Kiedyś listonosz był może bardziej poważany

Czytaj dalej
Artur Szymczak

Kiedyś listonosz był może bardziej poważany

Artur Szymczak

– Mój syn od ośmiu lat jest listonoszem, mój dziadek był listonoszem ponad 40 lat i mój wujek był listonoszem – mówi Marek Marciniak ze Strzelec Kraj.

Od 35 lat jest Pan listonoszem. Jak się pracowało kiedyś, a jak teraz? Lepiej, gorzej?
Kiedyś było lepiej może pod tym względem, że ludzie mieli więcej i dostatniej im się żyło. No i nam, listonoszom, też. Teraz ciężko jest z pracą i ludziom się nie przelewa...

Co dziś najczęściej listonosz dostarcza mieszkańcom?
Listonosz wszystko dostarcza, chociaż dużo informacji jest w komputerach i można np. kontrolować sobie przesyłki przez internet. Ale oferujemy też różnego rodzaju ubezpieczenia, np. samochodów, mieszkań, kredyty. Musimy być otwarci...

Listy czy pocztówki wysyła się jeszcze w czasach internetu i poczty elektronicznej?
Kiedyś więcej. Teraz jest in-ternet, są telefony i tak ludzie się kontaktują. Ale też ten internet nie wszystko rozwiązuje, bo mejlem wszystkiego się nie załatwi i potrzebne są dokumenty. No i starsi ludzie podtrzymują tradycję: trzymają się listów i pocztówek.

Jak kiedyś był postrzegany listonosz? Widzi Pan różnicę, coś i tutaj się zmieniło?
Myślę, że kiedyś listonosz był bardziej poważany. Kiedyś było też bezpieczniej. Z racji tego, że teraz ten świat jest tak rozwinięty, to często słyszy się o napadach... Można powiedzieć, że kiedyś był większy rygor i było spokojniej, choć nasza okolica jest spokojna. Jestem bardzo zżyty z ludźmi i dobrze mi się z nimi pracuje. A listonosz nie jest tylko po to, żeby dostarczyć przesyłkę. Czasami trzeba ludziom też pomóc, bo są np. osoby niepełno-sprawne. Jak trzeba, to listy wysyłam, opłaty robię, rachunek czy receptę załatwię. Listonosz musi być dla ludzi.

A o co Pana pytają? Bo przecież pogawędki z listonoszem to sama przyjemność...
Ludzie próbują zagadywać o politykę, ale ja nie wkręcam się w politykę, bo to jest drażliwy temat. Nie chcę być dla kogoś wrogiem.

Zdarzyły się w Pana karierze zawodowej jakieś nietypowe historie?
Pamiętam, jak kiedyś wszedłem do znajomego, żeby mu dostarczyć rentę. Wszedłem i zastałem taki widok, że pomyślałem: znajomy śpi pod łóżkiem. Złapałem go więc za nogę, a ona była... sztuczna. Pomyślałem, że mu nogę urwałem. Na szczęście znajomy po prostu spał w łóżku. W pierwszej chwili się wystraszyłem, ale później uśmiałem.

Kiedyś listonosz był może bardziej poważany
Artur Szymczak Marek Marciniak od 35 lat dostarcza mieszkańcom Strzelec Kraj. Listy i paczki, ale nie tylko. – Listonosz jest dla ludzi – powtarza.

No a jak radzi Pan sobie z psami na posesjach, bo – jak wiemy – różnie z tym bywa...
Gdy od szczeniaka pies zna listonosza, to nie ma problemu. Ale gdy wchodzi się tam, gdzie pies człowieka nie zna, to reakcja bywa różna. Czasami przywiozę kawałek kaszanki, kiełbasę czy kości. Muszę sobie radzić, bo jak inaczej. Rozmawiam z psem, a jeżeli nie dam rady, to z właścicielem.

Czy praca listonosza bywa niebezpieczna?
Raczej nie. Zaczepki jakieś tam miałem, ale poradziłem sobie z tym. Napadów jako takich nie było. Prędzej na drodze może coś się wydarzyć, bo kierowcy bywają nieuważni, a i wariaci się zdarzają.

Artur Szymczak

Sprawy i problemy ludzkie to "coś" co interesuje mnie najbardziej. Dlatego najczęściej taką tematykę poruszam w tym co opisuję.

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.