Anna Gronczewska

Elektryczny Tramwaj, Gwiazdkowy prezent dla Łodzian, skończył 120 lat

Elektryczny Tramwaj, Gwiazdkowy prezent dla Łodzian, skończył 120 lat Fot. Archiwum Dziennika Łódzkiego
Anna Gronczewska

Na gwiazdkę 1898 r. łodzianie dostali piękny prezent. Dzień przed Wigilią na ulice Łodzi wyjechały tramwaje elektryczne - pierwsze takie w Królestwie Polskim. Od tego wydarzenia minęło 120 lat.

Łódź, koniec XIX w. Ulicami dostojnie jeżdżą dorożki, w których siedzą panie w długich sukniach i panowie w melonikach. Robotnicy pieszo pędzą rano do swych fabryk. Łodzianie, którzy odwiedzili Warszawę z podziwem opowiadają o kursujących tam tramwajach konnych. Nie przypuszczają, że już niedługo tramwaj pojedzie łódzkimi ulicami. Tyle, że nie będą go ciągnąć konie...

Wojciech Źródlak, kustosz Muzeum Tradycji Niepodległościowych Oddział Radogoszcz i wielki miłośnik tramwajów, opowiada, że uruchomienie w Łodzi komunikacji tramwajowej nie było przypadkiem. Zadecydował o tym biznes.

- Łódzcy fabrykanci dysponowali nadwyżkami kapitału, który chcieli zainwestować z zyskiem większym, niż dawała lokata bankowa - wyjaśnia Wojciech Źródlak. - Komunikacja tramwajowa mogła dać taki zysk. Po mieście jeździły dorożki, ale były drogie, a przez to niedostępne dla wielu łodzian. Potrzebna była komunikacja masowa.

Ale jeszcze wcześniej powstała idea uruchomienia tramwaju konnego. Ogłoszono nawet przetarg. Wygrało go dwóch przedsiębiorców z Warszawy. Jeden z nich był pochodzenia żydowskiego. To sprawiło, że przetarg został przez rosyjskiego zaborcę unieważniony.

- Według ówczesnego prawodawstwa rosyjskiego, wybitnie antysemickiego, nawet współwłaścicielem spółki nie mogła być osoba pochodzenia żydowskiego - wyjaśniał nam Wojciech Źródlak.

Tymczasem budowa linii tramwajowych w Łodzi stawała się powoli koniecznością. Miasto się rozrastało. Coraz więcej kłopotów sprawiało dostanie się z jednego jego końca na drugi.

Człowiekiem, który miał największe zasługi dla uruchomienie w Łodzi tramwajów, był fabrykant Juliusz Kunitzer, założyciel i współwłaściciel Widzewskiej Manufaktury, jednej z największych w mieście fabryk bawełnianych. To on skupił innych przemysłowców wokół idei uruchomienia w Łodzi komunikacji tramwajowej. Nie była to działalność charytatywna, ale bardzo dobry interes. Inwestycje w urządzenia komunalne (sieć telefoniczna, wodociągi, komunikacja) były opłacalne.

Juliusz Kunitzer zginął 30 września 1905 r. jadąc tramwajem. Zastrzelili go członkowie PPS Frakcji Rewolucyjnej.

Za uruchomieniem w Łodzi linii tramwajowych przemawiały względy gospodarcze. Działająca od 1865 r. kolei fabryczno-łódzka z Koluszek do Łodzi była bardzo obciążona. Trzeba było rozwieść dostarczane nią towary. M.in. dlatego pojawił się pomysł utworzenia łódzkiej kolei obwodowej. Jednak ta idea nie spotkała się z przychylnym spojrzeniem rosyjskiego zaborcy. Wybudowanie takiej linii kolejowej stanowiłoby konkurencję dla kolei moskiewskiej.

Wtedy to grupa Kunitzera zaproponowała uruchomienie tramwajów parowych. Wagony miały ciągnąć parowozy, takie miejskie lokomotywy.

Tego pomysłu nie zrealizowano, jednak przyspieszyło to pracę nad uruchomieniem komunikacji tramwajowej. W 1897 r. podpisano oficjalny akt koncesyjny na budowę sieci tramwajowej w Łodzi. Nie przewidywał on, w jaki sposób będą napędzane tramwaje. Rozważono m.in. napęd pneumatyczny, na sprężone powietrze, który wymyślił genialny polski inżynier Ludwik Mękarski. Myślano o napędzie gazowym i elektrycznym. Wybrano w końcu ten ostatni. Elektryczny tramwaj ruszył w Łodzi 23 grudnia 1898 r.

- Był to pierwszy elektryczny tramwaj na terenie zaboru rosyjskiego, a Łódź stała się 10 miastem w cesarstwie rosyjskim, które miało ten najnowocześniejszy wówczas środek transportu miejskiego - zapewnia Wojciech Źródlak. - Łódź uzyskała tramwaj elektryczny osiem lat wcześniej niż Warszawa.

Pierwszą zajezdnię tramwajową wybudowano przy dzisiejszej ul. Tramwajowej. Stamtąd wyjeżdżały pojazdy. Na początku skręcały w lewo i dojeżdżały do ul. Dzielnej (dziś ul. Narutowicza), potem skręcały w ul. Piotrkowską i jechały do Nowego Rynku (pl. Wolności). Tam jedna z linii skręcała w lewo - w ul. Konstantynowską (dziś Legionów) i dojeżdżała do cmentarzy przy ul. Srebrzyńskiej. Druga skręcała w prawo. Tramwaje jechały ul. Anstadta do parku helenowskiego, ulubionego miejsca wypoczynku łódzkiej klasy średniej.

Na południu miasta linia tramwajowa dochodziła pierwotnie do pl. Fabrycznego (dzisiejszy pl. Jana Pawła II). Z czasem przedłużono ją do Górnego Rynku.

Początkowo linie tramwajowe oznaczano kolorami. Na tablicach umieszczano nazwę krańcówki, do której tramwaj jechał. Potem te tablice miały różne kształty: koła, kwadraty, prostokąty. Dopiero w 1902 r. pojawiły się na nich cyfry. Pozostały jednak kolory i kształty.

Pozostało jeszcze 67% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Anna Gronczewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.