Gdzie jest generał? Tajemnicą zostanie, dlaczego filmowcy wybrali Kożuchów

Czytaj dalej
Fot. Eliza Gniewek-Juszczak
Józef Piasecki

Gdzie jest generał? Tajemnicą zostanie, dlaczego filmowcy wybrali Kożuchów

Józef Piasecki

Hitlerowcy najeżdżają lubuskie miasteczko w 1963 roku. Film „Gdzie jest generał” był kręcony także pod Kożuchowem. Pamiętają to starsi mieszkańcy.

Tajemnicą pozostanie powód, dla którego ekipa z Zespołu Filmowego „Start” wybrała Kożuchów. Może atutem była bliskość jednostki wojskowej. Potrzebowano statystów i … radzieckiego czołgu. Filmowcy zatrzymali się tutaj na dwa, trzy dni, burząc senny nastrój małego lubuskiego miasteczka i nakręcili tutaj pierwsze oraz ostatnie sceny.

Życie w miasteczku sprzed ponad pół wieku

Kożuchów w 1963 roku był zachwalany przez Express Wieczorny, w cyklu „Turystycznym szlakiem”, jako miasteczko z trzema basenami wyposażonymi w prysznice i szatnie. Rozrywek dostarcza w tym czasie kino, dom kultury i klub PSS. Dancingi odbywają się „Pod lipami”. W bardzo niskich cenach można tutaj kupić mleko, sery, jaja, a zwłaszcza owoce i warzywa. W jakich warunkach spali twórcy filmu? W informatorach turystycznych z tego okresu, o Kożuchowie czytamy: Hotel Miejski MPGK, ul. Daszyńskiego, tel. 266, kategoria IV, miejsc 49. Ceny: pokój 1-osobowy 36 zł, 2-osobowy 27 zł, 3-osobowy 24 zł, 4-osobowy 24 zł. Na miejscu kiosk „Ruch”. Z hotelu widok na zrujnowany ratusz, który jest odbudowywany.

Sceny były kręcone nie tylko na zamku Czocha

Nie jest łatwo znaleźć namacalne dowody przełamania hegemonii zamku Czocha, jako miejsca powstania filmu Tadeusza Chmielewskiego. Monika Skonieczna z Filmoteki Narodowej - Instytutu Audiowizualnego, zdziwiona miejscem kręcenia scen w Lubuskiem, kieruje nas do Krzysztofa Perłowskiego z biblioteki zbiorów filmowych w FN - IA, gdzie są teczki zawierające wycinki o aktorach i filmach. - To trudna sprawa, gdyż informacje ograniczają się do zamku Czocha – ubolewa pan Krzysztof.

W rowach znajdowały się poprzewracane samochody. Przy skręcie na Bulin był postawiony drogowskaz pokazujący kierunek na Berlin i ilość kilometrów

Anna Michalska z Muzeum Kinematografii w Łodzi wyjaśnia, że ustalenie plenerów w filmie to sprawa dość skomplikowana. – Nikt z nas nie zna ani Kożuchowa, ani jego okolic ażeby stwierdzić, że zdjęcia tam były kręcone. Sprawdziliśmy archiwum Tadeusza Chmielewskiego, które przejęliśmy od reżysera. Mamy scenariusz i scenopis do tego filmu, ale takie informacje, jak lokalizacje zdjęć, nie są podawane - mówi Anna Michalska, która jednocześnie proponuje obejrzenie wglądówek do filmu, na stronie fototeki Filmoteki Narodowej. Wśród 546 zdjęć są przynajmniej dwa autorstwa Wojciecha Urbanowicza, które przedstawiają sceny z początku i końca filmu opisane przez naszych świadków. Jest na nich także widoczna, tuż obok pnia drzewa, przydrożna kapliczka w formie ceglanego słupa.

Dyrektor Muzeum Miejskiego w Nowej Soli dr Tomasz Andrzejewski miał okazję obejrzeć jedno z tych zdjęć z planu filmowego. - W tle fotografii rzeczywiście widać jedną z kapliczek wotywnych, przy drodze na Mirocin Górny. Jest duże prawdopodobieństwo, że fotografię wykonano właśnie w tym miejscu – stwierdza T. Andrzejewski.

Słyszeliśmy, że kręcą film w okolicach basenów

Więcej odpowiedzi niż archiwa, dają nam wspomnienia kożuchowskich uczestników tamtych wydarzeń.
Zygmunt Muszyński jest jedną z tych osób. - Bardzo miło wspominam tę przygodę w trakcie roku szkolnego. Tak wyszło, że wtedy się spotkaliśmy, bo przy okazji razem byliśmy ministrantami. W tym czasie, był to rok 1963, chodziłem już do szkoły zawodowej, a dwaj koledzy do nowosolskich szkół. Było ciepło, liście były w okresie kwitnienia. Razem z kolegami, którzy byli o rok starsi: Henrykiem Zielińskim, Zbyszkiem Duszyńskim i Adzikiem (Adolfem) Morawskim, poszliśmy tam na piechotę. Być może był ktoś jeszcze, choćby koledzy z liceum w Nowej Soli, ale ja pamiętam naszą czwórkę. Słyszeliśmy, że kręcą film w okolicach basenów, za budynkiem obecnego gimnazjum, przy drodze prowadzącej do Mirocina Górnego. To było troszeczkę dalej za drogą, jak się skręca na Bulin. Czyli, jadąc na Mirocin Górny, między drogą na Bulin a cmentarzem, który jest po prawej stronie – wspomina radny powiatowy. Mówiło się o tym na mieście. Kiedy dotarli na miejsce, okazało się, że to co słyszeli po drodze, to wszystko prawda.

Ponieważ na samochodach były niemieckie oznakowania, ludzie się bardzo wystraszyli, bo myśleli, że może znów wybuchła wojna

- Pamiętam, że widziałem scenę jak główni bohaterowie się całują, i Niemców z bandażami, w porozpinanych ubraniach z hełmami w rękach. Typowi jeńcy wzięci do niewoli. W rowach znajdowały się poprzewracane samochody. Przy skręcie na Bulin był postawiony drogowskaz pokazujący kierunek na Berlin i ilość kilometrów. Po lewej stronie drogi stały czołgi. Ekipa filmowała pierwsze i chyba ostatnie sceny filmu „Gdzie jest generał”. Była to dla nas niezapomniana lekcja poglądowa, jak się kręci film. Nie wiedzieliśmy nawet dokładnie o czym on jest. Domyślaliśmy się, że chodzi o czasy II wojny światowej. Kiedy mogliśmy już później go obejrzeć, to człowiek sobie przypominał te chwile, kiedy ekipa była w Kożuchowie. Pamiętam, że obok operatora kamery stał mężczyzna z urwaną gałęzią, którą machał przed obiektywem. Nie mogłem zrozumieć dlaczego to robią. Chodziło chyba o efekt filmowania z drzewa - uśmiecha się pan Zygmunt. Widać to, kiedy ogląda się teraz film. Członkowie ekipy próbowali nas odganiać, żebyśmy nie przeszkadzali – wspomina kożuchowianin.

W drogę powrotną chłopcy zabrali się z filmowcami. Do miasta jechali jedną z ciężarówek z Niemcami, których grali statyści. Był to stylizowany pojazd niemiecki do przewozu piechoty. Okryty plandekami, z wysokimi burtami. Ledwo dali radę wdrapać się na niego z tyłu. Kiedy przyjechali do Kożuchowa, część ekipy poszła na posiłek do restauracji a młodzieńcy weszli do hotelu, gdzie kwaterowali filmowcy.

Autografy zbierane od aktorów na pamiątkę

- Mieliśmy ze sobą jakieś zeszyty czy pamiętniki, musieliśmy przecież skorzystać z okazji i pozbierać autografy. To nas wtedy interesowało. Pamiętam, że trochę ich wtedy nazbieraliśmy. Weszliśmy na pierwsze piętro, do pokoju reżysera Tadeusza Chmielewskiego. Jednak on niestety nie chciał się wpisać. Odesłał nas do innego pokoju. „ Tam jest taka fajna dziewczyna, to się wam podpisze”. Powiedział – wspomina słowa reżysera pan Zygmunt.

Kiedy otworzyły się drzwi wskazanego pokoju hotelowego, to stanęła w nich Elżbieta Czyżewska. Aktorka zaprosiła chłopaków do środka. - Jeszcze kilka lat temu miałem jej autograf. Taka to była nasz przygoda z filmowcami. Telewizora człowiek w domu nie miał. Na filmy i poranki chodziło się do kina „Uciecha”. Miałem cały zestaw autografów: Bolesława Płotnickiego, Jerzego Turka - wspomina Muszyński.

Niektórymi statystami byli klienci wyciągnięci przez ekipę z „Kożuchowianki”

Ta sytuacja mogła wzbudzić na pewno jakiś postrach w ludziach. Samochody z niemieckimi żołnierzami okupowały „Kożuchowiankę” i hotel. Na pewno tych ludzi jest dzisiaj coraz mniej, ale pamiętam, że kożuchowianie nas obserwowali. Przecież w naszym miasteczku to była prawdziwa sensacja. Wszystko roznosiło się wtedy szybko pocztą pantoflową. Nie żałuję tej kilkukilometrowej marszruty, którą zapamiętam do końca życia – deklaruje pan Zygmunt.

Janusz Krumholz wspomina, że jego ojciec Stanisław także był świadkiem pobytu ekipy filmowej za Kożuchowem. – Tato miał pole niedaleko tego miejsca. Zobaczył jakieś zbiegowisko i podszedł sprawdzić co się dzieje. Widział scenę, jak polski żołnierz całuje Rosjankę – mówi pan Janusz.

Ludzie się bardzo wystraszyli, myśleli, że wybuchła wojna

Henryk Zieliński, wiceprzewodniczący rady miejskiej w Kożuchowie, także pamięta wizytę filmowców. – Niektórymi statystami byli klienci wyciągnięci przez ekipę z „Kożuchowianki”, o czym mówili członkowie ekipy. Żołnierze z jednostki w Kożuchowie także grali żołnierzy radzieckich i niemieckich. Z ogrodzonego miejsca zdjęć za Kożuchowem odganiano nas, żebyśmy się nie pałętali. Do miasta wracaliśmy ciężarówką ze statystami. Później poszliśmy do hotelu po autografy do Elżbiety Czyżewskiej, Jerzego Turka i Stanisława Milskiego, który grał tytułowego generała Ernesta von Falkenberga – wspomina Henryk Zieliński.

Obok „Kożuchowianki” była kiedyś wąska kawiarenka „Maleńka”, gdzie były stoliki, które później wylądowały w pijalni piwa przy ul. Legnickiej. Tam przy stoliku, jednego dnia siedziała Elżbieta Czyżewska, a wokół niej tańczyli fotoreporterzy.

Koleżanka Marii Rompalskiej, która pamięta zamieszanie wokół filmowców, pracowała wówczas w tej kawiarence.

– Ponieważ na samochodach były niemieckie oznakowania, ludzie się bardzo wystraszyli, bo myśleli, że może znów wybuchła wojna – śmieje się pani Maria. Inny kożuchowianin, chcący zachować anonimowość zauważa, że być może przez przypadkowy udział w filmie, sławnych się stało kilku tutejszych pijaczków.

Józef Piasecki

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.