Jandy nie trzeba namawiać, żeby przyjechała do Gorzowa

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Rusek
olis

Jandy nie trzeba namawiać, żeby przyjechała do Gorzowa

olis

- Publiczność już rok wcześniej rezerwuje karnety - mówi Jan Tomaszewicz, szef gorzowskiej sceny i prezentuje program 33. Gorzowskich Spotkań Teatralnych. Nie zabraknie na nich gwiazd teatru, filmu i seriali.

Czasy komitetów kolejkowych dawno minęły, a do Teatru Osterwy ciągle ustawiają się ogonki po bilety na spotkania teatralne. Jak to się robi?

Takich sobie wychowaliśmy widzów (śmiech). Tak poważnie - rzeczywiście zainteresowanie publiczności jest ogromne, z czego się bardzo cieszę i za co jestem wdzięczny. Już jako anegdotę opowiadam, jak Andrzej Seweryn, który u nas gościł, dziwił się, że publiczność rok wcześniej rezerwuje karnety, chociaż nawet nie zna repertuaru. Ale to prawda. Za to tym razem wychodzimy naprzeciw widzom, którzy nie mieli szans wcześnie rano stawać w kolejce po bilety. Teraz będziemy je sprzedawali od 17.00, więc... jak ktoś przyjdzie do teatru w południe, to może dostanie bilet. Oczywiście żartuję...

Jan Tomaszewicz:
Tomasz Rusek Dyrektor Jan Tomaszewicz: - Spotkania mają wiernych widzów.

Jaki jest przepis na takie zainteresowanie widzów: gwiazdy, znane spektakle, różna tematyka?

Tak, właśnie tak. Trochę niezręcznie mi o tym mówić, ale udaje się nam zapraszać wielkie nazwiska i znakomite spektakle. Właśnie czekamy na przyjazd kaskaderów, którzy będą sprawdzali warunki dla spektaklu „Frankenstein”, wielkiego widowiska w reżyserii Bogusław Lindy, który zresztą też ma przyjechać. Nie chciałbym, żeby spotkania teatralne miały wydźwięk polityczny, ale już pewnych ważnych społecznych kwestii spektakle dotykają. W „Przerwana Odysei” znajdziemy przecież echa problemu uchodźców.

Wiemy już, kto i co przyciąga widzów do Teatru Osterwy. A jak się przekonuje gwiazdy, żeby grały w teatrze gdzieś na zachodzie Polski?
Gwiazdy naprawdę bardzo chętnie u nas grają. W zeszłym roku Krystyna Janda po spektaklu „Danuta W.” sama powiedziała, że za rok przyjeżdża z „Callas”. Świętej pamięci Marian Kociniak mówił, że czuje się u nas jak w domu... Coś w tym jest. Nasze spotkania nie są anonimowe. Tu aktorzy mają kontakt z widzami, a widzowie z aktorami, także po spektaklach, w kawiarence.

olis

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.