Gorzów: pamiętacie te kultowe sklepy? Każdy kiedyś robił w nich zakupy

Czytaj dalej
Fot. Elżbieta Intek
Tomasz Rusek

Gorzów: pamiętacie te kultowe sklepy? Każdy kiedyś robił w nich zakupy

Tomasz Rusek

- Takich miejsc już nie ma… - mówi z nostalgią chyba każdy, kto wspomina gorzowskie sklepy z lat 60., 70. czy 80. - Inne było wtedy podejście do biznesu. Inaczej traktowało się klientów - mówi Piotr Binaś.

I teraz gdzieś z tyłu głowy pojawiła się u Ciebie, Czytelniku około 40-letni, taka myśl: Binaś… Bi-naś… Binaś… Przecież ja znam skądś te nazwisko...

Ano znasz. Piotr Binaś to syn Stanisława i Janiny Binasiów, małżeństwa, które prowadziło przy ul. Mieszka I sklep. Jego legenda nie powinna dziwić. Zaczął działać w 1945 r. Był jednym z pierwszych w powojennym Gorzowie! Starsi mieszkańcy pamiętają, że kiedyś była to kawiarenka. Większość jednak kojarzy Binasiów z warzywami i owocami. - Mieli najlepsze! Świeże, dobre. Jeździłam po nie z Zawarcia, choć po drodze miałam rynki i ryneczki - mówi Wanda Olkowiak.

- Tata pochodził ze wsi i potrafił poznać dobry towar. Brał go prosto od rolników, wybierał na targowisku. I faktycznie zjeżdżali się do nas gorzowianie z całego miasta - wspomina pan Piotr, który z rodzicami pracował. Opowiada, że tata, gdy w sklepie skończyła się np. rzodkiewka, potrafił ją kupić u konkurencji. I choć nie zarobił na sprzedaży, to jego klient miał to, po co przyszedł.

Zofia Laskowska, córka Binasiów, którą namierzyliśmy w Szwecji, dodaje: - Tata sam kisił kapustę i ogórki, które potem sprzedawał. Były najlepsze! Ludzie stali po nie w kolejce ze swoimi słoikami.

Binaś senior zmarł w 1986 r. Jego żona - w tym roku. Teraz sklep prowadzi kolejne pokolenie Binasiów. To salon odzieżowy, a nie warzywniak, i mieści się przy ul. Borowskiego. Ma już swoją markę, bo to przecież słynna Oleńka. Ale i tak określenie „koło Binasia” dla wielu do dziś oznacza okolicę ul. Mieszka I i Borowskiego. Jakie jeszcze mieliśmy kultowe sklepy? Trochę ich się zebrało.

Wielu wymienia Dom Handlowy Rolnik, Stary Dom Towarowy, Arsenał, nawet Kokos. Czyli oczywistości

Wspominane są jeszcze osiedlowe supersamy: Irena, Hanka, Krystyna, Barbara. - Chodziło się też do Domu Dziecka w obecnej łaźni. Był wielki wybór zabawek. Choć nazwa trochę nieszczęśliwa - mówi Teresa Milczyk.

Rarytasy z mijanki

Pani Grażyna opowiada nam o papierniczym na Wełnianym Rynku, gdzie „pół miasta” kupowało przybory do szkoły. I o pobliskim ryneczku przy ul. Hawelańskiej (na jego miejscu stoi teraz biurowiec PZU).

Powodzeniem cieszył się sklep drogeryjny na rogu ul. 30 Stycznia z kapitalnymi proszkami i mydłami. Ubrania kupowało się w Modzie Polskiej przy głównym skrzyżowaniu. Po słodycze chodziło się do Irysa, a późniejszej Goplany (obecnie pusty lokal na wprost danego kina Słońca).

- Rarytasem w czasach wiecznego niedoboru było mięso. Pamiętam, że dobrze zaopatrzony był zawsze mięsny na mijance, czyli na ul. Chrobrego. Kolejki były, że ho, ho. Ale mówiło się właśnie tak: mięsny na mijance - opowiada pan Wojciech.

Wielu gorzowian w pamięci ma kawiarnię w okrąglaku. Pani Marzena wspomina: - Megadesery i megazapach kawy. Cudowne wspomnienia, gdy chodziłam tam z mamą, kiedy byłam mała.

Pan Rafał tęskni za smakiem galaretki z bitą śmietaną, a pani Maja zdradza, że do okrąglaka chadzało się na pierwsze randki. Anna Wilk ocenia krótko: - Najlepszy lokal! A dziś... bank, który charakterystyczne, przeszklone ściany okleił reklamami tak dokładnie, że do środka można zajrzeć tylko przez drzwi.

Już czas na urlop

Z końcem 2015 r. z handlowej mapy Gorzowa zniknęło jeszcze jedno kultowe miejsce - kwiaciarnia Azalia.

Działała w centrum od 1967 r. Życie przynajmniej kilkorga obecnych Czytelników zaczęło się dzięki… wiązance z Azalii. Bo bukiety zaręczynowe i ślubne miała prima sort!

Najpierw mieściła się przy ul. Mostowej. W 1976 r. przeprowadziła się na ul. Chrobrego, w okolicę wjazdu na most Staromiejski. - Najlepsze czasy? Lata 70. i 80. - nie ma wątpliwości Edward Borowczyk.

On w małżeńskim tandemie odpowiadał za zaopatrzenie. A prawdziwe cuda z kwiatami przez lata wyprawiała jego żona Maria. Towar mieli pierwsza klasa. Pewny, bogaty i unikatowy, dzięki pomysłowości i kontaktom z producentami. Kwiaty brali z Akademii Rolniczej w Poznaniu, choćby słynne na całe miasto goździki. Mieli też jeszcze zaufanego dostawcę z Zielonej Góry, który sprzedawał im niesamowite poisencje (gwiazdy betlejemskie). - Dlatego klienci wracali przez lata! - mówią.

Urok zdobywania

Dlaczego właściciele kultowej Azalii zamknęli interes? - Mamy już swoje lata i czas na odpoczynek. To miłe, że klienci cały czas nas wspominają. Dla nas też to były świetne lata - mówią państwo Borowczykowie.

Skąd dzisiaj w nas ta tęsknota za dawnymi sklepami, które przecież poziomem zaopatrzenia, wygodą zakupów czy wyposażeniem nie umywają się do obecnych galerii? - Bo kiedyś klient był ważny. Znało się sprzedawcę, zakupy były na poły spotkaniem towarzyskim. A towaru było tak mało, że każdy czuł się trochę zdobywcą. A dziś? Dziś jest wszystko i wszędzie. Tylko pieniędzy brak - wyjaśnia fenomen Teresa Milczyk.

Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.