Dariusz Chajewski68 324 88 79dchajewski@gazetalubuska.pl

Kiedy Baryła był jeszcze Młodym

Obrona twierdziła po procesie, że Maciej B. padł ofiarą mediów, które uczyniły zeń znacznie groźniejszego niż był w rzeczywistości Fot. Archiwum Obrona twierdziła po procesie, że Maciej B. padł ofiarą mediów, które uczyniły zeń znacznie groźniejszego niż był w rzeczywistości
Dariusz Chajewski68 324 88 79dchajewski@gazetalubuska.pl

Maciej B. pojawił się ostatnio przy okazji śledztwa w sprawie zabójstwa poznańskiego dziennikarza. Tak, to "nasz" stary znajomy, Baryła, który został skazany za zabicie policjanta w Sulechowie.

Gdy w 2001 roku Maciej B., czyli Baryła usłyszał wyrok dożywocia za zabicie zielonogórskiego policjanta, wydawało się, że zniknie nam z oczu na dłuższy czas. Tymczasem wraca co kilka lat, i to z przytupem. Najpierw w roku 2011, gdy podczas całkiem innego śledztwa policjanci z Centralnego Biura Śledczego odnaleźli broń, z której zastrzelono w Sulechowie policjanta. Był to czeski, a raczej czechosłowacki pistolet CZ kaliber 9 mm z magazynkiem, zakonserwowany olejem, zawinięty w papiery i folię. Jednak prawdziwa bomba wybuchła, gdy okazało się, że Baryła jest jednym z kluczowych świadków w głośnej sprawie zamordowania poznańskiego dziennikarza. Jednak po kolei...

Dobrze zbudowany młodzian

Maciej B. nigdy nie był grzecznym dzieckiem. A przy tym barczysty, o wyglądzie osiłka, jak to się mówi, miał wygląd i warunki. Już jako nastolatek trenował kick-boxing i judo. Dzięki kontaktom z sal treningowych już jako 17-latek znalazł się w Elektromisie, w którego ochronie pracowali ludzie znający sztuki walki. Jak później mówił, już w tych czasach zszedł na złą drogę, wraz z kolegami ochroniarzami brał udział w wymuszeniach i zastraszaniu. Wówczas nosił pseudonim "Młody", później, gdy zaczął nabierać bardziej zdecydowanych kształtów, stał się "Baryłą". Jako ochroniarz pilnował także spokoju w markecie swojego wujka, pracował na dyskotekach... Szybko zaczął uchodzić za człowieka mafii wołomińskiej, brał udział w porachunkach gangsterów, gdzie zyskał ponurą sławę nieco szalonego i bezwzględnego. I już wtedy kilkakrotnie miano do niego strzelać.

Jako 21-latek napadł na poznańską mecenas. Gdy miarka się przebrała, trafił do celi pod zarzutem rozbojów, kradzieży i wymuszeń samochodów. Nie na długo, wystarczyła kaucja. Wychodzi i znika, podobno z dziewczyną podróżuje po Europie, a sąd w Poznaniu wysyła za Maciejem B. list gończy...
W Zielonej Górze pojawił się w 1998 roku. Nadal się niby ukrywał, ale jego obecność stawała się powoli głośna, mówiono o zaostrzeniu się kryminalnego klimatu w mieście. Później przeprowadza się do Sulechowa. Już wtedy wiele się mówi i pisze o tym, czym się zajmował w światku agencji towarzyskich, narkotyków, rywalizacji grup przestępczych. Najłatwiej powiedzieć, że straszono nim "niegrzecznych". Strzelał do kobiety z agencji towarzyskiej, podłożył bombę na jednym z zielonogórskim osiedli, niszcząc kilka samochodów...

Był szeryf w mieście

W tych samych kręgach obracał się sierż. Mariusz I. z Sulechowa. To był policjant jak z obrazka, wysportowany przystojniak z prestiżowego oddziału antyterrorystycznego. Jego życie towarzyskie toczyło się nieco na styku dwóch światów, tego policyjnego i przestępczego. Nie, nie sugerujemy, że brał udział w ciemnych interesach, ale trudnili się tym jego znajomi, tacy jeszcze z czasów piaskownicy. Podczas śledztwa pojawiał się zresztą ten wątek przy rozmaitych okazjach. Na przykład, gdy mówiono o samochodzie, którym jeździł. To było bmw, a tych kilkanaście lat temu autko było warte małą fortunę. W okolicy mówili o Mariuszu I. "szeryf" i to nie tylko za sprawą profesji. Miał talent do pacyfikowania rozmaitych sąsiedzkich awantur.

Późnym wieczorem 25 marca 1999 roku policjant bawił się w agencji towarzyskiej "Laguna". W towarzystwie zwanym nawet przez policjantów "szemranym". Ten znany w bliższej i dalszej okolicy lokal należał do Mariana D., czyli popularnego "Mańka", który także nie był wzorcowym biznesmenem w branży, powiedzmy, rozrywkowej. Co robił tutaj policjant? Może była to infiltracja przestępczego środowiska? A może to właściciel agencji chciał, aby trochę posiedział w niej "szeryf", bo to dobrze wpływało na atmosferę. Goście byli "mniej awanturujący się".
Była już noc, gdy policjant z kolegami wyszli z agencji. Wsiedli do bmw i odjechali...

To był spisek?

Według ustaleń prokuratury Maniek wraz z Baryłą ruszyli za nimi. Baryła kilka razy wystrzelił w kierunku auta policjanta. Jak zapewniał podczas procesu, nie trafił do celu. Bmw staranowało samochód Mańka. Potem kilka razu uderzyło w tył wozu szefa Laguny. Auta stanęły. Wtedy padł kolejny strzał. Tym razem kula wystrzelona przez Baryłę zabiła bezbronnego policjanta. Maciej B. do tego strzału nigdy się nie przyznał, twierdził, że to zemsta, spisek byłych wspólników.

Dlaczego zginął policjant? Przyjaciółka Baryły przed sądem mówiła o kilku tysiącach tabletek ekstazy, w których handel miał być zamieszany jej partner i jakiś policjant. Dziwaczna jest też biznesowo-towarzyska relacja między Baryłą i Mańkiem, co także wyszło podczas procesu. Tak czy inaczej Maciej B. zabija policjanta i znika. Prokuratura szuka go listami gończymi, nie tylko w naszej Gazecie jest nazywany najbardziej niebezpiecznym i poszukiwanym bandziorem w Polsce. Tymczasem on zaszywa się w wynajętym mieszkaniu w chorzowskim bloku. I pewnie nadal skutecznie unikałby kontaktu z wymiarem sprawiedliwości, gdyby nie "głupi" przypadek. W połowie maja domem, w którym mieszka, wstrząsa eksplozja. Strażacy ewakuują mieszkańców. W jednym znajdują ranną młodą kobietę i mężczyznę z poszarpanym brzuchem. To Baryła. Padł ofiarą bomby, którą podobno konstruował. Czy to był błąd pirotechniczny? On sam później mówi, że wysadził się, gdyż miał dość. Odniósł ciężkie obrażenia, lekarze uratowali mu życie.

Proces wyglądał okazale. Otoczony budynek sądu, wykrywacze metalu, policyjni antyterroryści. I pogłoski o próbie odbicia lub zabójstwa Baryły. Proces był pasjonujący, obfitował w zwroty akcji. W 2001 r. zapadł wyrok. Baryła usłyszał dożywocie. Może ubiegać się o wcześniejsze zwolnienie dopiero po odsiedzeniu 30 lat z zasądzonej kary. Maniek trafił za kratki na 25 lat. Starania o szybsze opuszczenie celi będzie mógł zacząć dopiero po spędzeniu w niej 20 lat. W uzasadnieniu sąd stwierdził, że tak niebezpiecznych ludzi trzeba odizolować na jak najdłużej. W 2003 r. sąd w Poznaniu skazał Macieja B. na pięć lat więzienia. To kara za wymuszenia. Wcześniej dostał jeszcze 1,5 roku. Tym razem za uchylanie się od płacenia alimentów.

Odbiło się czkawką

Teraz pojawił się w sprawie Aleksandra G., który już w zeszłym roku na pewien czas trafił do aresztu, ale potem został z niego zwolniony. Był to efekt postawy niektórych świadków, którzy zaczęli wycofywać zeznania. Jednym z nich był właśnie Maciej B., czyli Baryła. Jak donosili dziennikarze "Głosu Wielkopolskiego", najpierw przyznał, że brał udział w zastraszaniu i pobiciu dziennikarza, a Aleksander G. podżegał do zabójstwa. Potem jednak zmienił swoją postawę i miał to być efekt "ostrzeżenia", które dostał. Chodziło o list ze zdjęciem z początku lat 90. - Baryła odebrał to jako groźbę ze strony dawnych towarzyszy z Elektromisu. To właśnie jej ochroniarze mieli brać udział w porwaniu i zabiciu Ziętary. Baryła zgodził się porozmawiać z dziennikarzami, gdyż czuł się zagrożony.

Gdy zginął Ziętara, Baryła miał 20 lat. Do środowiska ochroniarzy Elektromisu wprowadził go, już jako siedemnastolatka, znajomy Dariusz L. Na początku rozmowy gangster powiedział, że "przeprasza za Jarka" i bardzo żałuje swojego udziału w sprawie Ziętary. Przyznał przy tym, że uczestniczył w jego zastraszeniu i pobiciu, wraz z innymi osiłkami z Elektromisu był w tym celu u dziennikarza w jego mieszkaniu. Zapewnił, że nie wiedział wtedy, że może on zostać później porwany i zamordowany, i że on sam nie uczestniczył w tej zbrodni. Baryła powiedział, że po tym, jak ujawniono, że jest on ważnym świadkiem w sprawie, otrzymał anonimowy list, który odebrał jako groźbę. To wydruk zdjęcia przedstawiającego młodego Macieja B. ćwiczącego na plaży. Twierdzi, że wykonano je latem 1991 roku w Cetniewie. Był wówczas w tamtejszym ośrodku sportowym wraz z kilkoma kolegami z Elektromisu. Tylko oni - według niego - mają fotografie z tamtego wyjazdu i jej przysłanie do więzienia ma być sygnałem, że ludzie z tamtego kręgu nim się obecnie interesują.

Przestępca twierdzi, że jest jednym z nielicznych związanych ze sprawą Ziętary ludzi, którzy jeszcze żyją. Pozostali - w tym Dariusz L., zginęli w jego zdaniem dziwnych wypadkach, a jednemu z nich, Romanowi K., "zrobiono" samobójstwo. Gangster oświadczył, że ostatnio wszystko przemyślał i podczas najbliższego przesłuchania w krakowskiej prokuraturze zamierza wycofać swoje zeznania obciążające aresztowanych... Powiedział, że zdaje sobie sprawę z tego, że może to uniemożliwić wyjaśnienie sprawy Ziętary, ale dla niego własne sprawy są ważniejsze.
- Ze względu na dobro śledztwa nie mogę potwierdzić, czy Maciej B. jest świadkiem w sprawie zabójstwa Jarosława Ziętary - powiedział dziennikarzom "Głosu Wielkopolskiego" prowadzący postępowanie Piotr Kosmaty. - Mogę jedynie zapewnić, że nasz materiał dowodowy opiera się na zeznaniach szeregu świadków, które wzajemnie się uzupełniają oraz innych dowodach - dodał prokurator. Odmówił także odpowiedzi na pytanie, czy osoby zeznające w sprawie zabicia dziennikarza są pod ochroną policji, czy też są szczególnie pilnowane w zakładach karnych .

Z kolei według "Gazety Wyborczej" Baryła jest głównym świadkiem krakowskiej prokuratury. To na podstawie jego zeznań postawiono Aleksandrowi G. zarzut podżegania do zabójstwa Ziętary. Maciej B. miał powiedzieć podczas przesłuchania, że był świadkiem tego, jak biznesmen w siedzibie Elektromisu domagał się od ochroniarzy, żeby skutecznie "uciszyli" dziennikarza, który interesował się jego nielegalnymi interesami. Według zeznań gangstera w porwanie i zabójstwo Jarosława Ziętary zamieszani byli Mirosław L. i Dariusz R., wieloletni osobisty ochroniarz twórcy Elektromisu, Mariusza Świtalskiego.

***
Aleksander G. stanie przed sądem za namawianie w 1992 roku do zabójstwa dziennikarza Jarosława Ziętary, który chciał napisać artykuł dotyczący jego nielegalnych interesów. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił na początku lipca do sądu.

Oferty pracy z Twojego regionu

Dariusz Chajewski68 324 88 79dchajewski@gazetalubuska.pl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.