Jak Kargul z Pawlakiem, aż w końcu sprawa stanęła w sądzie

Czytaj dalej
Fot. Przemek Kaźmierski
Przemysław Kaźmierski

Jak Kargul z Pawlakiem, aż w końcu sprawa stanęła w sądzie

Przemysław Kaźmierski

Sąsiadki Rozalii Stefaniak podkopały teren przy granicy jej działki. Twierdzi, że zniszczyły rośliny i ogrodzenie. Teresa Skwarnecka odpowiada, że szuka rur i odpływu ścieków, które zalewają jej ogród.

- To czyste szaleństwo - opowiada Rozalia Stefaniak, mieszkanka ulicy Sarniej 16. - Niech to się już skończy, bo nie mogę patrzeć na te kobiety. Cały czas nas obserwują. Zaczęły kopać doły wzdłuż ogrodzenia i przez to zniszczyły mi kilkadziesiąt tuj. Oprócz tego zabrały tyle ziemi ze zniszczyły cała podmurówkę. Słupy zaczęły się przechylać. Boję się tam podejść, żeby nie zsunąć się ze skarpy i nie połamać nogi - twierdzi kobieta.

W odpowiedzi słyszymy, że siostry Teresa Skwarnecka i Irena Woźnica, mieszkanki domu nr 14, twierdzą, że sąsiadka wypuszcza ścieki w kierunku ich domu, które zalewają ich posesję. - Wykopałyśmy te doły, żeby odszukać rury lub miejsca skąd wypływają ścieki - mówi T. Skwarnecka. - Wiemy, że niedaleko granicy działek były ustawione szamba i zbiorniki, z których mogła wydobywać się ciecz.

A wszystko zaczęło się pięć lat temu

Historia sporu sięga 2010 roku. Wcześniej jak opowiadają kobiety wszyscy żyli w zgodzie. Razem hodowały kury, sprzedawały sobie nawzajem jajka, wymieniały ciekawymi roślinami działkowymi, aż do feralnego dnia, kiedy panie Teresa i Irena przy sadzeniu kolejnej rośliny zauważyły, że wytrysnęła spod granicy sąsiadki na ich teren pienista woda.
- Zaczęłyśmy kopać w tym miejscu i natrafiłyśmy na kamionkową rurę, której fragment wydobyłyśmy - mówi T. Skwarnecka. - Chciałyśmy dać wodę do ekspertyzy, ale z żadnego urzędu nie otrzymałyśmy pomocy. Odsyłano nas od powiatowego inspektora do sanepidu potem do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska a na koniec do burmistrza. Nikt nie pofatygował się żeby to sprawdzić i ocenić sytuację - mówi kobieta.
W momencie natrafienia na ciecz, siostra pani Teresy dała pani Rozalii ultimatum, że pójdzie na ugodę jeśli ta wykopie rzekomo wkopane beczki i zbiorniki z wodą na swojej posesji i zlikwiduje rury przez które mieszkanki domu nr 12 są zalewane.
- Tam nie ma żadnych rur ani beczek. Od miesiąca mam podłączoną kanalizację i szambo, które znajduje się nota bene w drugiej części działki jest już odłączone - zarzeka się pani Rozalia.

Jak wy nam ścieki , to ja wam komin

W odpowiedzi na propozycje ultimatum siostry otrzymały informację, że ich komin jest za niski i powoduje to, że spaliny lecą wprost do okna pani Rozalii. Panie dostały nakaz wymiany pieca, który spełniły , a w tym czasie zamurowały komin. Po podłączeniu pieca nie podwyższyły jednak komina, o co zabiegała pani Rozalia.
Sytuacja zaczęła się coraz bardziej zagęszczać, bowiem wzywana była niejednokrotnie policja aby przerwać proceder kopania dołów przy płocie. Przybywała także straż miejska na polecenie burmistrza, ale nic nie wskórały, a jedynie komentowały sytuację śmiechem.

To nie koniec historii

Rzeczywiście dom pani Rozalii położony jest powyżej posesji sióstr i wody opadowe mogą zalewać ich posesję. Jednak siostry uważają, że ścieki w ich kierunku, tym razem pod górę , wypuszcza ich drugi sąsiad.
- Przy moim płocie też wykopały kilkanaście dołów i codziennie je oglądają, robią fotografie - mówi Konstanty Boniewski.
- Nie wiem skąd pomysł, ze ja mogę wylewać ścieki w ich kierunku. Widzę, że maja rynnę i woda opadowa zlatuje do tych dołów, potem one je fotografują. Myślę, że zbierają materiał aby udowodnić, że są zalewane - mówi mężczyzna.
Dodatkowo siostry zarzuciły panu Konstantemu, że nielegalnie i bez pozwolenia zbudował taras. Okazało się to nieprawdą, ale kosztowało go sporo nerwów.

Trzy rodziny, żyją jak w Big Brotherze bo stale się kontrolują obserwują zbierają materiały w postaci filmów i fotografii.
Cała sprawa ostatecznie trafiła do sądu. Obu stronom pięcioletni konflikt dał się już porządnie we znaki. Sąsiedzi zamierzają zbudować solidny betonowy płot aby nie patrzeć na siebie. Wcześniej jednak trzeba zakopać kilkadziesiąt dołów odkrywkowych.
- Takie sprawy zdarzają się rzadko, najwyżej dwie w roku - mówi Agnieszka Kołodziej, sędzia prowadząca sprawę.

To nie koniec procesu bo ciąg dalszy zaplanowany jest na 14 grudnia.

Przemysław Kaźmierski

Jestem dziennikarzem Gazety Lubuskiej oraz Kuriera Żarsko-Żagańskiego. Uwielbiam podróże i grę w petanque.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.