Ładujesz w firmie prywatny telefon? Możesz łamać prawo

Czytaj dalej
Fot. Pixabay
Tomasz Rusek

Ładujesz w firmie prywatny telefon? Możesz łamać prawo

Tomasz Rusek

Ładujesz telefon, przyniosłaś do pracy czajnik, by robić sobie w pokoju herbatę? Nawet nie wiesz, że możesz... łamać prawo!

Prąd w urzędzie, szpitalu czy na dworcu wcale nie jest niczyj. Należy po prostu do tego, kto opłaca za niego rachunek i administruje budynkiem.

Takie jest prawo

Niby to oczywiste, ale gdy w Świętokrzyskim Urzędzie Marszałkowskim kierownictwo zakazało grzania wody po pokojach i nakazało zwrot czajników, zrobił się rwetes na cały kraj. Bo jak to!? Nie można mieć czajnika w pracy?!
Tymczasem znany gorzowski prawnik Krzysztof Grzesiowski dziwi się temu... zdziwieniu.

Urząd Miasta w Gorzowie „przygląda się” wykorzystywaniu energii elektrycznej.

- Prąd przecież nie jest za darmo. Ten, kto za niego płaci, ma prawo określić, komu i do jakich celów go udostępnia. Najczęściej sprowadza się to do zastrzeżenia, że ładować i zasilać można urządzenia niezbędne do pracy, czyli służbowe. Takie ograniczenie ze strony pracodaawcy jest w pełni zgodne z prawem - zapewnia ten fachowiec od kodeksu cywilnego.

Ziarnko do ziarnka

Powody są oczywiste: jeden urzędnik, grzejący codziennie wodę w prywatnym czajniku, ładujący na dokładkę prywatnego tableta i komórkę, urzędu nie zrujnuje. Ale 400 urzędników już „robi koszty”. Jakie?

Roczny koszt ładowania nowoczesnego smartfona to około 3-4 zł. Ale miesięczne ładowanie laptopa może dojść do 8-10 zł. Czyli rocznie to kilkadziesiąt złotych. Grzanie wody w czajniku? Około 70 zł rocznie. Czyli jeden człowiek może w ten sposób dodać swojej firmie do rachunku prawie 200 zł. Przy kilkuset pracownikach robi się z tego konkretna sumka. A urzędy nie chcą marnotrawić pieniędzy.

W gorzowskim magistracie (500 zatrudnionych) usłyszeliśmy, że urząd zrobił bilans energetyczny i wyliczył, ile prądu urzędnikom potrzeba.

- Dlatego zapewniliśmy podstawowe urządzenia niezbędne do pracy. A prywatne urządzenia typu laptopy czy sprzęt AGD nie powinny być instalowane w biurach - mówi „GL” rzeczniczka Ewa Sadowska - Cieślak. Podkreśla jednocześnie, że w urzędzie są kąciki kuchenne, więc każdy może sobie przyrządzić ciepły napój i nie musi mieć swojego czajnika. Jednak na wszelki wypadek urząd „przygląda się racjonalnemu wykorzystaniu energii elektrycznej” przez pracowników.

Ładujesz w firmie prywatny telefon? Możesz łamać prawo
Tomasz Rusek Mec. Grzesiowski: - Zanim się podłączysz, sprawdź, czy wolno.

W Urzędzie Marszałkowskim w Zielonej Górze - gdzie pracują 702 osoby - jest formalny zakaz podłączania prywatnych komputerów. Reguluje to zarządzenie marszałka. Czajników z domu przynosić nie wolno, ale i nie trzeba - urząd je udostępnia. Ładowania telefonów - formalnie - nikt tam nie zabrania.

Z kolei w szpitalu przy ul. Dekerta zabronione jest przynoszenie własnych czajników. Zwłaszcza na oddziały. - Są tam jednak aneksy kuchenne, do których pacjenci mają dostęp. Znajdują się w nich m.in. lodówki i niezbędny sprzęt do przygotowania czy podgrzania posiłku - mówi Agnieszka Wiśniewska, która w lecznicy odpowiada za kontakty z mediami.

Po prostu poproś

Co zrobić, gdy musimy podłączyć prywatny sprzęt do czyjegoś gniazdka (na dworcu, w urzędzie czy w firmie)? - Poprosić o zgodę. W teorii samowolny pobór energii można uznać za kradzież - wyjaśnia nam K. Grzesiowski.

Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.