Giszowiec: Tu trzeba zajrzeć koniecznie: do Gawlikówki i do... fryzjera

Czytaj dalej
Fot. Arkadiusz Gola
Justyna Przybytek

Giszowiec: Tu trzeba zajrzeć koniecznie: do Gawlikówki i do... fryzjera

Justyna Przybytek

W Giszowcu są dwa miejsca z kulturą związane, których ominąć nie sposób, a nawet jeśli, to byłaby to zbyt wielka szkoda. To Gawlikówka i... fryzjer. Oba nierozerwalnie związane z Ewaldem Gawlikiem, malarzem uznawanym za najbardziej dojrzałego warsztatowo członka słynnej Grupy Janowskiej.

Nazywany van Goghiem z Nikisza Ewald Gawlik urodził się w Nikiszowcu. Podczas nauki w gimnazjum był uczniem Józefa Belmera. Następnie uczęszczał na lekcje malarstwa i rysunku do pracowni Pawła Stellera oraz do szkoły malarstwa prowadzonej przez Czesława Rzepińskiego. Choć związany z osiedlem familoków z czerwonej cegły, ukochał także Giszowiec.

Osiedle-ogród na chwilę przed jego wyburzeniem, a potem zabudową blokami z wielkiej płyty sportretował na swoich obrazach. Około 20 z nich możemy oglądać podczas strzyżenia, albo… farbowania. Od lat wiszą bowiem w zakładzie fryzjerskim Iwony Płeszki w zabytkowym budynku przy ulicy Pod Kasztanami w Giszowcu. Wiszą w tym samym miejscu, w którym wiele czasu przed laty spędzał sam Gawlik, przyjaciel Ludwika Lubowieckiego, dziadka pani Iwony.

- Spotykali się tu większą grupą i dyskutowali - opowiada nam właścicielka. Zakład, dziś tylko damski, dawniej był damsko-męski. Lubowiecki założył go w 1949 roku. W pierwszych latach pracowała tu żona Gawlika, bo też była fryzjerką.
Dawniej mężczyźni pod Kasztanami spotykali się przy okazji strzyżenia - włosy musiały być odpowiednio krótko przycięte - i na golenie, albo zwyczajnie podyskutować.

- I kiedyś ktoś powiedział: Gawlik, coś byś namalował, bo jak nam to wszystko wyburzą, to nic z tego nie zostanie. I Gawlik, który wcześniej nie malował specjalnie Giszowca się rozpędził. Dziadek dostał te obrazy w prezencie i chyba też dlatego, że są naprawdę duże i nie byłoby gdzie ich trzymać - opowiada Płeszka.

Obrazy wiszą w zakładzie do dziś. Raz po raz wpadają tu zainteresowani ich kupnem amatorzy malarstwa Gawlika albo turyści. Byli w zakładzie już przyjezdni ze Skandynawii i z Włoch. Sporo jest wycieczek szkolnych.

Większość obrazów jest zawieszona u sufitu. Doskonale widać je z krzeseł dla klientek. To historia Giszowca w pigułce. Widać nieistniejący tabor konny, jest olbrzymia willa, jedzie Balkan nad stawem, w którym ponoć urządzano wielkie zawody pływackie, jest drewniana wieża strażacka, nawet malarska relacja z meczu albo treningu, drużyny KS Giszowiec.

Jeszcze więcej śladów po malarzu jest w Gawlikówce, jego dawnej pracowni (otrzymał w budynku trzy pomieszczenia na piętrze), która obecnie pełni funkcję izby pamięci. Budowla (budynek został zaprojektowany przez Jerzego i Emila Zillmannów i wybudowany na początku XX wieku) stoi obok dawnej karczmy, dziś restauracji, przy placu Pod Lipami.

Oprócz obrazów Gawlika znajdziemy tu też pamiątki po nim, a także sprzęty - wyposażenie jego pracowni.
Ciekawostką jest także przechowywana tu miniaturowa makieta prezentująca, jak osiedle - ogród wyglądało zanim jego część wyburzono i zabudowano blokami z wielkiej płyty.

Justyna Przybytek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.