Koszmar na S3. Zginął kierowca i pięciu pasażerów

Czytaj dalej
Fot. Piotr Jędzura
Piotr Jędzura

Koszmar na S3. Zginął kierowca i pięciu pasażerów

Piotr Jędzura

We wtorek, 29 marca na trasie S3 rozpędzony ford transit uderzył w tył ciężarówki stojącej na pasie awaryjnym. Nie było śladów hamowania. Na miejscu zginęło sześć osób. Prawdopodobnie jechały do pracy w Niemczech.

Jako jeden z pierwszych na miejsce tragedii przyjechał starszy brygadier Zygmunt Rogowski, szef strażaków ze Świebodzina. - O 7.42 dostaliśmy sygnał o wypadku. Po kilku minutach byliśmy przy obu autach. Widok przerażający - nie ukrywa. - Chcąc wydobyć pasażerów busa, musieliśmy rozcinać samochód. Niestety, kierowca i wszyscy pasażerowie nie żyli. Stwierdził to lekarz, który przybył kilka minut po nas. Niektóre ciała były wręcz sprasowane, bo silnik wpadł do środka.

Nie było kogo ratować

Na miejscu widok rzeczywiście wstrząsający. Z forda została sterta złomu, powyginanej i zmiażdżonej blachy. Dookoła leżą elementy auta, rozprute torby z ubraniami, wyrwane fotele. Siła uderzenia musiała być potworna. - Tam nie było kogo ratować. Oni wszyscy zginęli w chwili zderzenia z ciężarówką. Czegoś gorszego w życiu nie widziałem - kręci głową jeden ze świadków tragedii. Tuż po wypadku inni kierowcy zatrzymywali samochody, biegli w stronę wraku, ale niewiele mogli zrobić. - Z busa nie dobiegały żadne głosy. Nikt nie wołał pomocy. Była cisza - relacjonuje kolejny kierowca.

Widok przerażający. Niektóre ciała były wręcz sprasowane, bo silnik wpadł do środka

Podobnych rozmiarów dramatu nie pamiętają policjanci pracujący na miejscu wypadku. Zginęło sześć osób podróżujących busem, który wbił się w tył ciężarówki stojącej na pasie awaryjnym. Kierowca tira został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Zielonej Górze. Jego stan jest określany jako bardzo ciężki. W momencie uderzenia mężczyzna stał przed kabiną i prawdopodobnie uzupełniał płyn do spryskiwaczy. Klapa silnikowa jest podniesiona, kilka metrów dalej leży pojemnik z niebieskim płynem... Gdy rozpędzony ford z ogromną siłą wbił się w ciężarówkę, ta przesunęła się do przodu i staranowała kierowcę. Mężczyzna doznał bardzo poważnych urazów głowy.

Jechali do pracy

- Ustalamy, w jakich okolicznościach doszło do wypadku - informuje na miejscu tragedii Zbigniew Fąfera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze. Ze wstępnych ustaleń wynika, że kierowca ciężarówki z polskimi tablicami rejestracyjnymi zatrzymał się na pasie awaryjnym, nie zajmował pasa jezdni. Potwierdza to Grzegorz Jaroszewicz z Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie. Nie widać żadnych śladów hamowania busa. Niewykluczone, że jego kierowca zasnął. Ale mogło też dojść do jakiejś awarii... Na razie wszystko to tylko przypuszczenia.

Zmiażdżony ford transit ma niemieckie tablice rejestracyjne, ale podróżowali nim Polacy. Prawdopodobnie jechali do pracy w Niemczech po przerwie świątecznej spędzonej w swoich domach, w rodzinnym gronie. Dwie osoby mieszkały na Śląsku. Policjanci ustalają dokładne dane ofiar.

Dramat i ostrzeżenie

- To jest katastrofa w ruchu lądowym - stwierdza wojewoda Władysław Dajczak, który pojawia się na miejscu. - To, co tu się wydarzyło, jest potworne. I jest jakby przedłużeniem wielu tragicznych wypadków, do których doszło w czasie świąt. To ogromny dramat, a widok jest przerażający. Wydaje się, że to też ostrzeżenie, że jadąc, trzeba myśleć.
- Pamiętajmy, że każdy kierowca prowadząc samochód, bierze odpowiedzialność nie tylko za swoje życie, ale również za życie pasażerów - przypomina młodszy inspektor Jarosław Janiak, szef lubuskiej policji.

Dodajmy, że wczorajszy wypadek między Sulechowem a Świebodzinem wydarzył się niedaleko planowanego miejsca obsługi podróżnych w Kępsku. Jak usłyszeliśmy od Anny Jakubowskiej, rzeczniczki zielonogórskiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, ma ono powstać (po obu stronach trasy S3) na przełomie lat 2016 i 2017. W tym samym terminie podobne miejsca pojawią się nieopodal wsi Popowo między Świebodzinem a Międzyrzeczem, a także w pobliżu Marwic, tuż za Gorzowem w kierunku Szczecina. Dziś na lubuskim odcinku nie ma żadnego miejsca obsługi podróżnych, gdzie kierowcy mogliby się zatrzymać, odpocząć, rozprostować kości, skorzystać z toalety...

Autor: Piotr Jędzura

Jak doszło do tragedii pod Świebodzinem

W wypadku na S3 pomiędzy Sulechowem i Świebodzinem zginęło sześć osób.
Piotr Jędzura

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.