Łukasz Koleśnik

Historia ukryta w fotografii

1991 rok. Spotkanie po latach. 66 mieszkańców niemieckich mieszkańców Janiszowic Fot. Crossen an der Oder/Paweł Widczak 1991 rok. Spotkanie po latach. 66 mieszkańców niemieckich mieszkańców Janiszowic
Łukasz Koleśnik

Rosjanie gwałcili kobiety, wydawali poniżające polecenia, palili gospodarstwa. Niemcy niechętnie wracali wspomnieniami do czasów, kiedy zostali wysiedleni z Janiszowic. I nie ma się co dziwić...

Dzięki historykowi z Krosna Odrzańskiego, Pawłowi Widczakowi, poznajemy kolejną ciekawą historię, która kryje się za jednym zdjęciem. Tym razem dotyczy ona Janiszowic (gmina Bobrowice).

Zbliżało się Boże Narodzenie 1944 roku, kiedy pierwsze kolumny uchodźców przybyły z obszaru Poznania w okolice Janiszowic. Dla mieszkańców wsi była to nowa i bardzo złowieszcza sytuacja. Zrozumieli bowiem, że fala przybyszów wywołana jest zbliżającą się Armią Czerwoną. Armią, która przejdzie przez te ziemie, by ostatecznie dotrzeć do Berlina. Nadeszło to, czego każdy obawiał się najbardziej. Wszyscy w obliczu natarcia przez sowiecką armię stanęli przed wyzwaniem - albo pozostać, albo uciec.

Większość próbowała tego drugiego i szukała drogi przez Krosno i Gubin. Nawet w lutym 1945 roku, kiedy Armia Czerwona stacjonowała w Krośnie, widziano uciekinierów. Niejednokrotnie mieszkańcy Janiszowic chowali się w bunkrach licząc na to, że Armia Czerwona jedynie przejdzie przez Janiszowice i gdy sytuacja się uspokoi, będą mogli wyjść i bezpiecznie wrócić do swoich domostw. Te decyzje były fatalne w skutkach, ponieważ gdy pierwsi uciekinierzy byli już za linią Nysy, oni stawali twarzą w twarz z żołnierzami radzieckimi.

Bardzo dużo mieszkańców uciekło do lasu, ale gdy przyszedł siarczysty mróz w lutym 1945 roku, zmuszeni byli wrócić do swoich gospodarstw. Jednak i w nich nie czuli się wystarczająco bezpieczni. Dlatego też po przygotowaniu prowiantu, zabraniu grubych koców, zorganizowaniu odpowiedniego zapasu wody szukali schronienia w swoich piwnicach. Przeważnie proszono o pomoc kogoś „trzeciego”, aby zamknął klapę do piwnicy i nakrył ją kocem, bądź nasunął na nią niewielką szafkę w celu zamaskowania kryjówki.
Warto przytoczyć słowa jednego z uczestników tych tragicznych wydarzeń: „Koniec lutego był fatalny. Rosjanie znaleźli nas w piwnicy, wrzucili do środka coś co wybuchło. Nie wiem, czy był to granat czy inny ładunek wybuchowy. Nikomu na szczęście nic się nie stało. Wywlekli nas na podwórze i ustawili w rzędzie razem z innymi znalezionymi osobami. Pierwszy raz widziałem tak wychudzonego sąsiada Paschke, który był zarośnięty, brudny i śmiertelnie przerażony”.

Rosjanie palili wiele stodół krytych strzechą, plądrowali, gwałcili kobiety, a także wydawali wobec przerażonych ludzi poniżające polecenia, np. kazali im rozbierać się do naga i robić głębokie przysiady, tak by pośladki stykały się ze śniegiem. Jeśli któryś z mężczyzn próbował stanąć w obronie kobiety, zostawał rozstrzeliwany.

Na początku marca 1945 roku wszystkich pełnosprawnych mieszkańców Janiszowic niezależnie od ich wieku i płci zebrano i oddelegowano drogą przez Kaniów do Gubina w celu obsługi tamtejszego lotniska.

- Z posiadanych informacji wiem, że jeszcze w pierwszej połowie lutego 1945 roku, gdy już front zbliżał się do Gubina, samoloty Luftwaffe startowały z gubińskiego lotniska, by bombardować pozycje Armii Czerwonej - opowiada Widczak.- Znany jest fakt, że podczas z jednych takich bombardowań w okolicy Połupina, koło Krosna, zginął jeden z dowódców dywizji piechoty Armii Czerwonej - dodaje.

Latem 1945 roku nastąpiło pełne wysiedlenie mieszkańców z Janiszowic. Jednak we wsi zostało od 10 do 15 rodzin niemieckich, którzy żyli z nowo przybyłymi Polakami.

- Być może mieli pomóc Rosjanom w hodowli bydła - spekuluje Widczak.

Innym rodzinom szczęście nie dopisało. Były rozstrzeliwane albo zmuszane do wręcz niewolniczej pracy dla Rosjan. Wczesnym listopadem 1946 roku w Janiszowicach powołano nowego polskiego burmistrza. W obliczu nowej władzy wspomniane kilkanaście niemieckich rodzin musiało opuścić nowe ziemie, które nie należały już do ich kraju, czyli III_Rzeszy. Udali się oni przez Krosno Odrzańskie do centrum i na wschód dzisiejszych Niemiec. Zabrali ze sobą głównie odzież. Na podwórkach zostały po nich stare sprężynowe łóżka. Niektórych wywieziono i ślad po nich zaginął. Wiadomo tylko, że jechali przez Zieloną Górę do Związku Socjalistycznych Republik Radzieckich (ZSRR).

Ci, którzy opuścili swoje rodzinne strony i zamieszkali na terenie dzisiejszych wschodnich i środkowych Niemiec, z wydarzeń na przełomie 1945 i 1946 roku pamiętają tylko głód. W połowie 1947 roku w piwnicy odnaleziono zwłoki niemieckiej rodziny. Najprawdopodobniej wszyscy umarli z głodu.

W 1991 roku odbyło się oficjalne spotkanie mieszkańców Janiszowic i okolic, których wojna połączyła w cierpieniu, ale rozdzieliła przez nowe granice i wysiedlenia.

Według nieoficjalnych danych w spotkaniu tym uczestniczyło 150 osób. Niektórzy z nich widzieli się po raz pierwszy od ponad 45 lat.

1991 rok. Spotkanie po latach. 66 mieszkańców niemieckich mieszkańców Janiszowic
Crossen an der Oder/Paweł Widczak 1991 rok. Spotkanie po latach. 66 mieszkańców niemieckich mieszkańców Janiszowic

Łukasz Koleśnik

Co robię?


Żadna tematyka mnie nie odstrasza. Biznes, polityka, sport, reportaże, fotoreportaże, relacje, newsy, historia. Dzięki temu też pogłębiam swoją wiedzę i doskonalę swoje umiejętności.


Największą satysfakcję z pracy mam wtedy, kiedy w jakiś sposób mogę pomóc. Dlatego często opisuję ludzi z problemami, chorych i potrzebujących oraz zachęcam do pomocy. I kiedy uda się pomóc nawet w najmniejszym stopniu, to jest plus. 


Działam głównie na terenie powiatu krośnieńskiego. Obecnie trzymam rękę na pulsie, jeśli chodzi o poszczególne inwestycje w regionie, jak chociażby przygotowywane podniesienie zabytkowego mostu w Krośnie Odrzańskim (Czy zabytkowy most w Krośnie Odrzańskim zostanie podniesiony w tym roku? To coraz mniej prawdopodobne), przyglądam się rozwojowi szpitala w regionie (Zachodnie Centrum Medyczne w końcu kupiło nowy rentgen do szpitala. Budynek w Gubinie doczeka się termomodernizacji).


Jak trafiłem do Gazety Lubuskiej?


W Gazecie Lubuskiej jestem zatrudniony od kwietnia 2015 roku. Wcześniej też pracowałem jak dziennikarz, głównie na terenie Gubina i okolic. Tam stawiałem też swoje pierwsze kroki w zawodzie, poznałem podstawy, złapałem kontakty.


Początkowo nie łączyłem swojej przyszłości z dziennikarstwem. Myślałem o informatyce albo aktorstwie (wiem, spory rozstrzał ;) ). Ostatecznie trafiłem jednak na studia do Wrocławia, gdzie studiowałem na kierunku Dziennikarstwo i komunikacja społeczna. Poszczęściło mi się i po studiach zacząłem pracę w zawodzie oraz trwam w nim do dziś.


O mnie


Jestem miłośnikiem piłki nożnej oraz koszykówki. Od lat zapalony kibic Borussii Dortmund. Łatwo się domyślić, że w wolnym czasie lubię oglądać mecze, ale nie tylko. Czytam książki. Głównie kryminały lub biografie. Kinomaniak. Oglądam filmy (fan Gwiezdnych Wojen, ale tych starych) i seriale (za dużo by wymieniać). Lubię czasem pobiegać (za rzadko, co po mnie widać ;) ). Tak w skrócie. To tyle :)

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.