Dlaczego winogrona deptały kobiety? Aby się dowiedzieć odwiedź muzeum wina [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski

Dlaczego winogrona deptały kobiety? Aby się dowiedzieć odwiedź muzeum wina [ZDJĘCIA]

Dariusz Chajewski

Zielonogórskie muzeum wina szczyci się nie tylko najbogatszą branżową kolekcją, ale i tradycją...

Już przed wojną w Zielonej Górze dbano o uwiecznienie winiarskich tradycji. W miejscowym Heimatmuseum istniała stała ekspozycja winiarska, na dodatek w mieście działało prywatne muzeum poświęcone tej branży. Znaczna część obecnej kolekcji pochodzi zresztą z obu tych placówek. Również po wojnie szybko rozpoczęto prezentować winiarskie pamiątki.
- Historia miejscowego winiarstwa jest pasjonująca, często mnie zaskakiwała - mówi szefujący działowi winiarskiemu Muzeum Ziemi Lubuskiej w Zielonej Górze Arkadiusz Cincio. - Na przykład losy tych prywatnych, niewielkich winiarni, produkujących wina gronowe, ale także owocowe, które dobrze funkcjonowały już po 1945 roku.

Tradycja zobowiązuje

Pan Arkadiusz dodaje, że jesteśmy często niesprawiedliwi, oddzielamy grubą kreską winiarstwo przedwojenne i to odradzające się na przełomie wieku XX i XXI. Przerwa trwała tutaj raptem dwie dekady.
- Mamy więcej elementów ciągłości - dodaje nasz gospodarz. - Z inicjatywy lubuskich winiarzy rozpoczęto badanie dawnych krzewów. Był czas, że winiarze nastawiali się na jak największą liczbę odmian, najchętniej tych tradycyjnych. Dziś oczywiście to zainteresowanie redukuje się do tych odmian, które najlepiej sobie na tym terenie radzą. Ale przy okazji odkryto stare odmiany, które przetrwały w lasach, na polach, bez opieki człowieka nawet kilkadziesiąt lat. Niemieccy enolodzy nie tylko je rozpoznali, ale także odwirusowali.

Kwasne, ale własne

Dziś lubuscy winiarze chwalą się, że wytwarzają coraz lepsze trunki. Ale produkt ich poprzedników nie cieszył się dobrą opinią.
- Pewnie bywały okresy, że wino mogło nie być najlepsze - przyznaje pan Arkadiusz. - Pamiętajmy. Panował gorszy klimat, nie było oprzyrządowania. W XVIII wieku nie segregowano gron i do jednego kotła, czy raczej kadzi, trafiały rozmaite grona. Czasami sami zielonogórzanie, aby płacić mniejsze podatki, wysyłali do władz pisma, że rok był nieudany, a wino jest jak ocet. Ta reputacja miała inny efekt, oto do Zielonej Góry zaczęli zjeżdżać enoturyści, aby sprawdzić, czy miejscowe trunki są rzeczywiście aż tak paskudne. Z czasem miasto nobilitowała produkcja win musujących.
Przez wieki kronikarze skrupulatnie odnotowywali wszelkie klęski i plagi, jakie spotykały zielonogórskie winiarstwo. Nie zapominali informować i o lepszych dla lokalnego wina latach. Pewnego roku winnice tak obrodziły, że wytłoczone wino nie mieściło się w beczkach. Zielonogórscy winiarze postanowili więc sprzedawać młode wino w karczmach. Klient kupował wówczas abonament na godzinę lub dwie, podczas których mógł wypić tyle wina, ile tylko chciał. Oczywiście, dla niektórych biesiadników skutki takiej nieograniczonej niczym konsumpcji były opłakane...

Deptanie winogron było domeną niewiast

Od razu zauważymy charakterystyczne koryto, przypominające do złudzenia łódkę - dłubankę. Technika wykonania była zresztą podobna. Najczęściej wykonywano je z jednego pnia drzewa, w tym przypadku dębu. I tak powstało koryto, w którym niewiasty udeptywały grona. Dlaczego panie? Z jednej strony podobno ze względu na wagę, inne źródła mówią o... lepszej higienie stóp. Jednak już we wcześniejszych wiekach budziło to opory natury estetycznej. Ale jeszcze w XVIII wieku praktyka była na tyle powszechna, że w prywatnym zielonogórskim muzeum była największa w Niemczech kolekcja takich winiarskich koryt.

Trzy miesiące pito wino bez podatku

Zwyczaj wolnego wyszynku wina (Bürgerweinschank) był szeroko rozpowszechniony w krajach niemieckojęzycznych, a jego korzenie sięgają jeszcze czasów Karola Wielkiego. W Zielonej Górze wolny wyszynk był przez wieki prawem zwyczajowym, które w XIX w. zostało usankcjonowane aktami prawnymi. Przepisy z 1891 r. zezwalały właścicielom winnic na sprzedaż detaliczną własnej produkcji wina bez uiszczania podatku przez trzy wybrane przez siebie miesiące w roku. Zielonogórscy winiarze chętnie korzystali z tego przywileju. Zimą wyszynk był prowadzony w domach mieszczańskich, latem konsumowano wino na dworze. O tym, że w danym domu sprzedawano wino, informował wieniec zawieszony na tyczce przed budynkiem. Pomieszczenia mieszkalne zmieniano wówczas w winiarnię, w której sprzedawano młode wino prosto z beczek. Na początku XVIII w. większość konsumpcji wina w Zielonej Górze odbywała się w ramach wyszynku mieszczańskiego, który odbywał się poza murami miejskimi. W obrębie murów można było napić się wina i innych alkoholi jedynie w piwnicy pod ratuszem.

Święto Wina zakończone korowodem

Od roku 1842 dzień rozpoczęcia zbiorów w Zielonej Górze i jej okolicach był ogłaszany przez Radę Miejską. Oficjalne obchody święta winobrania zapoczątko-wano w 1846 r. Zazwyczaj odbywało się ono w pierwszej połowie października, chociaż bywało, że zaczynano je już we wrześniu. Winobranie kończono korowodem, w którym brał udział Bachus oraz postacie historyczne. (MZL)

Złe cierpkie wino? Nie, wymarzone do dziczyzny

Okolice Zielonej Góry w dawnych Niemczech były najbardziej na północny-wschód wysuniętym przyczółkiem uprawy winorośli i stanowił ciekawy i odrębny region winiarski, który słynął z wina różnych roczników o nie zawsze powtarzalnym smaku. Często zawodny klimat sprawiał, iż krzewy przemarzały lub brakowało dni słonecznych, by wino zachwycało swoim smakiem. Często to jednak właśnie stanowiło o „urodzie” wina i mawiano wtedy, iż to napój specjalnie cierpki, gdyż przeznaczony do dziczyzny. Były lata, w których urodzaj spowodowany wspaniałym latem dodawał kolorytu i wybornego smaku grünbergskim winom. Ale faktem bezspornym są namiętności, jakie wywoływało zielonogórskie wino wśród autorów poezji, piosenek, burlesek i legend. Chyba żaden inny niemiecki region winiarski nie doczekał się tylu legend. Jedna z nich mówiła, iż w Zielonej Górze niepotrzebny był kat. Wystarczył wyrok śmierci i dzban wina...

Czy wiecie, co to jest bola? Naczynie z chochlą

Oprócz eksponatów związanych z produkcją win znajdziemy sporo przedmiotów ilustrujących pojętą szeroko kulturę ich spożywania. Znajdziemy cenne puchary cechowe, ozdobne szkło czy wreszcie charakterystyczne bole, czyli specjalne naczynia do przygotowania i serwowania ponczu. Z reguły posiadały otwór lub wcięcie, w którym mieściła się przypominająca chochlę nabierka.

Winiarze szli pod rękę z bednarzami

Trudno wyobrazić sobie winiarską piwnicę bez beczek. Zarówno przed, jak i po wojnie przy zielonogórskich winiarniach działały wyspecjalizowane warsztaty bednarskie. Beczki były z reguły dębowe, chociaż zdarzały się również akacjowe. Winiarze mówią o skandalu, jakim było zniszczenie imponującej „kolekcji” beczek, które znajdowały się w dawnej Lubuskiej Wytwórni Win. Nie zostały wpisane na listę zabytków i skończyły na tzw. cmentarzysku beczek.

Jedyne takie muzeum

Wino w muzeum

Zobacz też:
Wizyta w winnicy Marcus w Sterkowie

Plan filmowy filmu Gazety Lubuskiej - Polska Toskania. Na planie m.in. Tomasz Kołecki, Kinga Koziarska, Krzysztof Fedorowicz

Winnica Mozów w Mozowie

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Jesień 50% taniej!

Nie tylko liście spadają na jesień! 90-dniowy dostęp do prenumeraty tańszy o 50%!

50,00 100,00

Nie tylko liście spadają na jesień! Cena cyfrowej prenumeraty Gazety Lubuskiej również: 90-dniowy dostęp 50% taniej!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.