Do programu MasterChef Junior trafiłam, bo chciałam - mówi Zosia

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski, ika

Do programu MasterChef Junior trafiłam, bo chciałam - mówi Zosia

Dariusz Chajewski, ika

Zosia z zielonogórskiej Raculi, mimo swoich niespełna 12 lat, ma fach w ręku. Jest mistrzynią kuchni. Gotuje jak z nut? Gdzie tam, nuty nie są jej do niczego potrzebne. To mała kucharka z wielką wyobraźnią...

W niedzielny wieczór wielki finał programu „MasterChef Junior”, a w nim Zosia z zielonogórskiej Raculi, Zosia, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej podbija serca telewidzów. W walce o zaszczytny tytuł pozostała dwójka dzieci, nie, dwie bardzo młode mistrzynie kuchni. Zosia i Julka przygotują menu degustacyjne składające się z pięciu dań – przystawki na zimno, przystawki na ciepło, dania głównego mięsnego, dania głównego rybnego oraz deseru. Możemy już zacząć trzymać kciuki…

– Moja najbliższa rodzina wie, jaki jest wynik, ale nie jest to najważniejsze – mówi na trzy dni przed finałową odsłoną Zosia. – Ostatnio wracałam ze szkoły i podeszła do mnie starsza kobieta z wnuczką, która też chodzi do mojej szkoły i powiedziała z uśmiechem, że wypożyczy mnie na komunię. Ja też się uśmiechnęłam. Jednak pierwszoklasistka szepnęła jej na ucho, że może lepiej poczekać na wynik, zobaczymy, czy wygra... Ludzie patrzą na wynik w sensie wygranej, przegranej, statuetki, pieniędzy. Ale obie wygrałyśmy, zaszłyśmy tak daleko. Finał był cudowny, świetnie mi się z Julką gotowało, byłyśmy obie z siebie dumne. Wynik jest nieważny.

Trufle i pralinki

Zosia mówi o powołaniu. I trudno jej nawet powiedzieć, kiedy to się zaczęło. Zawsze lubiła patrzeć, jak babcia lepi pierogi, mama gotuje rosół i cała rodzina siedzi przy kuchni. Dodawanie liści laurowych, ziela angielskiego do zupy sprawiało jej frajdę. Do tego na pólkach zawsze było dużo książek kucharskich. Później były telewizyjne programy o gotowaniu, o egzotycznych potrawach.
– Poczułam, że to mi się podoba, że podoba mi się, kiedy babcia dodaje warzyw, miesza sos dodaje zioła, czułam, że też chcę robić to z nią, że chcę ulepić tego ostatniego pieroga, zawinąć krokiety – mówi. – Babcia przekazała mi tradycję, mama nowoczesność, tata podstawy smaku, pomysłowość...

Na wstępne spotkanie pojechała z mamą, Anną Zaborowską-Łebek, ale jak cała rodzina zgodnie przyznaje, pomysł i decyzja należały od początku do końca do dziewczynki. Casting „załatwiły” jej pralinki i trufle z gorzkiej czekolady. To babcia pojechała z jedenastolatką na nagrania. Później serca i podniebienia jurorów podbijała polędwica w marynacie z masła orzechowego, makaron, oryginalny hamburger, deser czekoladowy, 
pizza, witaminowe koktajle. Jury cmokało nad umiejętnościami Zosi, jej „dorosłą” techniką, ale także nieprzeciętną wyobraźnią i wyczuciem smaku.

Podróże ze smakiem...

– Nie zostanę szefową znanej restauracji, bo wiem, jaki to jest obowiązek i ile trzeba poświęcić – mówi o przyszłości Zosia. – A ja chciałabym mieć czas dla siebie, innych, rozwijać się, podróżować, poznawać inne kultury. Dla mnie to nowe dania, smaki, przyprawy. Oczywiście chcę swoją przyszłość związać z gotowaniem, ale nie wiem, czy to będzie program kulinarny, książki… To się okaże.

Na razie bardzo dużo gotuje w domu, eksperymentuje z przyprawami, ziołami i produktami, kierując się gustem domowników. Jednego dnia jest to włoski makaron, innego tajski. I każde danie jest inne, niepowtarzalne. Każdy woli coś innego. A i Zosia ma swoje kulinarne sympatie i antypatie.

W szkole Zosia nie czuje się gwiazdą i jak zapewnia, również jej przyjaciele bardzo dobrze reagują na sukcesy

– Nie lubię świeżych pomidorów i surówek, bo kojarzą się one ze śmietanową sałatą, majonezem i monotonną skłonnością do robienia tego samego cały czas – tłumaczy. – Przecież warzywa można zgrillować, ugotować na parze, podsmażyć, podprażyć. Można zatem przemycić je w koktajlu, w zupie, wszędzie. Jeśli jakiś dzieciak nie lubi warzyw, można je przemycić, aby nie był to przymus. Najgorsze jest, gdy szantażuje się dziecko, że jak nie zje tych warzyw, to nie odejdzie od stołu.

Przyjaźń za miast rywalizacji

W szkole nie czuje się gwiazdą i jak zapewnia, jej przyjaciele bardzo dobrze reagują na sukcesy. Jednak nie liczy na to, że wejdą do kuchni. Ale może jej przykład kogoś zainspiruje, może po prostu odnajdzie w sobie jakąś pasję.

– Czy twoim zdaniem chłopcy także mogą gotować?
– A czemu tak na dobrą sprawę grają w piłkę? Nie można nazywać gotowania babskim zajęciem, bo przecież najlepsi kucharze to są mężczyźni.

Wielu gotujących chłopców poznała w programie. I jak przyznaje, idąc do programu nastawiała się na rywalizację. W końcu to telewizja. Tymczasem okazało się, że „inne dzieci są bardzo miłe”.

– Atmosfera była cudowna, wszyscy sobie pomagali i zaprzyjaźniali się, nawet nasi rodzice – dodaje Zosia. – Nie czuć było w powietrzu zazdrości i takiej nienawiści... Bardzo lubiłam tam przebywać, czułam się jak w drugim domu.
Jak mówi z jurorów najbardziej polubiłam Mateusza Gesslera. – Nasze pojęcie o kuchni jest zbieżne, podziwiam jego talent – mówi.

A tak mi wpadł do głowy

Gdy jakiś czas temu rozmawialiśmy z Zosią, poczęstowała nas pysznym musem. Byliśmy zachwyceni. I nieopatrznie zapytaliśmy, czy to jej popisowy numer.

– Nie. Robiłam go pierwszy raz, a wymyśliłam dwie godziny temu. Jeszcze wracając ze szkoły, zastanawiałam się, co dzisiaj przyrządzę – mówi dziewczynka. I sama przyznaje, że fajnie wyszedł. Wyjada resztki z miseczki i figlarnie podpiera się pod boki: – Pierwszy raz go robię, ale powiem szczerze, że jestem zadowolona…
Taka jest Zosia. Ale na szczęście ma także swoje kuchenne wady. Malutkie, ale jednak. Nie lubi sprzątać po swojej artystycznej kulinarnej działalności. I dodaje z błyskiem w oku, że wcale nie jest taka grzeczniutka.

Sernik Zosi:

Składniki:

Przygotowanie:
Włączamy piekarnik na 180 stopni. Ucieramy masło z cukrem na jasną i puszystą masę. Wbijmy jajka, jedno po drugim, ucierając po każdym dodaniu. Po dodaniu wszystkich jajek stopniowo dodajemy ser, ciągle ucierając masę. Wsypujemy obie mąki i dodajemy ekstrakt waniliowy. Masę przelewamy do tortownicy (średnica 24 cm) wyłożonej papierem do pieczenia (samo dno). Sernik wkładamy do nagrzanego do 180 stopni piekarnika, zmniejszamy temperaturę do 150 stopni, pieczemy przez 1,5 godziny. Studzimy, zostawiając sernik w wyłączonym piekarniku lub przy lekko uchylonych drzwiczkach.

Smacznego!

Dariusz Chajewski, ika

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.