego polskiego fryzjera, nazywanego królem fryzjerów. Czesał on m.in. Brigitte Bardot, najbardziej rozpoznawalną gwiazdę filmową tamtych czasów.

W Kożuchowie pan Jerzy najpierw pracował w zakładzie przy. ul. Daszyńskiego, tam gdzie jest zakład fryzjerski Romana Poterały. Po trzech latach znalazł się w wojsku. W 1968 roku otworzył zakład pod koszarami, przy ul. Młynarskiej. Przez 13 lat strzygł m.in. żołnierzy i ich rodziny.
- W zakładzie przy ul. Legnickiej pierwszym właścicielem był Wacław Machowicz, który zaczął pracę tuż po wojnie, w 1945 roku. Opowiadał, że kiedy uciekli Niemcy, w Rynku, obok sklepu Bronisława Kiedosa i szewca, otworzył pierwszy zakład męski i damski w Kożuchowie. Jak wszedł tam pierwszy raz, to w kasie były jeszcze marki, w koszu śmieci i włosy, a w szafkach narzędzia, których zaczął używać. Później zakład przy ul. Legnickiej przejął uczeń Machowicza, Bronisław Wusiewicz, który zmarł na zawał serca. Zakład odkupiłem od jego żony w 1983 – wspomina J. Cichowicz.

Przychodzili do pana Jerzego naczelnicy, przychodzą burmistrzowie. Na początku modne było golenie, później strzyżenie. Goliło się typowymi brzytwami. Ręka nie drżała przy goleniu kożuchowskich vipów. To kwestia profesjonalizmu. Nie miało znaczenia czy to był naczelnik czy zwykły pracownik „Polmo”. - Jak zaczynałem pracę, to najpierw goliłem przewodniczącego prezydium miejskiej rady narodowej Czesława Chaburę. Był to bardzo zaangażowany człowiek, który chodził z notesikiem. Czy to w kawiarni , czy przy koniaczku, lub u fryzjera zapisywał sobie uwagi mieszkańców. Czasem pytał mnie: powiedz mi, jakie problemy mają klienci? Czego im brakuje?

Potem były wyniki, bo Kożuchów w 1969 roku otrzymał pierwszą nagrodę w województwie zielonogórskim w konkursie Mistrz Gospodarności oraz otrzymał wyróżnienie w skali ogólnopolskiej. To był prawdziwy gospodarz, a przy okazji oficer rezerwy, który umiał ściągnąć do pomocy dla miasta wojsko. W latach 70. przychodził naczelnik Józef Jarczyński. To był już typowy urzędnik – wspomina pan Jerzy. Później nadszedł czas Kazimierza Muchewicza i śp. Czesława Pawlika. Jak się skończył PRL, to przy ul. Legnickiej zaczęli się strzyc kolejni burmistrzowie. Najpierw Maciej Jankowski, zanim odszedł do zarządu regionu „Solidarności w Zielonej Górze:. Także Jan Mokrzycki i śp. Józef Fit. Teraz przychodzi Andrzej Ogrodnik i Paweł Jagasek, którego strzygłem chyba w ubiegłym tygodniu. Niektórzy mówią, że u fryzjera jak u spowiednika. A przychodzili do mnie także księża i proboszczowie. Wcześniej, za komuny przychodził nawet jeden esbek. Jak wchodził to klienci zmieniali temat rozmów.

Pamiętam, że ktoś życzliwy albo ormowiec doniósł na milicję, że narzekam na ustrój i mówię m.in. o czerwonych pająkach. Na przesłuchaniu nic ze mnie nie wyciągnęli. Potem przyszedł rok 1989 i czasem dochodziło do kłótni między klientami. Trzeba było ich rozdzielać, żeby nie dochodziło do rękoczynów. Takie były różnice poglądów politycznych – śmieje się J. Cichowicz.
Kiedyś fryzury podglądało się na filmach w kinie albo w kolorowych magazynach. Moda ewaluowała, od długich włosów po krótkie. Najpierw były modne fryzury bikiniarskie, włosy zaczesane do tyłu. Do tego buty na słoninie. W latach 60. pojawiły się fryzury beatlesowskie. Zdarzali się klienci i klientki którzy chcieli mieć fryzury jak konkretny aktor czy aktorka.
- Dzisiaj młodzież pokazuje na smartfonach jak chce wyglądać – mówi pan Jerzy.

Józef Piasecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.