Jak „zaorano” zabytek w Lubrzy. To dopiero był skandal

Czytaj dalej
Fot. Hubert Semposz
Dariusz Chajewski

Jak „zaorano” zabytek w Lubrzy. To dopiero był skandal

Dariusz Chajewski

Archeolodzy i historycy są załamani. Właściciel nieruchomości w Lubrzy „uporządkował” teren, na którym znajdowały się pozostałości cennej wieży...

W Lubrzy właściciel terenu, na którym znajdowało się grodzisko z elementami wieży rycerskiej, wpuścił ciężki sprzęt i postanowił uporządkować teren. Mimo że był to zabytek wpisany do rejestru. „Uporządkował” na tyle skutecznie, że pozostały smętne resztki. Zamiast charakterystycznej formy terenowej i śladów fosy, mamy płaskie „lotnisko”. Pozostał tylko cokół, na którym znajdują się relikty murów wieży mieszkalnej. Budowla datowana jest na XIV-XV wiek. Nawiasem mówiąc, wcześniej właściciela ostrzegano, że na tym terenie nie można bez konsultacji z nadzorem konserwatorskim dokonywać żadnych rewolucji. Sprawa trafiła do prokuratury. Archeolodzy ze stowarzyszenia naukowego archeologów polskich na wieść o tym, co zdarzyło się w Lubrzy, byli wściekli. Po przebadaniu tego, co zostało, są załamani.

– Wyszły bardzo ciekawe rzeczy, niektóre znaleziska są naprawdę wyjątkowe – mówi archeolog Arkadiusz Michalak.
– Bo i miejsce okazało się niezwykłe. Wieża rycerska funkcjonowała tylko 150 lat, co pozwala dokładniej wejrzeć w życie ludzi, którzy mieszkali w tym obiekcie i w okolicy. Z zamkami jest zazwyczaj ten problem, że długo funkcjonowały, zmieniały funkcje i często trudno pewne zdarzenia datować.

Przede wszystkim znaleziono sporo zabytków z XIV wieku, grotów, noży... W sumie około dwustu elementów związanych z militariami. Udało się dzięki nim ustalić, że wieża była oblegana. Spośród stu grotów wiele było w charakterystyczny sposób uszkodzonych, noszą ślady uderzenia w twardy cel. Odnaleziono także spisę szydłowatą, broń charakterystyczną dla Czech i Moraw.

– O tej próbie zdobycia wieży nie ma śladu w źródłach – dodaje archeolog. – Jak zresztą o wielu innych wydarzeniach, stąd mamy nadzieję, że badania pozwolą nam dowiedzieć się więcej o jej mieszkańcach.

Pozostałości wieży rycerskije zostały okopane

Intrygujących znalezisk jest zresztą znacznie więcej. Chociażby ponad trzydzieści monet, między innymi czeskie. Okucie z brązu z motywem muszli św. Jakuba, który był charakterystyczny dla kultury rycerskiej i symbolizował walkę o wiarę. Do tego rozmaite ozdoby, elementy związane z życiem dworskim, ba, z miłością dworską, gdyż znajdziemy motyw serca. Zdaniem archeologów w Lubrzy kwitła kultura dworska, rycerska, na bardzo wysokim poziomie.

Wieże rycerskie były rodzajem siedziby mieszkalno-obronnej. To samodzielnie stojące budynki, kilkukondygnacyjne, budowane najczęściej na planie zbliżonym do kwadratu. Zawierały zarówno pomieszczenia mieszkalne, jak i gospodarcze. Były także sposobem na ominięcie prawa. Oto w średniowieczu na budowę zamku potrzebne było specjalne pozwolenie suwerena. Sprytni możni obchodzili ten zakaz, budując właśnie wieże rycerskie. Warowna siedziba była potrzebna nie tylko do obrony rycerskiej rodziny. Podkreślała władzę feudalną nad poddanymi. Samo mieszkanie w wieży górującej nad okolicą podkreślało status społeczny właściciela i wyraźnie odróżniało go nie tylko od poddanych chłopów, ale i drobniejszego rycerstwa. Kamienne mury, ziemne wały czy chociażby drewniana palisada tworzące zamknięty obwód wokół domostwa wyznaczały swoiste sacrum, czyli uświęcone i nienaruszalne miejsce rezydowania rycerza czy późniejszego szlachcica...

Archeologom udało się także sporo dowiedzieć na temat życia codziennego, gospodarki – dzięki chociażby sierpom, nożom i elementom oporządzenia jeździeckiego.

– Co się stało mniej więcej w połowie XV wieku? – zastanawia się Michalak. – Około roku 1440 znajdziemy wzmiankę o tym, że Anna Promnitz wraz z córkami sprzedała klasztorowi w Paradyżu sądownictwo i dwór w Lubrzy. I od tego momentu o dziejach wieży nic nie wiemy. Nawiasem mówiąc, wieże takie jak ta w Lubrzy, Witkowie czy Sękowicach nie miały jakiegoś wielkiego znaczenia obronnego. Raczej schronienie przed bandytami, rodzaj refugium, czyli miejsca ucieczki.

W Lubrzy czworoboczna wieża stanęła na skraju podmokłych łąk. Jeszcze w latach 80. XX wieku widoczne były mury do wysokości metra ponad nasyp stożka. Wieża wzniesiona została w formie stożkowego grodziska, które w swojej strukturze posiadało własną formę terenową, a także otoczone było fosą, po której ślady były dobrze widoczne przed dewastacją. Takie miejsca w świetle prawa poddane są szczególnej ochronie.

– W poniedziałek wydałam nakaz przywrócenia terenowi pierwotnej postaci oraz zabezpieczenia zabytku – mówi lubuska wojewódzka konserwator zabytków Barbara Bielinis-Kopeć. – Oczywiście spodziewamy się odwołań.

Z kolei Sławomir Stańczak, lider stowarzyszenia Grupa Eksploracyjna „Nadodrze”, zadeklarował w prokuraturze gotowość wzięcia udziału w postępowaniu.

– Chcemy być elementem nadzoru społecznego i pokazać, że nie można tego rodzaju zdarzeń puścić płazem – tłumaczy Stańczak. – Przecież tracimy bezpowrotnie coś niezwykle cennego. Zostajemy z tego okradzeni...

Właściciel działki twierdził, że chciał tylko teren posprzątać, gdyż od lat stanowił dzikie wysypisko śmieci...

– To nie była jakaś tam wieża – dodaje Robert Jurga, znawca fortyfikacji. – Jest najdalej na północ wysuniętą strażnicą Księstwa Głogowskiego. A Lubrza straciła jedyne miejsce związane z jej historią.

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.