Renata Hryniewicz

Emeryt chciał dorobić. I padł ofiarą oszustów

Zamiast obiecanej pracy Zygmunt Konopko ma kłopoty Fot. Renata Hryniewicz Zamiast obiecanej pracy Zygmunt Konopko ma kłopoty
Renata Hryniewicz

Zaproponowali emerytowi pracę stróża. Później odurzyli go i wozili po sklepach. Mężczyzna wziął na siebie trzy telefony i telewizor na raty...

– Nie wiem, co się ze mną działo. Zapłacę teraz za głupotę pieniędzmi i zdrowiem... – mówi ze smutkiem 73-letni Zygmunt Konopko. Oszust zaczepił go 14 lutego koło kwiaciarni w Kostrzy¬nie. – Podszedł do mnie pan i zapytał, czy nie chciałbym pracować jako stróż na parkingu. Pomyślałem, że spadł mi z nieba, bo emeryturę mam niewielką, w domu córka z trójką dzieci i tylko zięć pracuje... – opowiada mężczyzna. Zgodził się, a przyszły „pracodawca” zaprosił go do samochodu. W aucie siedziało dwóch innych mężczyzn. Jeden był kierowcą, a drugi też miał zostać zatrudniony jako stróż na parkingu. Tak powiedziano panu Zygmuntowi.

„Szef” dał mu napój

Jeden z mężczyzn zaproponował kanapkę. Pan Zygmunt odmówił. – Nie byłem głodny. Ale wtedy podano mi jakiś napój w zakręcanej butelce. Nakrętka była luźna, łatwo się odkręciła. Nie chciało mi się pić, ale nie chciałem być niegrzeczny i się napiłem – relacjonuje.

Biorąc pod uwagę to, co stało się później, nie ma wątpliwości, że w napoju był jakiś środek odurzający. – „Szef” powiedział mi, że zaczynam od jutra i musimy wziąć na mnie telefon. Zaznaczył, że rachunki będzie płaciła firma. Poszliśmy więc do salonu z telefonami w Kostrzynie. Samochód i dwaj jego koledzy zostali na parkingu. Podobnie było w innych miastach – przyznaje pan Zygmunt.

Wszystko potoczyło się szybko. W salonie wzięli telefon z „najwyższej” półki z drogim abonamentem na trzy lata. Następnie pojechali, niby coś załatwić, do Słubic. Tam pan Zygmunt też wziął telefon, też jeden z najdroższych, z wysokim abonamentem na trzy lata. To samo było w Dębnie. Tam, oprócz telefonu, mężczyzna wziął jeszcze telewizor, „żeby miał co oglądać na nockach”.

Chciałem być grzeczny i napiłem się napoju, który dał mi oszust – mówi pan Zygmunt

– Tata w pokoju ma telewizor stary, używany, od kogoś dostał. Nie kupił sobie sam, bo nie stać go było na raty – wtrąca Mirella Gwizdoń, która jest obecna przy naszej rozmowie.

Kiedy już oszuści zrealizowali swój plan, zabrali telefony, telewizor, dokumenty i zostawili pana Zygmunta w Dębnie. Była godzina 22.30. Mężczyzna okazją ze stacji paliw wrócił do domu.

Policja to wyjaśni

Kiedy rano opowiedział córce wydarzenia z poprzedniego dnia, ta natychmiast zadzwoniła na policję w Kostrzynie. – Powiedzieli, że nie mamy po co do nich przyjeżdżać. Kazali udać się do Dębna. Tam nas wstępnie przesłuchano i odesłano z powrotem do Kostrzyna. Przebadano też ojca alkomatem, bo wyglądał i zachowywał się, jakby był pijany. Alkomat pokazał zero. Był już wieczór. Wróciliśmy do domu – mówi pani Mirella.

Następnego dnia udali się na posterunek w Kostrzynie. Tam policjant wysłuchał pana Zygmunta, po czym odesłano go do Słubic. – Dopiero w Słubicach potraktowali nas poważnie. Przesłuchiwali tatę 4,5 godziny. Dokładnie wypytywali o każdy szczegół. Niestety, stwierdzili, że na badanie toksykologiczne jest już za późno – dodaje pani Mirella.

– Przyjęliśmy zawiadomienie od tego pana. Pierwsze prze-stępstwo miało jednak miejsce w Kostrzynie, więc tam musieliśmy przekazać sprawę do dalszego postępowania – informuje Magdalena Jankowska, rzeczniczka policji w Słubicach.

– Ustalenie przebiegu takiego zdarzenia wymaga dotarcia do policjantów będących wówczas na służbie. Deklaruję rzetelne wyjaśnienie tej sprawy, ale z pewnością nie dzisiaj – odpowiedział nam wczoraj Marcin Maludy, rzecznik Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie. Dodał, że w wyjaśnienie okoliczności tej sprawy zostanie zaangażowany wydział kontroli KWP, który wyjaśni, czy policjanci postąpili zgodnie z przepisami, odsyłając pana Zygmunta na posterunek w innej miejscowości.

W salonach z telefonami pracownicy kojarzą pana Zygmunta i towarzyszącą mu osobę, ale nie mogą wypowiadać się w mediach. Oszukany mężczyzna pokazał nam wczoraj rzekomy parking, gdzie miał być stróżem. W rzeczywistości to ogrodzony plac z zamkniętą bramą. Na dźwięk dzwonka przy furtce nikt nie reagował. Do tematu wrócimy.

Renata Hryniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.