Jakub Pikulik

Lodołamacze chronią nas przed powodzią, ale bardzo trudno im pracować

Lodołamacze niemal co roku pracują na Odrze i Warcie, krusząc lód. Fot. Jakub Pikulik / archiwum Lodołamacze niemal co roku pracują na Odrze i Warcie, krusząc lód.
Jakub Pikulik

Choć w ostatnich latach zima nie dawała się nam we znaki, to przy dużych mrozach lubuskie rzeki mogą być bardzo groźne. Ratunkiem są lodołamacze, którym jednak coraz trudniej pracować. Powody? To przede wszystkim zbyt płytkie rzeki i za niskie mosty.

7 listopada zorganizowano w mieście konferencję, poświęconą bezpieczeństwu przeciwpowodziowym na Odrze. Jednym z tematów była budowa nowego mostu drogowego na Warcie w Kostrzynie (pisaliśmy o tym w „GL” z 8 listopada). Przede wszystkim poruszano jednak zabezpieczenia przeciwpowodziowego na Odrze. To rzeka, która szczególnie zimą potrafi być bardzo groźna.
- Dysponujemy siedmioma lodołamaczami, strona niemiecka ma ich sześć. Jesteśmy w gotowości do pracy od 1 grudnia do 15 marca. Każde lodołamanie zaczynamy od jeziora Dąbie w Szczecinie i kierujemy się w górę rzeki. Chodzi o to, żeby pokruszony lód miał gdzie spływać. To dlatego akcję lodołamania na Warcie zaczynamy zawszę dopiero po udrożnieniu Odry - tłumaczy Stefan Iwicki, kierownik polsko-niemieckiej akcji lodołamania. Ekspert podkreśla, że nie ma skuteczniejszej metody walki z lodem na rzekach, niż wystawienie przeciwko niemu jednostek o mocnych silnikach i wzmocnionych kadłubach. Lodołamacze radzą sobie z lodem sprawniej, niż saperzy, czy amfibie. Ale od kilku lat napotykają na duże utrudnienia.

W ciągu ostatnich 28 lat były tylko trzy zimy, gdy zimy były na tyle łagodne, że rzeka nie zamarzała i lodołamacze nie musiały wypływać z portu.

Utrudnieniem jest zbyt płytka rzeka. Lodołamacze potrzebują co najmniej 1,5 metra głębokości, najlepiej, gdyby rzeka miała dwa metry. Tymczasem Odra w wielu miejscach ma około metra, co uniemożliwia pracę jednostek. Co ciekawe, Odra jest rzeką, która może się pogłębiać samoczynnie. Pomyśleli o tym już Niemcy, którzy przed laty wybudowali na jej brzegach tzw. ostrogi. Kierują one nurt w taki sposób, że wypłukuje on osady i niesie w dół rzeki. Ale zbiegiem lat ostrogi zostały zaniedbane i zniszczone. Projekt modernizacji Odry zakłada m. in. remont 372 ostróg i budowę 26 nowych. Prace będą się odbywały od strony wody. Chodzi o ochronę środowiska.

Wówczas, gdy stan rzek jest wystarczająco wysoki, to pojawia się inne utrudnienie - zbyt niskie mosty. Jednym z nich jest most kolejowy na Odrze w Kostrzynie. Jego gruntowną przebudowę zaczną niebawem Niemcy. Powstanie też nowy most drogowy na Odrze, finansowany przez Polskę. Projekt czeka na akceptację strony niemieckiej. - Bywało, że załogi lodołamaczy musiały odkręcać maszty, barierki i co się tylko dało, aby przejść pod mostem. To bardzo utrudnia pracę - przyznaje S. Iwicki. Za niski jest też most na Warcie w Kostrzynie i właśnie dlatego przeprawa zostanie wybudowana od nowa. Początek prac już w przyszłym roku.
Całość inwestycji, obejmującej m. in. remont i budowę ostróg, budowę mostu na Warcie w Kostrzynie, przebudowę mostu kolejowego w Szczecinie, opiewa na zawrotną kwotę 4,7 mld zł. Projekt prowadzi Państwowe Gospodarstwo Wodne Wody Polskie. Inwestycje finansowane są m. in. z pieniędzy banku światowego, budżetu państwa i Unii Europejskiej.

Jakub Pikulik

Dziennikarz "Gazety Lubuskiej" od 2008 r. Prywatnie mieszkaniec Kostrzyna nad Odrą.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.