Jackie Kennedy, ikona mody. Idealna pierwsza dama

Czytaj dalej
Fot. Kennedy Foundation
Sylwia Arlak

Jackie Kennedy, ikona mody. Idealna pierwsza dama

Sylwia Arlak

Ostatnio znów zrobiło się o niej głośno z powodu filmu „Jackie”. Mając 34 lata, została pierwszą damą Ameryki. Sprawdziła się w tej roli znakomicie. Piękna, inteligentna, obyta w świecie, była także ulubienicą zwykłych ludzi.

Różowy, zakrwawiony kostium stał się prawdziwym symbolem żałoby narodowej, a ona sama jedną z najsłynniejszych pierwszych dam w historii świata. – Nie zdejmę tej garsonki. Chcę, żeby wszyscy zobaczyli, co zrobili mojemu Jackowi – mówiła Jacqueline Kennedy, kiedy nowa pierwsza dama – Bird Johnson – namawiała ją na zmianę stroju na czas zaprzysiężenia nowego prezydenta, Lyndona B. Johnsona. Kostium przypominał kobiecie o dniu, w którym jej mąż i ówczesna głowa państwa, John F. Kennedy, został zamordowany.

Ci, którzy spoglądali na Jackie Kennedy z okładek dziesiątek kolorowych pism, nie mogli się oprzeć wrażeniu, że jest najszczęśliwszą kobietą na kuli ziemskiej. Kochała ją niemal cała Ameryka. Jackie miała wszystko – urodę, inteligencję, solidne wykształcenie. I męża prezydenta, który wywrócił jej świat do góry nogami.

Jako pierwsza dama spełniała się w swojej roli idealnie. Jako dyskretna żona również. Niewielu wówczas wiedziało, ile ją to kosztuje. 35. prezydent Ameryki wdawał się w liczne romanse. Na liście jego kochanek była m.in. Marylin Monroe.

Film „Jackie”, który jest już w kinach, rozpoczyna się w momencie, gdy pierwsza dama opowiada o zabójstwie męża i planuje jego pogrzeb. Wzruszający obraz w reżyserii Pablo Larraina ma szansę zdobyć sympatię milionów widzów i trzy statuetki oscarowe. Kogo nie przyciągnie historia pierwszej damy, chętnie zobaczy, jak w tej roli poradziła sobie znana m.in. z „Leona Zawodowca” Natalie Portman.

– Ameryka potrzebuje matki, bo straciła ojca – słyszymy w poruszającym filmie „Jackie”.

Obraz w reżyserii Pablo Larraina dostał nominację do Oscara za rolę tytułową, kostiumy i muzykę.

Śmierć męża to była kolejna tragedia w życiu dzielnej kobiety. Zaledwie kilka miesięcy wcześniej, w sierpniu 1963, straciła syna Patricka. Maluszek po przedwczesnym porodzie żył zaledwie dwa dni. Kilka lat wcześniej – w 1953, tuż po ślubie – urodziła córkę Arabellę. Dziewczynka niedługo potem zmarła.

Jackie Kennedy została pierwszą damą Ameryki w wieku 34 lat i była świetnie przygotowana do swojej roli. Wykształcona, wszechstronnie uzdolniona, dystyngowana, obyta w świecie, piękna i inteligentna. Dotrzymywała kroku swojemu mężowi, szybko stała się ulubienicą Ameryki. Chcąc za wszelką cenę ukryć liczne skandale przystojnego polityka, cierpiała w samotności. Nigdy nie komentowała rewelacji medialnych i nie przejmowała tym, co mówili o niej przeciwnicy. Ci zresztą i tak zawsze byli w mniejszości.

Dziś nie jest tajemnicą, że 35. prezydent Stanów Zjednoczonych wdawał się w liczne romanse. Kennedy często zabawiał się z luksusową prostytutką, Ellen Rometsch. Plotka głosi, że była ona agentką NRD-owskich służb wywiadowczych. Lubił też spędzać czas z Judith Campbell Exner, która związana była z mafijnym bossem, Samem Giancaną. To jemu CIA miała zlecić zabicie kubańskiego przywódcy, Fidela Castro. Kontakty z kolejną kochanką polityk przypłacił zdrowiem. W 1963 roku na tyle poważnie uszkodził sobie ścięgno udowe, że przez całe tygodnie musiał nosić sztywny, wyjątkowo niewygodny gorset, sięgający aż do klatki piersiowej. Ten uniemożliwiał mu schylanie się. Jego biografowie są zdania, że incydent mógł wręcz zaważyć na jego życiu. Gdyby mógł schronić się przed kulami we wnętrzu limuzyny po pierwszym strzale, miałby większe szanse na przeżycie zamachu. Drugi pocisk trafił prosto w jego czaszkę.

Jacqueline Lee Bouvier wybrała życie u boku słynnego męża, choć miała wiele innych możliwości. Jej potencjał dostrzeżono jeszcze, gdy była dzieckiem. – Kochane dziecko, najładniejsza dziewczynka z klasy, bardzo mądra. Artystka. Tkwił w niej diabeł – mówił o przyszłej pierwszej damie jeden z jej pierwszych nauczycieli.

Kochała jazdę konno. W 1940 r., w wieku 11 lat, zdobyła I miejsce w krajowych Zawodach Jeździectwa Juniorów. W prestiżowej szkole z internatem w Farmington w stanie Connecticut, do której zapisali ją rodzice, nauczyła się odpowiednich manier i opanowała sztukę konwersacji. Wyróżniała się pisząc ciekawe eseje i wiersze do szkolnej gazetki. Na ostatnim roku otrzymała nagrodę specjalną dla studenta literatury. Wówczas lokalne gazety okrzyknęły ją „Debiutantką Roku”.

Igor Cassini, felietonista z magazynu „Hearst”, przyznał Jackie tytuł najlepszej partii Ameryki. Mówiono też o niej „uosobienie elegancji”. Jackie nic nie robiła sobie z podobnych tytułów. Miała bowiem znacznie większe ambicje. Nie chciała być jedynie „tą piękną i popularną”. Za najgorszy scenariusz uznawała bycie gospodynią domową. Tak pisała w młodzieńczych latach w swoim pamiętniku. Dzięki kolejnej szkole – tym razem Vassar College w Nowym Jorku – mogła przez rok studiować za granicą. Wybrała Sorbonę i Paryż.

– To był najlepszy rok w moim życiu – mówiła lata później Jackie. Nie została jednak na Starym Kontynencie, studia dokończyła na uniwersytecie waszyngtońskim. Rozpoczęła pracę w gazecie „Washington Times-Herald” jako dziennikarka i fotoreporterka. Związana była również z magazynem „Vogue”. W tym pierwszym tytule zajmowała się głównie wywiadami ze znanymi osobistościami. Tak właśnie poznała swojego pierwszego męża. Drugiego, greckiego przedsiębiorcę, najbogatszego wówczas człowieka świata Aristotle Onassisa, poślubiła dopiero pięć lat po tragicznej śmierci Kennedy’ego. I z nim nie zaznała szczęścia. Choć obsypywał ją drogimi prezentami, dawał dużo wolności i traktował jak księżniczkę, nie potrafił skupić się tylko na niej. Co chwila bowiem pokazywał się z inną kobietą. Onassis zmarł siedem lat po ślubie, w 1975. Zamiast opłakiwać męża, Jackie postanowiła znów chwycić za pióro. Pracowała jako redaktorka, miała też swój wkład w powstanie kilku biografii pierwszego męża.

W 1994 roku przegrała żmudną walkę z rakiem. Ale pamięć o niej nie zaginęła. Legenda Jackie wciąż żyje. Wspominana jest jako kobieta pełna uroku, taktowna, choć nieraz musiała powstrzymywać się, by nie wybuchnąć. Gdyby żyła w dzisiejszych czasach, byłaby na pewno celebrytką.

Sylwia Arlak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.