Hubert Zdankiewicz, Paryż

Czy piłka znów połączy Francuzów...

Hubert Zdankiewicz, Paryż

„Futbol nie uleczy świata, ale może połączyć społeczeństwo, które cierpi” – napisał na dzień przed startem Euro 2016 brytyjski „The Times”

Trafnie, bo pisząc o rozpoczynających się mistrzostwach nie sposób nie wspomnieć o poprzednich wielkich piłkarskich imprezach, rozgrywanych w tym kraju. Zwłaszcza o mundialu w 1998 r., który przeszedł do historii, nie tylko ze względu na zwycięstwo gospodarzy.

Tamten turniej zjednoczył Francuzów, a dwie bramki Zinedine’a Zidane’a w finałowym meczu z Brazylią urosły niemal do rangi symbolu zwycięstwa polityki multi kulti. Do pierwszego w historii mistrzostwa świata poprowadził Trójkolorowych potomek algierskich imigrantów, wychowany w biednej arabskiej dzielnicy Marsylii La Castellane.

– Nigdy nie utrzymywałem kontaktów z ciemnoskórymi sąsiadami. Byłem do nich nastawiony nieprzyjaźnie. Ale wyczyn Zidane’a zmienił moje podejście do emigrantów. Pierwszy raz poszedłem i uścisnąłem ich ręce. Wcześniej nie wiedziałem nawet, jak się nazywali – wyznał dziennikarzom biały mieszkaniec Marsylii Jean-Patrick. „Zidane na prezydenta”, „Po królu Ludwiku, Napoleonie, generale de Gaulle’u Francja doczekała się kolejnego bohatera” – krzyczały tytuły w gazetach.

– To był romantyczny mit, w który chcieliśmy wierzyć. Udawaliśmy, że to prawda, choć wiedzieliśmy, jak świat wygląda naprawdę – mówi dziś, cytowany przez „The Times” Erik Bielderman, szef działu piłkarskiego we francuskim dzienniku sportowym „L’Equipe”. – To jest podobna sytuacja do tej, gdy przychodzi sytuacja kryzysowa. Politycy z lewicy i prawicy zapominają wtedy o podziałach i pracują ramię w ramię. To jednak nigdy nie trwa długo – dodaje.

Trafnie, bo 18 lat po tamtych wydarzeniach Francja znów zaczyna się dzielić, a coraz więcej ludzi patrzy przychylnym okiem na kierowanych przez Marine Le Pen nacjonalistów z Frontu Narodowego (FN). Nie tylko Francja, bo w innych krajach Europy również coraz częściej słyszy się opinie, że powojenny eksperyment stworzenia społeczeństw wielokulturowych kończy się porażką, a kolejne zamachy terrorystyczne tylko utwierdzają ludzi w tym przekonaniu.

Właśnie o zamachach mówi się tuż przed Euro częściej, niż o piłce, choć przecież powinno być inaczej. Nie sposób jednak o nich zapomnieć, skoro niemal każdy kolejny dzień przynosi nowe doniesienia i ostrzeżenia.

We wtorek o zachowanie szczególnej ostrożności apelował do swoich obywateli brytyjski MSZ, bo w komputerze Sala¬ha Abdeslama (jednego z organizatorów zamachów w Paryżu i Brukseli) znaleziono informacje, że terroryści wzięli sobie na cel grupowy mecz Anglia – Rosja w Marsylii.

Dzień później lokalny serwis „nicematin.com” podał z kolei, że w Nicei zatrzymano cztery osoby podejrzane o powiązania z Państwem Islamskim. Właśnie w tym mieście swój pierwszy mecz w mistrzostwach (z Irlandią Płn.) rozegrają Polacy.

– Nie ma żadnych meczów podwyższonego ryzyka. Informacje, jakie zdobyliśmy sami i dostaliśmy z zagranicy, niczego takiego nie potwierdzają – zaprzecza szef komitetu organizacyjnego Euro Jacques Lambert. Sam jednak przyznaje, że zapewnienie wszystkim bezpieczeństwa podczas turnieju to duże wyzwanie. Na które jednak gospodarze są przygotowani. – Nie ma mowy o zamykaniu stref kibica, albo o meczach przy pustych trybunach. Chcemy, by były to najlepsze mistrzostwa pod każdym względem, bezpieczeństwa również – podkreśla.

Dodajmy pustoszącą kraj w ostatnich dniach powódź, strajki (na razie kolejarzy i śmieciarzy), a trudno się dziwić, że we Francji piłka nożna schodzi chwilami na drugi plan. Nawet w przypadku reprezentacji Di¬diera Deschampsa, więcej niż o futbolu mówiło się ostatnio o powołaniach. Najwięcej o pominiętym przez selekcjonera Karimie Benzemie.

Napastnik Realu Madryt został usunięty z kadry w związku z głośną aferą obyczajową, w której brał udział. Nie przeszkodziło mu to jednak doszukiwać się w tej decyzji rasistowskiego podłoża. Co ciekawe, nie tylko on tak uważa, bo Descha¬mpsa zaatakował również były kolega z reprezentacji Eric Cantona, którego zdaniem z tych samych powodów na Euro nie zagra Hatem Ben Arfa.

Nawet bez tej dwójki Trójkolorowi uchodzą przed startem turnieju za jednego z głównych faworytów do końcowego zwycięstwa. – Dwa razy organizowali u siebie wielkie piłkarskie imprezy i za każdym razem wygrywali – przekonywał niedawno na naszych łamach prezes PZPN Zbigniew Boniek, którego zdaniem nie ma znaczenia fakt, że dzisiejsza reprezentacja Francji nie ma w składzie gwiazd pokroju Platiniego, czy Zidane’a.

Wśród faworytów niemal wszyscy eksperci wymieniają również Niemców i Hiszpanów, choć nie da się ukryć, że jedni i drudzy prezentują się dziś słabiej, niż w poprzednich latach. – Niemcy do drużyna turniejowa, a Hiszpanie są nieobliczalni – przekonuje jednak Boniek.

Czarne konie? Tu wymienia się Chorwatów, Belgów, Austriaków i Polaków. „W eliminacjach strzelili 33 gole – więcej, niż którykolwiek zespół, a do tego mają Roberta Lewandowskiego” – analizuje „Sky Sports”. Wysoko ocenia biało-czerwonych również selekcjoner Hiszpanów Vicente del Bosque, którego zdaniem mają takie same szanse na sukces, jak Anglia, Belgia i Chorwacja.

Nie pozostaje nic innego, jak trzymać za słowo...

Hubert Zdankiewicz, Paryż

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.