Jest mniej dzieci, przedszkola walczą o swój byt

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Marek Białowąs

Jest mniej dzieci, przedszkola walczą o swój byt

Marek Białowąs

Trwa walka właścicieli przedszkoli niepublicznych z miastem o zwiększenie dotacji dla ich placówek.

Trwa walka właścicieli przedszkoli niepublicznych z miastem o zwiększenie dotacji dla ich placówek. W sporze uczestniczą też rodzice przedszkolaków (o sprawie pisaliśmy w ,,GL’’ 4 kwietnia br.).

W miniony czwartek odbyło się posiedzenie miejskiej komisji edukacji, na którą zaproszeni zostali też zainteresowani rodzice oraz właściciele przedszkoli. Rozmawiano ponownie o wysokości dotacji.

- Połowa gmin w kraju zaniża te stawki. Sprawy lądują w sądach. Takich procesów jest już kilkaset. To przykre, że trzeba zmuszać urzędników do stosowania prawa w sądach. Z powodu zbyt niskiej dotacji przedszkola niepubliczne upadną, a wtedy samorządy będą musiały wydać miliony na budowę nowych przedszkoli - powiedziała miejskim radnym Marta Zbrzeska, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Przedszkoli Niepublicznych.

Rodzice i właściciele placówek obecni na obradach komisji uważają, że miasto źle nalicza dotację.

Pięć niepublicznych przedszkoli oddało tę sprawę do sądu, który jeszcze nie rozstrzygnął sporu. - Mam dzieci chore na alergię, niestety w publicznym przedszkolu, nikt nie zapewni im wymaganej diety, dlatego muszę płacić więcej za placówkę niepubliczną - powiedziała zebranym Agnieszka Tomiak, mama dwóch chłopców.

Słychać było też głosy, że niepubliczne przedszkola zadowoliłyby się powrotem do sytuacji, kiedy to miasto wypłacało 100 proc. dotacji. W październiku ub.r. radni zmienili decyzję i obniżyli dotację do 75 proc. Gdy rada przygotowywała się do podjęcia tej uchwały - protestów nie było. W mieście jest 17 przedszkoli niepublicznych. - Musimy spłacać kredyty wzięte na otwarcie placówek. Chcemy równego traktowania. Przecież publiczne przedszkola na jedno dziecko dostają dużo więcej niż 500 zł. Chcemy dotacji właściwie naliczanej w wysokości 800 - 1.000 zł - mówili goście komisji.

Przedstawicielki niepublicznych przedszkoli: Beata Patoleta, Marta Zbrzeska,  Wioletta Poźniak-Bartkowiak.
Mariusz Kapała Przedstawicielki niepublicznych przedszkoli: Beata Patoleta, Marta Zbrzeska, Wioletta Poźniak-Bartkowiak.

- To czy dotacja jest źle naliczana rozstrzygnie sąd. Ja chcę przypomnieć, że są u nas i niepubliczne szkoły, które też mogą żądać od miasta pieniędzy. Czy miasto na to stać? - pytała wiceprezydent Zielonej Góry Wioleta Haręźlak.

Radni komisji ustalili, że spotkają się w tej sprawie jeszcze raz w maju z tymi samymi gośćmi. Przegłosowali też wniosek w sprawie wsparcia rodziców dzieci chorych, aby nie musieli ponosić większych kosztów związanych z koniecznością zapisania ich do placówek niepublicznych. Nie zgodzili się na propozycję uchwały przywracającej dotację 100 proc.

Marek Białowąs

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.