Jak żyją ze sobą sąsiedzi?

Czytaj dalej
Fot. Zdzisław Haczek
redakcja Gazety Lubuskiej

Jak żyją ze sobą sąsiedzi?

redakcja Gazety Lubuskiej

Słubice i Frankfurt mają wspólną komunikację miejską, a Kostrzynowi pomaga nawet Berlin. Jak wygląda nasza współpraca z Niemcami? Aż nie chce się wierzyć, bo słyszymy, że idealnie.

- Patrząc wstecz, wiele się zmieniło. Kiedy Polska weszła do układu szengenowskiego, zniknęła „twarda” granica. I mentalność też zaczęła się zmieniać. Wcześniej, jak stanąłem w kolejce w Kauflandzie i ktoś z Polski do mnie zadzwonił, to atmosfera stawała się lodowata. Uprzedzenia były ogromne. Słubiczanie, którzy przychodzili do Frankfurtu, rozmawiali szeptem, żeby nikt nie słyszał, że są Polakami. Teraz w niemieckich marketach obsługują nas Polacy, którzy doskonale mówią po niemiecku i nie wstydzą się, że są Polakami - mówi nam Michael Kurzwelly, społecznik z Frankfurtu, którego znają nie tylko Lubuszanie ze Słubic. Rozmawiamy z nim niespełna dwa miesiące przed 25. rocznicą podpisania przez Polskę i Niemcy traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy.

Ciepło w Słubfurcie

Tę współpracę bardzo dobrze widać tu, w Słubfurcie, jak nazywa się niekiedy dwumiasto złożone z naszych polskich Słubic i niemieckiego Frankfurtu nad Odrą. A przykładem na to jest nie tylko wspólna linia autobusowa, która kursuje po obu stronach granicy. Tu działa też polsko-niemiecka informacja turystyczna. Oba miasta posługują się nawet wspólnym logo. A słubicki SEC i frankfurcki Stadtwerke wymieniają się nadwyżką ciepła. To ewenement na całej zachodniej granicy!

25. rocznicę podpisania „Traktatu o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” będziemy obchodzili 17 czerwca br.

Współpraca jest też w kształceniu. Viadrina po stronie polskiej i Collegium Polonicum po stronie polskiej tworzą wyższą uczelnię o międzynarodowym charakterze. - To najbardziej udany polsko-niemiecki projekt ostatnich lat - mówi Beata Bielecka, rzeczniczka magistratu w Słubicach. Raz w tygodniu wspólne lekcje mają też gimnazjaliści ze słubickiej „dwójki” i Gimnazjum im. Karola Liebknechta we Frankfurcie. Podobnych przykładów jest w Słubfurcie zresztą więcej.

Tomasza Ciszewicza, burmistrza Słubic, cieszy wzajemne otwarcie się na siebie społeczeństw obu miast. - Przekłada się to na to, że po stronie niemieckiej mieszka 1.600 Polaków, a po stronie polskiej 250 Niemców. Jedyne, na co może narzekać, to że na wspólne z Niemcami projekty oba miasta jest coraz mniej unijnych pieniędzy.

Sąsiad leci z pomocą

A jak współpraca z sąsiadem zza Odry udaje się w Kostrzynie? Choć pierwsze większe miasto po drugiej stronie rzeki to odległe o 20 km od granicy Seelow, to i tu współpraca układa się bardzo dobrze. - Stało się normalne, że 30 proc. klientów naszych sklepów to Niemcy. Że ludzie po obu stronach granicy spotykają się ze sobą - mówi burmistrz Andrzej Kunt. Gdy pytamy go, co udało się przez ostatnie 25 lat, wymienia nie tylko 18 par połączeń kolejowych na linii Kostrzyn - Berlin. To również przykłady pomocy. - Kiedyś zdarzył się u nas wypadek, do którego nie mógł przylecieć helikopter Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, mogący latać po zmroku. Wystarczyła jedna prośba i helikopter przyleciał z Berlina. Po to, aby przetransportować pacjenta od nas do Szczecina - opowiada Kunt. - Wiem, że to brzmi idealnie, ale gdy mam odpowiedzieć, co we współpracy z Niemcami przez te lata się nie udało, to złych przykładów nie znajduję - dodaje. Polska strona też daje coś od siebie. Bo gdy władze Seelow starały się o pieniądze na rewitalizację dworca kolejowego, to dla wzmocnienia szans na zdobycie unijnych pieniędzy Kostrzyn dopisał też do projektu swój stary urząd.

Bartłomiej Bartczak, burmistrz Gubina, współpracę z Niemcami nazywa po prostu przyjaźnią. - Zrobiliśmy razem wiele dla naszych miast. To wspólna oczyszczalnia ścieków zbudowana jeszcze za czasów, gdy burmistrzem był Czesław Fiedorowicz. Później były: budowa eurodeptaka, odnowa wieży fary, rozwój turystyki rzecznej - wylicza. Połowa z 30 mln unijnych pieniędzy z ostatniej perspektywy to zasługa współpracy z Niemcami.

- Ta współpraca to wielki sukces całego naszego regionu. Dzięki niej nauczyliśmy się sięgać po unijne pieniądze dużo wcześniej niż reszta kraju. Dzięki temu jesteśmy liderem i teraz. Współpraca z Niemcami była naszym fundamentem integracji z unią. Dlatego też Lubuszanie są nastawieni proeuropejsko - dodaje Fiedorowicz.
A czy są jakieś negatywy? Burmistrz Bartczak zwraca uwagę na jeden - że polityka rządów oby krajów odbija się na szczeblu lokalnym. Widać to na przykładzie uchodźców. Otwartość na nich u naszych sąsiadów sprawiła, że w Guben jest już 740 imigrantów. A przez to coraz więcej jest ich także po polskiej stronie.

Eberhard Nahly z Biura Nadburmistrza Cottbus (tu na ławce z wieszczem Norwidem przed Biblioteką Wojewódzką) może wymienić długą listę wspólnych projektów
Zdzisław Haczek Eberhard Nahly z Biura Nadburmistrza Cottbus (tu na ławce z wieszczem Norwidem przed Biblioteką Wojewódzką) może wymienić długą listę wspólnych projektów z partnerską Zieloną Górą, m.in. festiwale filmowe, minizoo, planetarium, bieg „Od ratusza do ratusza”...). Niestety, ciągle nie ma bezpośredniego połączenia między miastami! I kiedy chociebużanin jedzie na koncerty w Piwnicy Kawon, Piekarni Cichej Kobiety czy 4 Różach dla Lucienne, musi gonić z torbą między dworcami w Guben i Gubinie.

Oby tak dalej!

Współpracę Lubuskiego z Brandenburgią widać też na przykładzie bezpieczeństwa. - Możemy szczycić się modelowo ułożoną współpracą policji i straży pożarnej z obu brzegów Odry. Pracujemy nad uregulowaniem kwestii ratownictwa medycznego, co jeszcze bardziej podniosłoby bezpieczeństwo mieszkańców regionu po obu stronach Odry - mówi wojewoda Władysław Dajczak. Dodaje przy okazji, że dziś polskiemu rządowi, tak samo jak 25 lat temu, zależy na jak najlepszych relacjach z zachodnim sąsiadem.

25-lecie współpracy będzie miało swoje odbicie w obchodach Święta Województwa Lubuskiego. - Organizujemy je 25 czerwca w Parku Mużakowskim. W miejscu, które jest symbolem polsko-niemieckiej współpracy. Gdzie granica między obu państwami jest czysto umowna, bo przecież zarządzany jest przez polsko-niemiecką fundację.

redakcja Gazety Lubuskiej

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.