FLIG, ARO, KUBA

Kochane mamusie zawsze troszczą się o swoje pociechy

Wojciech Malajka wraz z mamą Anną byli gośćmi jednego z naszych bali sportowych. Bawili się wspaniale. Mama jest mocno związana z synem. Kibicuje mu Fot. Mariusz Kapała Wojciech Malajka wraz z mamą Anną byli gośćmi jednego z naszych bali sportowych. Bawili się wspaniale. Mama jest mocno związana z synem. Kibicuje mu i mocno przeżywa każdy jego występ
FLIG, ARO, KUBA

Kto zachęcił do przyjścia na trening? Kto był na każdym meczu i ściskał kciuki? Kto zbiera wycinki z gazet o występach? Oczywiście mama

Zapytaliśmy nasze Czytelniczki, o czym chciałyby przeczytać w dniu ich święta. Magdalena Ciszek ze Słubic przeczytałaby o tym, jaki udział w rozwoju kariery sportowców mają ich mamy. O trudzie, emocjach, czasem strachu, ale także dumie i radości.

Denerwuje się, gdy gra

Małgorzata Książkiewicz-Kubka, kiedyś zawodniczka zielonogórskiej Gwardii, brązowa medalistka olimpijska z Barcelony w strzelectwie, jest mamą młodej, bardzo utalentowanej tenisistki Martyny Kubki.

- Córkę tenisem zainteresował mąż - mówi. - Grał koło domu, zrobił kort, więc siłą rzeczy wciągnęła się w to Martyna. Najpierw podawała piłki, potem sama próbowała odbijać. Przyznam się, że początkowo nie wierzyłam, że będzie z tego coś większego. Jednak szybko zaczęła odnosić sukcesy w najmłodszych kategoriach i spoglądałam już na to inaczej. Jesteśmy sportową rodziną (ojciec Martyny to strzelec, olimpijczyk z Barcelony Jacek Kubka - dop. red.), więc dość mocno zaangażowaliśmy się rozwój jej kariery. Bardzo się denerwuję, kiedy Martyna startuje. Jeśli rozgrywa mecze na miejscu, jestem i jej kibicuję. Tak było w niedawnym finale Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Zielonej Górze. Jeśli gra gdzieś poza krajem, a to zdarza się coraz częściej, bardzo się denerwuję, a potem czekam na pier¬wszą wiadomość jak jej poszło. Właśnie teraz, kiedy rozmawiamy czekam na taki sygnał. Podobnie jest, kiedy ona gdzieś leci. Wie, że po wyjściu z samolotu ma wysłać do mamy sms, że jest, dojechała i wszystko OK. Jestem dumna z jej osiągnięć, trzymam kciuki i wierzę, że to dopiero początek - dodaje w rozmowie z nami Książkiewicz-Kubka.

Pęka z dumy, ale po walce

Kamila Przysiężniak z Dragon Gorzów od wielu lat trenuje kick boxing oraz taekwondo. Z sukcesami. Jest kilkukrotną mistrzynią kraju w tych dwóch dyscyplinach. Jeszcze większym osiągnięciem było mistrzostwo Europy w tym drugim olimpijskim sporcie. Os¬tatnio stanęła na drugim stopniu podium w Pucharze Świata w austriackim Inns¬bru¬cku w kick boxingu w kategorii kick light do 50 kg.

Jej mama Elżbieta, która dwa lata temu otrzymała najwięcej głosów w plebiscycie „GL” „Służba zdrowia na 6”, przyznaje, że cały czas obawia się o zdrowie córki. - Nadal odczuwam niepokój związany z jej występami. Wiem, że jest doskonała w tym wszystkim, co robi. Niemniej jednak to jest sport kontaktowy oraz bardzo niebezpieczny. Do tego kontuzjo¬gen¬ny. Nie da się przyzwyczaić do ciągłych urazów i złamań. To jest coś takiego, nad czym człowiek nie jest w stanie zapanować. Każda jej walka to są wielkie emocje - nie ukrywa pani Elżbieta. Przysiężniakowie pochodzą z gminy Bogdaniec.

Przysiężniak zwraca uwagę, że wielokrotnie prosiła Kamilę, by zaczęła robić w życiu coś innego, a nie się biła. - Aczkolwiek ona nie chciała się mnie słuchać. Sporty walki są jej pasją. Gdy Kamila była malutka, to mówiła: Mamo, jak będę duża, to będę bić się. Tak też się stało - oznajmia Przysiężniak.

Pani Elżbieta dodaje, że ma bardzo dobry kontakt z Kamilą. - Czasem są to relacje córka - starsza siostra, gdy rozmawiamy ze sobą na zasadach koleżeńskich. Do tego jest mama - młodsza siostra, wtedy kiedy ona udziela mi pewnych rad. Taka jest Kama! - uśmiecha się mama zawodniczki.

Przysiężniak przekonuje, że jest ze swojego dziecka bardzo dumna. - Kamila to jest moja fala szczęścia, choć często gęsto nie wiem, gdzie się podziewa moja córka. Ona wciąż mi powtarza: „Rzeczy zakazane są bardziej fascynujące. Niemożliwe jest możliwe”. Kiedy zdobyła złoty medal mistrzostw Europy w taekwondo, powiedziała: „Wszyscy mówili mi, że się nie uda, a przecież uda są dwa. Mi się udało!” - mówi „Gazecie Lubuskiej” pani Elżbieta.
Jak zapewnia, dziś z całą pewnością dostanie od Kamili jakiś prezent z okazji Dnia Mamy. - Zawsze był, jak nie w postaci upominku, to medalu. Właśnie któregoś roku Kamila zadedykowała mi swój krążek. Pękam z dumy, jak to sobie wspominam - zapewnia nas Przysiężniak.

Wsparcie, ale i obawa

Anna Malajka, mama utalentowanego unihokeisty Wojtka, byłego zawodnika Fenomenu Babimost, obecnie grającego w lidze czeskiej. - Od samego początku, od pierwszych treningów bardzo go wspierałam. Towarzyszyłam mu na każdym meczu. Teraz nawet jak o tym rozmawiamy kręci mi się w oku łezka. Mamy taki mały rytuał przed meczem: całusy, przytulenie, potem klaps w pupę i do dzieła – przyznaje pani Anna, która tłumaczyła, że duma jest ogromna, ale każdy mecz przeżywa.

- Nieraz widziałem już na własne oczy groźne upadki Wojtka. Takie wydarzenie ostatnimi czasy miało miejsce w lutym, w Nowym Tomyślu. Wówczas wszyscy zamarliśmy, ja szczególnie. Przez te chwile, do kiedy on się nie poruszył miałam najgorsze myśli. Czy coś mogło się wydarzyć? Koniec kariery?! Są więc obawy, mniejsze albo większe. Wojtek jest silny i nawet jak ma jakąś kontuzję, to zwykle szybko wraca do zdrowia - dodaje mama unihokeisty.

Sabina Orlik „torową mamą”

Podobny strach, co Elżbieta Przysiężniak, odczuwa też Sabina Orlik, mama Dominiki, która w barwach Automobilklubu Gorzowskiego ściga się w zawodach motocrossowych. - Bardzo się o nią boję, ale nie można jej zakazać startów. Motocross to jej cel życiowy, choć bardzo się o nią martwię. Kiedy ona jedzie, to mi włosy siwieją na głowie. Tą osobą, która na torze krzyczy najbardziej, jestem ja, bez względu na to, czy upadnie Dominika, czy ktoś inny. Bardzo to przeżywam - przyznaje nam pani Sabina.

Mamy sportowców często drżą o swoje pociechy. Jednak zawsze mocno im kibicują

Orlik dodaje, że przed każdym startem swojej córki prosi ją o to, by uważała na siebie. - Zawsze jej powtarzamy: jedź z głową, jedź ostrożnie. Kiedyś na jednych z pierwszych zawodów uszkodziła sobie kręgosłup, ale to zapomnieliśmy o tym i nie ma co sobie tego przypominać. Pozwalamy jej realizować swoją pasję. Pomagamy jej jak możemy. Jesteśmy z niej dumni - mówi „GL” mama zawodniczki.

Mieszkanka Międzyrzecza dodaje, że wiernymi kibicami Dominiki jest nie tylko ona, ale i cała jej rodzina. - Również babcie, które siedzą w internecie i na bieżąco sprawdzają czasy. A z nami jeździ także jego brat. Sama jestem na każdych zawodach. Ja bym w domu nie wytrzymała. Ja jestem bardziej spokojna na torze, bo przynajmniej wiem, co się dzieje. U nas każdy ma swoją działkę. Mąż motorami, a ja jestem od kuchni. Sama dbam o jedzenie. Przygotowuje w domu dla niej batoniki energetyczne - kończy pani Sabina. Dominika nazywa ją „torową mamą” i mówi, że zawsze w trakcie zawodów smaży pyszne naleśniki.

FLIG, ARO, KUBA

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.