Dzięki niej niechciane zwierzęta znajdują dom

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Koleśnik
Łukasz Koleśnik

Dzięki niej niechciane zwierzęta znajdują dom

Łukasz Koleśnik

Kiedy tylko ktoś znajdzie bezdomnego psa lub rannego kota, to nie zgłasza się do urzędu. Dzwoni do Agnieszki Maternik, która zaopiekuje się każdym zwierzęciem.

Nie jest celebrytką, ale wszyscy ją znają. To wszystko za sprawą miłości do zwierząt, którą miała od zawsze. Czy miało to jakiś początek?
- Koniec szkoły podstawowej. W tym okresie trafiła do mnie pierwsza „znajda” - opowiada Agnieszka Maternik. - To był malutki, rudy kundelek, który każdego dnia odprowadzał mnie do szkoły. Robił tak przez wiele miesięcy. Pewnego dnia zawędrował za mną do domu. Rodziców nie musiałam długo przekonywać. Na początku mieli wątpliwości. Jednak kiedy mama zobaczyła, że śpi na klatce schodowej, zaraz zaprosiła go do domu.

Po 500 zwierzętach straciła rachubę
Pani Agnieszka jest bibliotekarką. Od ponad 20 lat prowadzi własny dom tymczasowy dla zwierząt. Jak przyznaje, sama nie potrafi zliczyć ile zwierząt się u niej przewinęło.
- Po tym jak doszło do 500, przestałam liczyć. Straciłam rachubę - śmieje się A. Maternik.
Gubinianka nie tylko pomaga zwierzętom. Jeśli pomocy potrzebuje człowiek, też nie odmówi. Przykładem był mieszkaniec Wałowic w gminie Gubin, o którym pisaliśmy na łamach „Gazety Lubuskiej”. Agnieszka jechała przez Wałowice do znajomych z Chlebowa. Zauważyła psy i kozy przy ulicy, czyli zwierzyniec pana Tadeusza, schorowanego, samotnego. Staruszek żył za kilkaset złotych miesięcznie. Pani Agnieszka woziła mu słoiki z obiadami, wspierała na duchu, odwiedzała w szpitalu. Kiedy mężczyzna zmarł, zajęła się zwierzętami, którymi opiekował się na co dzień. - Nie mogłam ich przecież tak zostawić - podkreśla.

Opiekowała się psami, kotami i... żółwiem
Najczęściej w domu pani Agnieszki goszczą psy i koty. Trafiały się jednak niecodzienne przypadki, a największym z nich był żółw.
- Ktoś znalazł go w pobliskim parku i przyniósł do mnie. Był to duży osobnik, wodno-lądowy, miał być może kilkanaście lat. A może więcej - opowiada pani Agnieszka.
Zwierzę szybko znalazło właściciela. Podobna historia często powtarzała się z innymi zwierzakami.
- Tutaj tak już jest, że jak ktoś coś znajdzie lub usłyszy, to nie dzwoni do urzędu, tylko do mnie - śmieje się gubinianka. - Sami urzędnicy z gminy wiejskiej do mnie dzwonią z zapytaniem czy znajdzie się miejsce dla psa. Jeszcze zanim zadzwonią, to już wiem, o którego chodzi, ponieważ kontaktowali się ze mną mieszkańcy - opowiada.
Pani Agnieszka przez lata pracowała na taką reputację. Z drugiej strony uważa, że przez to większość obowiązków z bezdomnymi zwierzętami spada na nią, a nie na urzędy.
- To nie jest do końca dobre rozwiązanie, ponieważ takie sprawy powinny przechodzić przez urzędy. Ponadto również mam ograniczenia i wszystkich zwierząt do swojego domu nie przyjmę - przyznaje A. Maternik.

Coraz więcej bezdomnych psów
Od początku roku w całym powiecie krośnieńskim odnotowano więcej wałęsających się, bezpańskich psów niż kiedykolwiek.
- To dziwne. Zwykle najgorzej jest w okresie letnim, kiedy ludzie wyjeżdżają na wakacje, porzucają swoje psy - mówi znany gubiński "zwierzolub".
- W tym roku takie nasilenie jest właściwie od początku roku. W ciągu jednego tygodnia trafiły do mnie trzy bezdomne psy. Nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak było.
Gubinianka dodaje, że może być jeszcze gorzej. - Wkrótce zacznie się wysyp szczeniąt. Ponadto wielkimi krokami zbliża się do nas okres wakacyjny, w którym najczęściej psy są wyrzucane - opowiada.

To dla niej ogromna satysfakcja
Pani Agnieszce trafiały się różne przypadki z najsłynniejszym Bazylem na czele, który był bity przez właściciela i tylko dzięki interwencji gubinianki nie został uśpiony.
- To największa satysfakcja, kiedy udaje się uratować zwierzę oraz znaleźć mu dom - podkreśla A. Maternik.
Dodaje, że nawet gdyby chciała kiedyś przestać opiekować się bezdomnymi zwierzętami, to nie potrafiłaby tego zrobić.
- Nawyk, przyzwyczajenie. Powiedziałabym nawet, że to uzależnienie. Nawet jak przejeżdżam przez wioski, to zaglądam za ogrodzenia ludzi i wypatruję zwierzaków.

Łukasz Koleśnik

Co robię?


Żadna tematyka mnie nie odstrasza. Biznes, polityka, sport, reportaże, fotoreportaże, relacje, newsy, historia. Dzięki temu też pogłębiam swoją wiedzę i doskonalę swoje umiejętności.


Największą satysfakcję z pracy mam wtedy, kiedy w jakiś sposób mogę pomóc. Dlatego często opisuję ludzi z problemami, chorych i potrzebujących oraz zachęcam do pomocy. I kiedy uda się pomóc nawet w najmniejszym stopniu, to jest plus. 


Działam głównie na terenie powiatu krośnieńskiego. Obecnie trzymam rękę na pulsie, jeśli chodzi o poszczególne inwestycje w regionie, jak chociażby przygotowywane podniesienie zabytkowego mostu w Krośnie Odrzańskim (Czy zabytkowy most w Krośnie Odrzańskim zostanie podniesiony w tym roku? To coraz mniej prawdopodobne), przyglądam się rozwojowi szpitala w regionie (Zachodnie Centrum Medyczne w końcu kupiło nowy rentgen do szpitala. Budynek w Gubinie doczeka się termomodernizacji).


Jak trafiłem do Gazety Lubuskiej?


W Gazecie Lubuskiej jestem zatrudniony od kwietnia 2015 roku. Wcześniej też pracowałem jak dziennikarz, głównie na terenie Gubina i okolic. Tam stawiałem też swoje pierwsze kroki w zawodzie, poznałem podstawy, złapałem kontakty.


Początkowo nie łączyłem swojej przyszłości z dziennikarstwem. Myślałem o informatyce albo aktorstwie (wiem, spory rozstrzał ;) ). Ostatecznie trafiłem jednak na studia do Wrocławia, gdzie studiowałem na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Poszczęściło mi się i po studiach zacząłem pracę w zawodzie oraz trwam w nim do dziś.


O mnie


Jestem miłośnikiem piłki nożnej oraz koszykówki. Od lat zapalony kibic Borussii Dortmund. Łatwo się domyślić, że w wolnym czasie lubię oglądać mecze, ale nie tylko. Czytam książki. Głównie kryminały lub biografie. Kinomaniak. Oglądam filmy (fan Gwiezdnych Wojen, ale tych starych) i seriale (za dużo by wymieniać). Lubię czasem pobiegać (za rzadko, co po mnie widać ;) ). Tak w skrócie. To tyle :)

Komentarze

2
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

elwiraskrobska.gebofon

...może Jurek Owsiak by pomógł? Jest tyle organizacji i psób prywatnych zaangażowanych bardzo mocno jednak są niezrzeszone i nie działają razem aby zmienić prawo. Do leczenia zwierzątek brakuje sprzętu i leków-może te z kończącym się terminem z prywatnych lecznic albo sprzęt używany można by było przekazać w niepodatkowanej darowiźnie lub chociaż organizacja dużych zbiórek żywności,zabawek i kocy przy dużych festiwalach np jakiegoś ogólnopolskiego Radia, ale potrzeba by osób haryzmatycznych,które miały by siłę i czas zmienić prawo,tak jak np ratownicy medyczni w ostatnich latach dla ochrony zdrowia i życia pacjentów poszerzyli swoje kompetencje ale takze i odpowiedzialnosć, jak również ilość leków w karetkach. Brakuje współpracy wszystkich zainteresowanych,bo każda z tych grup działa w swojej wąskiej tematyce,gdyby chociaż samw schroniska się zrzeszyły na pewno miały by większa siłę nacisku. Pozdrawiam serdecznie

elwiraskrobska.gebofon

Podziwiam Panią,jednak samo przygarnianie zwierząt do domu to oczywiscie dużo ale to kropla w morzu potrzeb. Dlaczego? Wiem dlaczego ludzie wolą wyrzucić psa niż oddać do schroniska-nie jest łatwo oddać psa do schroniska-pracownicy utrudniają oddanie zwierzęcia do schroniska: straszą odpowiedzialnością karną i finansową (szkoleni?). Nawet osoby starsze, ciężko chore i bez grosza przy duszy,które muszą iść na operacje nie mogą nawet tymczasowo oddać zwierzęcia, a lista przyjęć jest bardzo długa. Myślę,że potrzebna jest interwencja w tej sprawie,a także powołanie stowarzyszeń,które przy pomocy innych organizacji rzadowych i poząrzadowych będą kontrolowały prace oraz środki dla schronisk. Nie wiadomo na co idą pieniądze oraz przekazywana żywność i środki chigieny przeznaczane dla schronisk od miasta, sponsorów, osób fizycznych prywatnie (czy nie kończą w domach prywatnych?) oraz
z 1% podatku , organizacji oraz spółek,pod których szyldami takie schroniska istnieją. Co z węglem na ogrzanie pomieszczeń,a także czy takie ośrodki nie działają jako "pralnie brudnych pieniedzy"? Brakuje wolontariuszy oraz edukacji szkolnej w zakresie opieki nad zwierzętami. Myślę,że wiele bezdomnych zwierząt mogło by "dorywczo pracować",gdyby nasze prawo je chroniło np w filmach, mogłyby być wypożyczane wraz z opiekunem lub dla zaufanych klientów nawet bez np do zdjęć,do towarzystwa dla ludzi lub innych zwierząt-adopcje tymczasowe: tygodniowe lub na parę mcy,tak aby każdy z piesków mógł wyjść czasem na wolność i aby ktoś sie zdążył zapoznać z psiakiem i może przywiązać nie straszony deklaracją "na całe życie",ktora kojarzy się z kredytem hipotecznym. W mojej "wizji" młode psiaki nie podlegałyby tymczasowej adopcji,jedynie te nie takie młode i już nie takie śliczne lub w ramach warsztatów czy pozyskiwania srodków unijnych,bądź poprostu wykfalikowanych pracowników-mogłyby mieć psich trenerów i byc szkolone oraz "wypożyczane" do terapii dzieci np autystycznych, niewidomych,znajdujacych się pod opieką MOPS-ów,ktorych nie stać na psa lub po traumach,z depresją,z domu dziecka,dla osób starszych i samotnych,do DPSów-gdzie psy mają największe wyniki w terapiach- o wiele lepsze niż urzadzenia za dziesiątki tysięcy. Trenerzy psów-dyplomowani ale poczatkujący bez własnych placówek i klientów-mogli by miec dyżury na zasadzie "banku czasu"-na placu treningowym,ktory nie wymaga wielkiego nakładu finansowego ani materiałów szególnie przy zaangażowaniu zainteresowanych (kazdy moze wbic pare gwoździ) mogliby przyjmować swoich klientów w zamian za szkolenie wybranych psów oraz rolę opiekuna. Taki plac można by było także wypożyczac jako "plac zabaw" dla psów prywatnych,gdyż w przestrzeni miejskiej brakuje miejsc gdzie można bezpiecznie spuścic psiaka.Brakuje lekarzy-wolontariuszy, stażystów i współpracy z uczelniami weterynaryjnymi lub nawet obowiązku prawnego odrobienia takiego stażu choćby w niewielkim wymiarze czasu. Brakuje zainteresowania mediów oraz szkół a co najsmutniejsze osób lub stowarzyszen zajmujacych się adopcjami domowymi. Brakuje kreatywnych,nowoczesnych rozwiązań jak np w Zoo,gdzie można nawet elektronicznie zaadoptować psiaka. Schroniska są instytucjami przestarzałymi,schowanymi na przedmieściach i tak naprawdę zapomnianyni umieralniami i więzieniem dla niechcianych zwierząt,ktore nawet nie mają się gdzie i z kim pobawić. Ja bardzo Panią proszę o przemyślenie takich rozwiązań jako osobę medialną-to tylko przykłady napisane "na kolanie" może trochę odrealnione ale nie nierealne. Proszę o poszerzenie świadomości społecznej i przybliżenie problemu,organizacje medialnych kampanii społecznych-choćby na portalach społecznościowych, organizacji młodych ludzi z całego kraju,ktorzy chcą pomagać i mają wiele talentów i nie wiedzą gdzie się zgłaszać (grafików,informatyków,muzyków-koncerty i akcje harytatywne ze sponsorami,koszulki ze zdjeciami psiaków:kochaj mnie,imię psa i nr placówki,tanie gadgety szkolne: linijki; współpracy małych przedsiębiorstw-reklama)

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.