Jak Zielona Góra żegnała stary rok

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Natalia Dyjas

Jak Zielona Góra żegnała stary rok

Natalia Dyjas

A Przez lata na różne sposoby bawiliśmy się na sylwestrach - czasem w domu, na prywatkach, na balach zakładowych czy potańcówkach organizowanych przez kultowe restauracje...

- Pamiętam dwa sylwestry, jeszcze w czasach PRL-u - opowiada zielonogórzanin, pan Marian. - Pierwszy przetańczyłem w stołówce zakładowej browaru przy ul. Kożuchowskiej. Było sporo jedzenia, wspaniała obsługa i muzyka na żywo - orkiestra bardzo się starała, by nadążyć za modą i grała same ówczesne hity - mówi z uśmiechem zielonogórzanin. I dodaje: - Drugi sylwester, który zapadł mi w pamięci, to organizowany przez leśników. Mężczyźni w mundurach, kobiety w pięknych strojach. Imprezie przewodził wodzirej. Ale się wtedy balowało! - dodaje. To fakt, Zielona Góra lubiła się bawić na sylwestra. Mieszkańcy miasta żegnali stary rok nie tylko potańcówkami organizowanymi przez zakłady pracy, ale również korzystali z ofert restauracji. Najstarsi mieszkańcy miasta wspominają jeszcze restaurację Parkową, gdzie znajdowała się muszla koncertowa.

Zielonogórzanie tańczyli też w sylwestrową noc w Zielonogórskiej Palmiarni, restauracji Topaz , Podgórnej, Ratuszowej czy Lagunie. Tak było w czasach powojennych... A jak bawiono się w tę ostatnią noc w roku przed wojną? Jedno jest pewne: restauracji, kawiarni i miejsc, w których można było się zabawić, było tutaj całkiem sporo... - Nie spotkałem się z zielonogórskimi kartami pocztowymi, przedstawiającymi, reklamującymi konkretnie bale sylwestrowe - tłumaczy historyk i deltiolog, miłośnik kart pocztowych, doktor Grzegorz Biszczanik. - Natomiast takie bale się tutaj odbywały, na podobnej zasadzie, co teraz. Można było potańczyć przy muzyce, oczywiście wypić toast o północy.

Co było charakterystyczne dla tutejszych imprez wieńczących mijający rok? Przede wszystkim to, że podczas takich bali można było zjeść różnego rodzaju potrawy, które nie były zazwyczaj dostępne w codziennej ofercie restauracji.

- Tutaj na bale sylwestrowe polecano dziczyznę - tłumaczy dr Grzegorz Biszczanik. - Oczywiście wszystkiego rodzaju wyroby wędliniarskie, zielonogórskie trunki alkoholowe, w postaci wina, piwa, były dosyć popularne na balach sylwestrowych. Dosyć często na takich wydarzeniach serwowano golonkę. Była ona takim specjalnym przysmakiem sylwestrowym. A co z muzyką? Była grana na żywo?

- Wszystko zależało od wielkości restauracji - tłumaczy dr G. Biszczanik. - Im większa restauracja, tym częściej muzykę grano na żywo. Te mniejsze lokale miały u siebie polifon, szafy grające czy też patefon. W mieście znajdowały się też restauracje, w których były muszle koncertowe, jak chociażby w lokalu w Dolinie Luizy, Domu Koncertowym, czyli pięknej restauracji na skrzyżowaniu Łużyckiej i Dąbrówki, która już nie istnieje. Mieliśmy miejsca, gdzie naprawdę było można potańczyć. Istniały też takie lokale, jak Kawiarnia Wiedeńska, na Starym Rynku, gdzie wydzielono miejsce dla orkiestry, a więc specjalny podest, na którym ustawiana była orkiestra wraz ze sprzętem. W restauracjach były też wyznaczone specjalne parkiety do tańczenia, jak w przypadku sali kwiatowej. Obecnie jest to siedziba biskupa w Parku Piastowskim.

Przedwojenna Zielona Góra miała też swoje piwo butelkowane...

- Lokalne alkohole: koniaki, piwa były rozdysponowywane na balach sylwestrowych - mówi dr Biszczanik. I dodaje: - Dlatego, że po pierwsze były one najbliższe tym lokalom, które organizowały sylwestry i nie było potrzeby sprowadzania ekskluzywnych trunków spoza miasta.

Tak bawiono się tutaj dawniej. Czy chętniej i częściej niż w Zielonej Górze już po zakończeniu wojennej zawieruchy?

- Po wojnie też się bawiono biednie, lecz wesoło - stwierdza dr Biszczanik. - Na tydzień przed zabawą sylwestrową w 1945 roku czyniono gorączkowe przygotowania, aby ten rok ukończyć hucznie i w szampańskich nastrojach. W sklepach było gwarno, tłoczno. Trudno było znaleźć wolne miejsce w salonach fryzjerskich, których po wojnie w mieście było aż szesnaście. W pierwszy wyczekiwany powojenny wieczór sylwestrowy sale miejskich zakładów, kawiarnie i mieszkania tłumnie się zapełniały. Wznoszono toasty za odbudowę miasta. Dla mieszkańców początek 1946 roku był jak kąpiel zmywająca koszmary wojny...

Natalia Dyjas

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.