Jak zmieniał się deptak przez 60 lat?

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Natalia Dyjas-Szatkowska

Jak zmieniał się deptak przez 60 lat?

Natalia Dyjas-Szatkowska

Rozmowa z Markiem Grzybkiem, właścicielem biura doradztwa podatkowego, który już od 60 lat mieszka w kamienicy przy ul. Kupieckiej.

Jakie pierwsze wspomnienie ma pan związane z deptakiem?
Pierwsze historyczne wydarzenie związane z deptakiem, które pamiętam, to przyjazd Gagarina do Polski. Później się okazało, że Gagarin niekoniecznie był przy otwarciu dzisiejszego uniwersytetu, ale niemniej jednak to jest ten okres, kiedy WSI powstawało i on tu był z wizytą w Zielonej Górze. Pamiętam jak przejeżdżał ulicami deptaka, bo wtedy one były otwarte dla ruchu. Kojarzy mi się, że ja przez okna domu patrzyłem na tę całą uroczystość. Gagarin jechał w takim otwartym samochodzie, teraz by się nazywał kabriolet. Mogłem mieć wtedy 7-8 lat.

To była wielka feta, jak Gagarin przyjechał?
Nie w takim sensie, jak dzisiaj się robi wielkie fety z takiej okazji. To był bardziej festyn propagandowy. Inaczej to wtedy odbierałem, bo byłem dzieckiem. Natomiast dorośli chyba nie odbierali tego w kategoriach pozytywnych, tylko przymusowych. Pamiętam też Wydarzenia Zielonogórskie. U nas w domu byli ludzie, którzy uciekli z miejsca zamieszek. Mój ojciec ich przechował i żaden z tych ludzi ojca nie zadenuncjował, a przecież łatwo było, bo oni byli przesłuchiwani. Pamiętam jeszcze, że po Wydarzeniach Zielonogórskich, jak się chodziło do kościoła Matki Bożej, to kościół był tak naciągnięty gazami łzawiącymi, że przez kilka niedziel się jeszcze płakało.

Jak się zmieniał deptak przez 60 lat?
Kiedyś deptak był otwarty dla pojazdów. Naprzeciwko, gdzie jest sklep z butami, to jak sięgnę pamięcią, był ZURiT. Taki zakład, gdzie się kupowało telewizory i można je było też naprawić. Deptak teraz wygląda o wiele lepiej. Urlopy spędzam raczej w Polsce i powiem tak, że podoba mi się Polska, ale Zielona Góra jest najładniejsza. Pod względem kameralności, zieleni, klimatu. Zielona Góra z tą zielenią, deptakiem, tą starą zabudową wygląda naprawdę dobrze. Co więcej, z niezniszczoną zabudową. Pamiętam tylko jeden budynek, który był zniszczony na deptaku. W tym miejscu, gdzie jest teraz PZU na Kupieckiej, był budynek, z - od dachu do ziemi, sporą dziurą po bombie. Jeden taki przypadek, w którym w budynku na zielonogórskim deptaku było widać realne zniszczenia wojenne. Pamiętam też, że na naszym podwórku było bardzo dużo butelek po przedwojennym mieszkańcu tej kamienicy, Kuczynskym. Wydaje mi się, że to były nowe butelki do zalewania koniaków.

A niemieccy mieszkańcy wyprowadzili się w trakcie wojny?
Nawet po wojnie. Tam, gdzie jest hotel teraz mieszkał autochton, nazywał się Kubicki. Nie powiem, żeby był jakoś szykanowany przez Polaków, ale wyjechał do Niemiec, i jego syn utrzymywał kontakty z moim bratem. Gdzieś w latach późnych pięćdziesiątych albo wczesnych sześćdziesiątych wyjechali do Niemiec. Znałem też człowieka, Polaka, który walczył pod Monte Cassino. Był w armii Andersa. Mieszkał dom obok naszej kamienicy. Miał odznaczenie za walkę pod Monte Cassino, był osobistym ochroniarzem generała. Tu nie ma żadnej blagi.

A nomen omen, umawiał się pan pod słynnym grzybkiem?
Nie, ja się nie umawiałem pod grzybkiem, ale gdy autobus jechał z cmentarza przez Kupiecką, to kierowca mówił: „Grzybek, wysiadać!” a ja się nazywam Grzybek i się kiedyś zastanawiałem, skąd on wie, że ja akurat tutaj mam wysiąść?

Mieszkasz w Zielonej Górze już od kilkudziesięciu lat? Masz ciekawe wspomnienia o tym, jak zmieniało się miasto?
Chętnie wysłuchamy mieszkańców, którzy mają wspomnienia związane z naszym miastem. Chętnych prosimy o kontakt pod numerami tel. 68 324 88 44 lub 68 324 88 73.

Natalia Dyjas-Szatkowska

Dzień dobry! Nazywam się Natalia Dyjas-Szatkowska i jestem rodowitą zielonogórzanką. Pracuję w "Gazecie Lubuskiej" od 2016 roku. I choć z wykształcenia jestem filologiem polskim i teatrologiem, to swoją pracę zawodową związałam właśnie z mediami. 


W obszarze moich działań znajdują się: 



  • problemy i sprawy Zielonej Góry,

  • kwestie, które poruszają mieszkańców powiatu zielonogórskiego.


Ważne są dla mnie codzienne problemy mieszkańcówsprawy społeczne i kulturalne naszego regionu. Nie jest mi obojętny los zwierzaków i często piszę o nich na naszych łamach. Lubię spotkania z ludźmi i to właśnie nasi Czytelnicy są dla mnie wielką inspiracją. To oni podpowiadają, czym warto się zająć, co ich boli, denerwuje, ale i cieszy. 


Zawsze lubiłam rozmawiać z ludźmi. Jako osoba, która pracowała z nimi podczas organizacji różnych wydarzeń kulturalnych i festiwali, zrozumiałam, że to właśnie człowiek i jego historia są dla mnie najważniejsze. To więc chyba nie przypadek, że zaczęłam pracę w dziennikarstwie... 


W wolnych chwilach (jeśli jakaś się znajdzie... :)) nałogowo pochłaniam książki (kryminałom mówię nie, ale mocno kibicuję nowej, polskiej prozie) i z aparatem poznaję nasze piękne województwo lubuskie. Chętnie dzielę się urodą regionu na łamach "Gazety Lubuskiej" i portalu "Nasze Miasto". Nie boję się też pokazywać, co jeszcze mogłoby się tutaj zmienić. I to właśnie przynosi mi największą satysfakcję w pracy. Gdy uda się choć trochę ulepszyć otaczającą nas rzeczywistość. 


Czy w Twojej okolicy dzieje się coś ważnego? Masz sprawę, która Twoim zdaniem powinna zostać opisana w naszej gazecie? A może masz jakiś kłopot, który należy rozwiązać? Śmiało! Skontaktuj się ze mną, postaram się zająć danym tematem.


Kontakt do mnie: natalia.dyjas@polskapress.pl


Telefon: 68 324 88 44 lub: 510 026 978.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.