Gorzów: poznajcie Paulinę Dejneko. Żadna kobieta w Polsce nie prowadzi autobusu lepiej niż ona [GALERIA]

Czytaj dalej
Fot. materiały MZK/archiwum prywatne
Tomasz Rusek

Gorzów: poznajcie Paulinę Dejneko. Żadna kobieta w Polsce nie prowadzi autobusu lepiej niż ona [GALERIA]

Tomasz Rusek

- Gdy siadam za kierownicą, czuję się jak ryba w wodzie - mówi GL Paulina Dejneko z gorzowskiego MZK

Gratuluję znakomitego wyniku na mistrzostwach Polski kierowców komunikacji miejskiej! Zajęła pani 11. miejsce i była najlepszą z kobiet! Od kiedy pracuje pani za kółkiem autobusu MZK?

Serdecznie dziękuję. W MZK jeżdżę od dwóch lat. Wcześniej też pracowałam na stanowisku kierowcy, ale w firmie transportowej. Ogólnie mój staż za kółkiem to dziewięć lat.

Skąd w ogóle pomysł na udział w mistrzostwach polski kierowców?

Konkurs organizowany jest co dwa lata. Nasz zakład wysyła na niego wybrane osoby. Tym razem wybrano mnie i moją koleżankę Juliannę Wrzesińską. W pierwszej chwili odmówiłam uczestnictwa, gdyż było to dla mnie zbyt przerażające (uśmiech). Nie czułam się na siłach, by podjąć takie wyzwanie. Później zadzwoniła do mnie Julianna i użyła takich argumentów, że dałam się namówić. Dziś chciałabym jej za to bardzo podziękować. Sam konkurs był świetnie zorganizowaną imprezą. Choć przyznaję, że miałyśmy tylko dwa tygodnie na przygotowania, więc moje 11. miejsce to wielki, pozytywny szok. Jestem z siebie dumna. Dodam, że zabrakło mi tylko sześć punktów, by wejść do finałowej dziesiątki. Jak na pierwszy raz to niezły wynik (uśmiech).

Jakie zadanie na mistrzostwach było najtrudniejsze?

Zdecydowanie zadanie z autoprezentacji, podczas którego musiałam przed komisją zaprezentować swoją osobę i przekazać pasażerom kilka informacji. Stresowałam się, więc ciężko było płynnie się wypowiedzieć. Wyzwaniem były także zadania na placu manewrowym, jazda sprawnościowa i jazda precyzyjna. Ale poszło mi znakomicie. Od jednego z sędziów usłyszałam nawet, że „rozwaliłam ten plac”. A podczas rozdania nagród nazwano mnie „gwiazdą”. Przyznaję: wtedy ze szczęścia zakręciła mi się łezka w oku.

Jak sama pani o sobie mówi i myśli? Kierowca? Kierowczyni?

Zazwyczaj mówię, że jestem kierowcą autobusu, ale nie ukrywam, iż spodobało mi się, gdy nasz rzecznik prasowy (Marcin Pejski - dop. red.) nazwał nas kobiety „kierowniczkami” (uśmiech).

Ma pani swoją ulubioną linię autobusową? Pytam, bo pewnie pasażerowie będą teraz pani wypatrywać!

Nie mam ulubionej linii, ale mogę powiedzieć, że nie lubię jeździć na trasach komunikacji zastępczej.

Dlaczego?

Mają naprawdę napięty rozkład jazdy, a w godzinach szczytu to już niemal jazda bez przerwy, dlatego - jak większość pasażerów - czekam na powrót tramwajów.

W takim razie na jakiej linii można panią najczęściej spotkać?

Zazwyczaj każdego dnia jeżdżę na różnych liniach, w ciągu całej zmiany bywa tak, że jest ich kilka, więc można mnie spotkać na każdej z linii.

Prowadzi pani autobusy MZK od dwóch lat, więc na pewno są rzeczy, które pani w tej pracy lubi i takie, których nie lubi. Możemy je poznać?

Sama jazda sprawia mi wielką radość, gdy siadam za kierownicą, czuję się jak ryba w wodzie. Nie lubię za to sytuacji, na które nie mam wpływu tzn. korki, utrudnienia z powodu remontów, awarie autobusów...To powoduje opóźnienia i niezadowolenie pasażerów. A przecież kierowca nie jest temu winny.

Na koniec muszę zapytać: faktycznie kobiety prowadzą inaczej niż panowie? Zdarza mi się słyszeć takie opinie?

Nie powiedziałabym, że inaczej, ale ludzie twierdzą, że wzbudzamy większe zaufanie i jazda z nami wydaje się bardziej bezpieczna. I oczywiście więcej się uśmiechamy (uśmiech).

Tomasz Rusek

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.