Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Jak pan Waldemar Atlantydę znalazł

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Przybylski
Dariusz Chajewski

Jak pan Waldemar Atlantydę znalazł

Dariusz Chajewski

Mieszkaniec Międzyrzecza wyruszył na Kresy, aby znaleźć krainę, o której tak wiele słyszał od babci, rodziców... Jednak po świecie dworów, kresowej Atlantydy nie pozostał nawet ślad. - Takie pany tu były - usłyszał tylko.

Waldemar Krzysztof Przybylski z Międzyrzecza już raz przesłał nam niezwykły tekst. Były to wspomnienia jego babci, które zaczynały się od „Piszę te wspomnienia dla mojego najstarszego wnuka Waldemara Krzysztofa Przybylskiego...”. Tym razem pan międzyrzeczanin nadesłał wrażenia z podróży w miejsca skąd pochodzi jego rodzina ze strony mamy Jadwigi z domu Lisowskiej.

O pochodzeniu i przodkach oraz herbie Ślepowron pan Waldemar dowiedział się od mojej babci, Marii Lisowskiej z domu Malinowskiej której spisane wspomnienia, traktuje jak relikwię. Babcia nie żyje od 15 lat i pochowana jest w Pile. Jej mama Maria z domu Szymborska była córką Antoniego Szymborskiego uczestnika Powstania Styczniowego, który za udział w nim stracił majątek Rodziców i został wysłany na Syberię gdzie przebywał dziesięć lat. Po powrocie nie mógł kupić majątku na swoje nazwisko i ciężko pracował na dwóch etatach i zbierał zarobione pieniądze, aby wreszcie, przy pomocy wujka, kupić Krutniow. Ponad 600 hektarów ziemi i lasów z budynkami gospodarczymi. Przed śmiercią podzielił to między pięcioro dzieci po 120 hektarów, co miało uratować majątek przed rozparcelowaniem.

Zofia Zarębina, żona pana Romana, przy grobie Aleksandra Wojciechowskiego na Monte Cassino
Waldemar Przybylski - Gdy zobaczyliśmy tablicę z ukraińskim napisem „Krutniw” poczułem wzruszenie - opowiada pan Waldemar

Pielgrzymka do Krutniowa

„Gdy dowiedziałem się, że Adam Białoskórski z Gostynia, syn siostry ciotecznej mojej mamy, chce zabrać w podróż swoją mamę, moją mamę i mnie od razu wyraziłem zgodę. Nasza podróż rozpoczęła się w Ostródzie, gdzie mieszka jego mama Kazimiera. 29 sierpnia spotkaliśmy się i 30 sierpnia ruszyliśmy w drogę w kierunku Lwowa, gdzie miała być nasza baza wypadowa w Hotelu Suputnik. Kuzyn wraz ze swoją rodziną był w Krutniowie i znalazł miejsce gdzie na Górze Duma, obecnie obowiązuje inna nazwa, znajdował się sad jego dziadka Zygmunta Malinowskiego, resztki kurnika murowanego, a w chaszczach podmurówka domu. Z majątku Szymborskich nie pozostał nawet ślad, został rozparcelowany po II wojnie światowej i przydzielony do okolicznych kołchozów, a budynki gospodarcze, domy i dworek zniszczone. (...) wreszcie niebieska tablica z napisem „Krutniow 5 km”. Serca nasze mocniej zabiły i skręciliśmy z drogi do Kijowa. Objechaliśmy Krutniów lecz na nic nie trafiliśmy a nasze mamy niewiele pamiętały. Gdy opuszczały te miejsca miały pięć i sześć lat. Do tego wojna, tułaczka, przeżycia i podróż na zachód Polski na Ziemie Odzyskane zrobiły swoje .

Spotkaliśmy mieszkańców którzy nas bacznie obserwowali. Gdy zapytaliśmy o Górę Duma i podaliśmy nazwisko Szymborscy zawołali starszą osobę, od której dowiedzieliśmy się, że znają z opowiadań dziadków, że byli tutaj pany - starszy wuj Bronisław, średni Edward i młodszy Kazimierz Szymborscy.

Krutniów się bardzo zmienił. Teraz jest to duża wioska, domy murowane, chociaż są i stare drewniane, ale droga fatalna i pokazali nam przypuszczalne miejsca, gdzie stały domy i dworek, budynki gospodarcze po drugiej stronie rzeki.

Czekała nas jeszcze jazda na pobliską górę, która nazywała się już inaczej. Mieliśmy miejscowego jako przewodnika i dojechaliśmy na szczyt. Trafiliśmy na sad, gdzie rosły stare drzewa i były podmurówki kurnika i domu, które należały do Zygmunta Malinowskiego. Z góry rozpościerał się piękny widok na okolice i Ławrę w Poczajowie (klasztor prawosławny - przyp.decha). Po drodze minęliśmy Poczajów Stary i dojechaliśmy do Poczajowa, gdzie zwiedziliśmy Ławrę. Warta zobaczenia.
Część majątku Szymborskich należała także do Poczajowa i Poczajowa Starego. Jeszcze jedziemy do Krzemiencz, gdzie nasi przodkowie chodzili do liceum i wróciliśmy do Lwowa na nocleg...”.

Zofia Zarębina, żona pana Romana, przy grobie Aleksandra Wojciechowskiego na Monte Cassino
Waldemar Przybylski Zofia Zarębina, żona pana Romana, przy grobie Aleksandra Wojciechowskiego na Monte Cassino

To był ich świat

Jakiś czas temu publikowaliśmy obszerne wspomnienia Marii Lisowskiej. Babci pana Waldemara udało się skleić z relacji najbliższych dzieje rodu dwa pokolenia wstecz. I tak dziadek, Antoni Szymborski, przyszedł na świat w miejscowości Łukawice, majątku rodziny Szymborskich (parafia Łanowice, powiat Krzemieniec, województwo wołyńskie). W 1863 roku Antoni Szymborski brał udział w powstaniu styczniowym, czego konsekwencją była konfiskata majątku w Łukawicach i zesłanie. Na Syberię trafił z rodzicami i rodzeństwem. Po stłumieniu powstania styczniowego Rosjanie zesłali na katorgę i osiedlenie około 40 tysięcy powstańców, z których więcej niż połowa już nie wróciła do kraju. W Tobolskim Urzędzie do Spraw Zesłańców decydowano o ich dalszym losie, przeznaczając jednych na osiedlenie do guberni zachodnich, innych na katorgę lub osiedlenie do guberni wschodnich. Sama podróż Szymborskich na wschód trwała... dwa lata. Wielu zesłańców tego nie przeżyło. Im się udało, przede wszystkim dlatego, że mieli czym się opłacać strażnikom.

Zesłanie trwało 10 lat

Powrót jednak nie do końca był radosny. Majątek skonfiskowano, stąd Antoni musiał szukać pracy, aby utrzymać rodzinę. Zostaje administratorem dużych posiadłości należących do Mogielnickich i Jotków. Odkłada każdy grosz myśląc o przyszłości, którą postanowił związać z Dorotą Ostaszewską, dziewczynę wykształconą, jako że skończyła pensję dla dziewcząt hrabiny Komorowskiej, ale bez znaczącego posagu. Wiadomo też, że była osobą raczej słabego zdrowia. Pobierają się i kupują niewielki majątek Kalinówka (powiat łucki, województwo wołyńskie). W 1880 przychodzi na świat pierwszy ich syn - Bronisław, następnie Edward Józef i córka Maria, mama autorki wspomnień. W 1889 roku rodzi się Kazimierz, a w 1903 Magdalena. Dziadkom urodziły się jeszcze dwie córki, ale niestety zmarły na szalejący w tamtych czasach dyfteryt. Antoni ciężko pracował, aby wykształcić synów, których lokuje w szkołach w Charkowie i Krzemieńcu. Dla Kazimierza kończy się to chorobą, której przyczynę lekarze definiują jako „wielką tęsknotę za rodziną i gospodarstwem”.

Zofia Zarębina, żona pana Romana, przy grobie Aleksandra Wojciechowskiego na Monte Cassino
Archiwum pana Waldemara A oto jeden z odprysków krutniowskiej Atlantydy

Tymczasem Maria dorasta i zamiarem ojca jest wydanie jej za mąż za majętnego młodzieńca o dobrym nazwisku Załuski. Oczywiście ten medal ma także drugą stronę - młodzieniec ma zajęczą wargę i cierpi na łuszczycę. Dziewczyna buntuje się i wyjeżdża na Podole pod opiekę stryjka, który jest księdzem. Wraca po dwóch latach i to ze sporą sumką, którą przekazał jej stryj. Antoni postanawia do tego dodać kredyt z Banku Wileńskiego i nabyć majątek Krutniów. Nie udaje się, gdyż jest szlachcicem i uczestnikiem powstania na dodatek. Rodzina ucieka się zatem do fortelu i kupuje majątek jako własność kuzyna, Feliksa Mytkowskiego. Po załatwieniu formalności dziadek Antoni sprzedaje Kalinówkę i przenosi się do Krutniowa. To duży majątek z 600 hektarami ziemi ornej, łąkami, lasami i młynem...

Sięgamy do dawnej encyklopedii

W Krutniów nad rzeką Ikwą, powiat krzemieniecki, gmina Poczajów, majątek Wiśniowieckich i Potockich, 91 domów, cerkiew filialna, od 1875 szkółka, Słowniku geograficznym Królestwa Polskiego, Tom XV, cz. 2 (Januszpol – Wola Justowska) z 1902 r.

I jeszcze wykaz krutniowskich majątków w 1939 wystąpiło trzech Szymborskich.
- Są to synowie mojego prapradziadka Antoniego Szymborskiego - tłumaczy pan Waldemar. - Najstarszy Bronisław był właścicielem majątku w Krutniowie, potem był Edward, który też był właścicielem majątku w Krutniowie nieco co oddalony. Wreszcie najmłodszy Kazimierz, którego majątek graniczył z ziemią wujka Edwarda. Tych miejsc szukaliśmy po 75 latach w Krutniowie lecz tylko uzyskaliśmy potwierdzenie że „takie pany były”...

Stanisław Nicieja w swoich kresowych opowieściach porównuje Wołyń, Polesie, Podole, Wileńszczyznę do Atlantydy i namawia, aby szukać jej śladów w rodzinnych archiwach, ale także tam, na wschodzie. Pan Waldemar już znalazł tylko miejsce, w którym Atlantyda jego rodziny leżała...

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Gazety Lubuskiej.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Gazety Lubuskiej
  • codzienne e-wydanie Gazety Lubuskiej
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.