Kamienne ślady czarnej śmierci

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski

Kamienne ślady czarnej śmierci

Dariusz Chajewski

Portrety trumienne to unikat. Dawniej były łącznikiem między Polakami i Niemcami, katolikami i protestantami.

„Mój czytelniku. To, że Bóg według swej św. Rady sprawiedliwy, nie szczędzi plag także pobożnym ludziom, dowodzi tego przykład tutaj spoczywających, miłujących Boga i cnoty kobiety, pani Elżbiety Werner, z domu Walter, świętej pamięci szanownego pana Jana Waltera i pani Elżbiety Walter z domu Sickret ślubnej córki, a umiłowanej małżonki pana Baltazara Wernera”...

Radosne oczekiwanie

Spacer po wschowskim lapidarium natychmiast wycisza, świat doczesny zostaje za murem, mimo że nekropolia ma wiele z parku. Mimo że Marta Małkus, dyrektor wschowskiego muzeum, przekonuje nas, że protestanckie cmentarze przesiąknięte są duchem radosnego oczekiwania, jakoś tego nie czujemy. Zwłaszcza, gdy zestawimy to miejsce z zarazami, które pustoszyły Wschowę u progu wieku XVIII.

- Pierwsze 25 lat wieku XVIII było rzeczywiście czasem wielkich niepokojów - tłumaczy M. Małkus. - Zarazy kojarzymy zazwyczaj ze średniowieczem, ale towarzyszyły ludzkości przez wieki. We Wschowie bardziej eksponowane są te nowożytne, przede wszystkim dzięki działalności dwóch duchownych - Waleriusza Herbergera i Samuela Friedriecha Lauterbacha, którzy starali się nieść w tych trudnych chwilach pomoc i pociechę, często ostatnią. Ten drugi opisał w „Małej wschowskiej kronice zarazy” ze szczegółami przebieg epidemii w 1709 roku, epidemii, która pochłonęła ponad dwa tysiące ofiar, dwie trzecie ludności ówczesnej Wschowy.

Wróćmy jednak do lapidarium. Staromiejski cmentarz ewangelicki jest wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że jest jednym z najwcześniejszych w Europie przykładów zerwania ze średniowieczną tradycją grzebania zmarłych w bezpośrednim sąsiedztwie kościoła. - Wcześniej zmarłych chowano w pobliżu świątyni i znajdujących się w niej relikwii - dodaje dyrektor Małkus. - Z tą praktyką zerwała tradycja nowożytna, zwłaszcza że protestanci nie wierzyli w relikwie. We Wschowie, u progu wieku XVII, musieli szybko zorganizować zbór, który powstał w dwóch kamienicach. W związku z tym klasyczne posadowienie nekropoli w centrum miasta nie było możliwe. Stąd decyzja o wyprowadzeniu jej na Przedmieście Polskie, na którym mieszczanie podarowali gminie okazałą działkę. Wzorowano się na nowatorskim w tej epoce cmentarzu w Halle.

Nie było to jedyne źródło „natchnienia”. Wówczas opierano się na wykształconym we Włoszech modelu Campo Santo - Świętego Pola. Był to prostokątny, porośnięty zielenią teren ujęty architektonicznym obramowaniem w formie otwartych do wnętrza arkad. Zmarłych chowano na polu cmentarnym, natomiast tablice epitafijne były z reguły umieszczane na murze otaczającym nekropolię. Kwatery wyznaczone były alejami biegnącymi w poprzek założenia. Założony został w roku 1609, a pierwszą pochowaną tam osobą była żona ówczesnego Burmistrza Wschowy Piotra Deutschlendera, Małgorzata. Miało to miejsce 25 lutego 1609 r. W centrum cmentarza znajduje się tzw. Kapliczka Pastorów, obok której rośnie prastare drzewo zwane Lipą Herbergera. Cytując historyków „wiele z piaskowcowych płyt, bogato rzeźbionych, stanowi odrębny metafizyczny traktat”. Zachowane w dość dobrym stanie rzeczywiście zawierają wiele informacji o osobach tam pochowanych. W sumie znajduje się tutaj około dwustu płyt nagrobnych z XVII, XVIII i XIX w.

W rzeczywistości tych zabytków mamy więcej, ale pozostałe znajdują się w kryptach

- W rzeczywistości tych zabytków mamy więcej, ale pozostałe znajdują się w kryptach - dodaje Dariusz Czwojrak. - To efekt reformy, którą prowadzono pod koniec lat 70. minionego wieku, gdy zorganizowano dwa lapidaria w Kożuchowie i Wschowie, decydując jednocześnie o zachowaniu tylko nagrobków, które powstały do roku 1815. Nowsze zniszczono. Osoba odpowiedzialna za te porządki we Wschowie ocaliła jednak również te młodsze umieszczając je właśnie w kryptach. Oczywiście myślimy o ich wydobyciu, ale to sprawa przyszłości.

Taka zwykła śmierć

„Mała wschowska kronika zarazy albo Krótkie streszczenie wszystkiego tego, co się podczas trwania epidemii począwszy od Roku Pańskiego 1709, dnia 8 czerwca, do roku Pańskiego 1710, dnia 8 lutego, w tej miejscowości zdarzyło, na podstawie własnej obserwacji wiernie opisane przez Samuela Fryderyka Lauterbacha, kaznodzieję przy kościele pw. Żłóbka Chrystusowego” to dzieło na swój sposób wstrząsające. Z jednej strony to rzeczywiście kronika zarazy, a pastor Lauterbach podaje informacje o ofiarach, ich profesje, wiek. Są także fragmenty opisujące życie odizolowanego od reszty świata miasta. Jest tam także miejsce na zabobony zgodnie z którymi należy wbić osikowy kołek w ciało pierwszej ofiary choroby, na ludzką niegodziwość, jak chociażby chciwość grabarzy, czy odruchy szlachetności i zwykłej ludzkiej solidarności.

„Już się to żegnam z tobą, świecie niestateczny; wstąpię chętnie do grobu, wierząc w żywot wieczny. W niebie miłe mieszkanie, tam mię chęć zabiera, w niem nagrodę dostanie, kto w Panu umiera...” Znany nam już Lauterbach nie był pierwszy. Sam zresztą przyznawał, że miał mistrza. Był nim autor powyższych słów - Walery Herberger, wybitny pastor i pisarz religijny ze Wschowy. Te słowa napisał w roku 1613, gdy miasto nawiedziła zaraza. I on to właśnie wprowadził pochówki na nowym cmentarzu. Znajdziemy oczywiście i jego płytę epitafijną. Na miejscu, gdzie pochowano jego doczesne szczątki rośnie lipa. Jak chce tradycja drzewo zostało posadzone do góry korzeniami, co symbolizować miało nowatorstwo. Miał to być symbol nowatorstwa myśli pastora nazywanego Małym Lutrem...

Zwracam uwagę właśnie na płyty epitafijne zawierające jakieś szczególne przesłanie

- Zwracam uwagę właśnie na płyty epitafijne zawierające jakieś szczególne przesłanie - mówi dyrektor. - Skoro tyle miejsca poświęcamy epidemii zwróćmy uwagę na płytę Margarety Lamprecht. Nie wiemy czy rzeczywiście zmarła z powodu zarazy, ale data jej śmierci, październik roku 1709, każe się tego domyślać. Jej imię to łacińska perła. I tak właśnie przedstawiono jej życiorys. Najpierw perła, czyli dusza, jest zamknięta w muszli, czyli ciele, i jest chroniona przed morzem, czyli doczesnym życiem. Wyrzucona na brzeg, czyli po śmierci, otwiera się ukazując duszę. Wreszcie widzimy sznur pereł, dusz, które trafiły w ręce Boga. Pomysł zaczerpnięty z antyku, ale w kontekście chrześcijańskim przepis na zbawienie... Małgorzata Lemprecht w chwili śmierci miała zaledwie osiemnaście lat. Jej zmarły w tym samym roku kuzyn, Baltazar, miał z kolei lat dwanaście. Na jego płycie czytamy, że zmarł w okresie zarazy i żadne medykamenty nie mogły go uratować...

Bezpośrednio z epidemią wiążą się jeszcze płyty nagrobne Baltazara Lamprechta i małżeństwa Wernerów, gdzie wymienieni są Jeźdźcy Apokalipsy. Koń trupioblady podążający za koniem czerwonym symbolizuje zarazę postępującą za przemarszem wojsk.

Wreszcie opowieść zawarta na płycie samego Samuela Lauterbacha. Widzimy wędrowca, który za życiowego przewodnika ma Pismo Święte i brnie w trudzie i znoju przez pustynię, aby wreszcie dotrzeć do niebiańskiego Jeusalem... Podobnych alegorii można się sporo naliczyć na wspomnianych dwustu płytach epitafijnych. Na jednej zobaczymy nawet śpiewającego łabędzia. To dla tych, którzy wierzą w to, że łabędzie pięknie śpiewają tuż przed śmiercią...

Muzeum ziemi wschowskiej, dział lapidarium

Muzeum Ziemi Wschowskiej – dział Lapidarium:
Poniedziałek – nieczynne dla zwiedzających
Wtorek – 9.00 – 16.00,
Środa – 10.00 – 18.00,
Czwartek – 9.00 – 16.00,
Piątek – 9.00 – 16.00
Sobota – nieczynne,
Niedziela – 13.00 – 17.00 (IV-IX), 12.00 – 16.00 (X-III),
Dni świąteczne – nieczynne.
W okresie jesienno-zimowym (X-III) przed wizytą muzealnicy proszą o wcześniejszy kontakt telefoniczny (65 540 16 40 lub 65 540 74 61).

Wschowskiemu muzeum udało się niedawno pozyskać prawdziwy skarb.
Mowa o dziele wschowskiego pastora Samuela Friedricha Lauterbacha „Fraustädtisches Zion”. Starodruk, wydany w Lipsku w 1711 r. w typografii Johanna Friedricha Gladitscha i Synów, pozostaje pierwszym w dziejach tak wyczerpującym opracowaniem poświęconym historii Wschowy i staromiejskiej parafii ewangelickiej (luterańskiej). Autor podzielił swoje opracowanie na trzy części, te z kolei na rozdziały, podrozdziały i paragrafy, w których opisał wydarzenia z lat 1500-1700 oraz dokonujące się wówczas procesy i zjawiska społeczne o charakterze konfesyjnym. Scharakteryzował instytucje kościelne we Wschowie i Przyczynie Górnej, sportretował kolejnych protestanckich duchownych odpowiedzialnych za rozwój i sytuację działających w Starej i Nowej Wschowie wspólnot wyznaniowych, nakreślił sytuację miasta w związku z kolejnymi klęskami elementarnymi oraz napięte stosunki między katolikami i ewangelikami, szczególnie na początku XVII w. Poza dwubarwną stroną tytułową, zdobnikami rozpoczynającymi poszczególne rozdziały, ornamentami typograficznymi i winietami, książkę uzupełniają dwa miedzioryty. Pierwszy, z portretem autora S.F. Lauterbacha, drugi, ukazujący konterfekt Andreasa Renfftela, administratora dóbr starościńskich, patrona i sponsora wydania...

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.