Jak tu uciec z tego końca świata? - pytają ludzie

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała GL
Anna Chreptowicz

Jak tu uciec z tego końca świata? - pytają ludzie

Anna Chreptowicz

Kiedyś w Wielobłotach to i zabawy były. Działo się tu, oj działo... A dziś nic. Żyje się tu jak na końcu świata - mówią mieszkańcy.

Na północny zachód od Zaboru, na wilgotnych terenach tuż nad samą Odrą położona jest niewielka wieś Wielobłota. Wieś, która z roku na rok coraz bardziej się wyludnia. Jak poinformowała nas sołtys Krystyna Sikoń, w tej chwili mieszka tu zaledwie 28 mieszkańców.

- Ja tu mieszkam już od 60 lat. Byłem 7-latkiem, jak z rodzicami z Pabianic to trafiliśmy. I wtedy to było zupełnie inne miejsce. Domów było więcej, tak jakoś weselej tu było. A teraz? Cisza, nuda... smutno tak - opowiada Janusz Buczyński, który w tej chwili mieszka w Wielobłotach najdłużej. Wspomina, że dawniej, we wsi była nawet świetlica, w której się wszyscy spotykali. Był również sklep. A teraz w świetlicy jest prywatne mieszkanie, a i sklep został zamknięty. - Ludzie mówią, że to takie piękne miejsce. Cisza, spokój, można się zrelaksować i odpocząć. Ale to ci, którzy nie mieszkają tu na co dzień. Ja to bym się stąd najchętniej wyprowadził. Całe życie tu spędziłem, ani nikogo poznać się nie dało. A jak już, to żadna pani zamieszkać tu nie chciała. Sam jeden mieszkam w tym domu. Cztery pokoje, kuchnia... i tylko koty mam za towarzystwo - mówi pan Janusz.

28 mieszkańców mieszka w tej chwili w Wielobłotach. We wsi zostało już tylko 15 domów

Do Wielobłot nie dojeżdża również żaden autobus. Wyjątkiem jest szkolny bus dowożący dzieci do szkoły w Zaborze. - Jak ktoś nie ma samochodu, to jest problem. Trzeba prosić o podwiezienie tych, co są zmotoryzowani - mówią mieszkańcy.

W „centrum” wsi, pomiędzy dwoma szpalerami starych domów z początku XX wieku, stoją drewniane ławeczki i stolik. - Kilka lat temu kupiliśmy drewniane ławki i stolik. Dla mieszkańców, ale i wędkarzy, którzy odwiedzają Wielobłota ze względu na położenie tuż nad Odrą - mówi pani sołtys. I dodaje, że w planach jest również budowa drewnianej altanki.

Krystyna Sikoń także pamięta czasy, gdy we wsi działo się znacznie więcej. - To była kiedyś osada leśna, która miała nawet swoją przystań. Ale wiadomo, wszystko, co tu jest, to jeszcze poniemieckie. Przystań została więc rozebrana, niektóre z domów też. A dziś? Ja myślę, że mieszkańcy przyzwyczaili się do tej stagnacji, w której tkwią. Niewielu z nich pracuje. Mają jakieś swoje, domowe zajęcia. Trudno jest nam czasem wyciągnąć ich z domów, żeby wzięli udział w zabawach sołeckich, włączyli się do sołeckiego życia - zauważa sołtys.

Janusz Buczyński z sentymentem wspomina dawne czasy we wsi. Dziś marzy tylko o tym, żeby uciec stąd jak najdalej.
Mariusz Kapała GL Janusz Buczyński z sentymentem wspomina dawne czasy we wsi. Dziś marzy tylko o tym, żeby uciec stąd jak najdalej.

- A po co mnie z domu wychodzić? Ja to jedynie tyle, co w niedzielę do kościoła na 8.00 przez las przejdę. I grób rodziców w Zaborze odwiedzę - mówi pan Janusz. - A tak, to marzę o tym, żeby to wszystko sprzedać i wyjechać gdzieś. Uciec z tego końca świata.

O Wielobłotach, jako końcu świata, mówi również Beata Łuczak, która spędziła tu swoje dzieciństwo: - Tam bociany zawracają i gniazdka są półokrągłe, żeby prąd mógł zawrócić - mówi ze śmiechem. Jednak dodaje, że jest to miejsce, które zawsze będzie kochać.

Anna Chreptowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.