Czym palimy w piecach?

Czytaj dalej
Fot. C.Wachnik
Czesław Wachnik

Czym palimy w piecach?

Czesław Wachnik

Najwięcej, bo 840 zł za tonę zapłacimy za węgiel kamienny. Znacznie mniej, bo 300 zł kosztuje tona węgla brunatnego. Ale tylko 80 zł wydamy za kubik drewna

Wtorek godz. 7.15, idąc ulicą Jedności w Zielonej Górze wyczuwamy, że dym i smog wręcz gryzą w gardło. Tuż nad jezdnią wraz z mgłą przesuwa się cienka warstwa dymu. Przy ulicy Jedności mieszka pani Ola. Prowadzi małą firmę, nie chce zdradzić swojego nazwiska. I trudno się temu dziwić. Pani Ola nie ukrywa, że mimo tegorocznej jednak mroźnej zimy, wraz z mężem nie kupili nawet kilograma węgla. Mówi: - Mąż jest rencistą i całe lato zbiera różne deski, które później trafiają do pieca. Także te mocno zaprawione lakierem i farbami. Te palą się najlepiej - przekonuje pani Ola.

Jacek Kamiński, który mieszka w Łazach podkreśla, że także nie kupuje węgla. Jednak całe podwórko jest wypełnione pociętym drewnem. Ale to prawdziwe opałowe drewno, a nie deski pokryte farbą i lakierem. - To najtańszy opał, kupuję po 80 zł za metr sześcienny, sam rąbię. To są tzw. ścinki, które palą się najlepiej. Wielu mieszkańców robi podobnie jak ja. Proszę popatrzeć, z komina prawie nie wydobywa się dym. Czyli jest ekologicznie i tanio - podkreśla pan Jacek.

Z komina budynku przy ulicy Witosa w Zaborze wydobywa się czarny dym. Właścicielka domku pani Janina przyznaje, że pali węglem, do którego dodaje drewno. - Węgla kupiła tonę, ale najpewniej do końca sezonu zabraknie. Dlatego dodaję drewno i niekiedy stare gazety - przyznaje.

Bardzo często zdarza się tak, że mieszkańcy palą węglem zmieszanym z różnego rodzaju śmieciami, plastikami, szmatami

Rafał Graczyk, właściciel punktu sprzedaży opału przy Wiejskiej w Zielonej Górze podkreśla, że w tym roku, mimo że zima jest znacznie mroźniejsza, sprzedaż opału, szczególnie węgla, jest zbliżona do tej sprzed roku. I wylicza, że najczęściej klienci decydują się na zakup węgla brunatnego. Powód jest prosty, tona kosztuje 300 zł, gdy za węgiel kamienny orzech trzeba zapłacić 700 zł. Podobnie kosztuje brykiet kominkowy, a za najdroższy węgiel kamienny trzeba zapłacić 840 zł. Do wyboru jest jeszcze miał węglowy po 500 zł za tonę i ekogroszek po 800 zł. Pana Rafała pytamy jeszcze o muł węglowy, który zdaniem specjalistów jest główną przyczyną smogu. Po prostu muł to nic innego jak miał zmieszany z odpadami węglowymi. Dodatkowo jest on wilgotny.

Pan Rafał zapewnia: - Mam dobry polski węgiel, który przy spalaniu nie powinien nadmiernie dymić. Nawet ten brunatny, gdyż pochodzi z naszej kopalni w Bogatyni.

- Dlaczego zatem z wielu kominów wydobywa się czarny dym? - pytamy.
- Bardzo często zdarza się tak, że mieszkańcy palą węglem zmieszanym z różnego rodzaju śmieciami, plastikami, szmatami. Wtedy z komina wydobywa się czarny dym - tłumaczy.

Dzwonimy jeszcze do spółki Topaz w Wielichowie, tuż za Wolsztynem, która ponoć oferuje wspomniany muł węglowy. I gdzie przyjeżdżają także klienci z Lubuskiego. - Muł węglowy kosztuje wprawdzie najmniej, bo około 150 zł za tonę, ale my go nie sprzedajemy. Decydują koszty transportu, które są niekiedy wyższe o kosztów zakupu. A właśnie muł jest najczęściej sprzedawany i spalany na Śląsku. I to on jest przyczyną smogu - wyjaśnia nam sprzedawczyni. Zapewniając po raz kolejny, że mułu jej spółka nie przywozi do naszego województwa. - Nie słyszałam, by inni w Lubuskiem to robili.

Prezydent Janusz Kubicki tłumaczy, że trzeba walczyć ze smogiem. Ale też dodaje, że miasto będzie próbowało pozyskać pieniądze unijne, bo te na taki cel są łatwo dostępne. Dodatkowo rząd ogłosił, że pracuje nad programem walki ze smogiem. - My taki program też przygotowujemy, znamy potrzeby i wydaje się, że już jesienią będziemy mogli pomóc finansowo w wymianie pieców na nowocześniejsze. Jednak sama wymiana to za mało. Nowe piece muszą być takie, by nie można było w nich palić śmieciami, ale porządnym węglem. Inaczej wymiana nie będzie miała sensu, dalej z komina będzie wydobywał się czarny dym - tłumaczy prezydent Kubicki.

Czesław Wachnik

Jestem dziennikarzem Gazety Lubuskiej od 1985 roku, najczęściej w dziale terenowym, ekonomicznym, przez wiele lat prowadziłem dodatek motoryzacyjny ,,Za kierownicą''. Dziś zajmuję się głównie tym co się dzieje w Zielonej Górze oraz powiecie zielonogórskim.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.