Dariusz Brożek

Medal zrobił na złość i wbrew władzom

Stefan Murawski Fot. Dariusz Brożek Dziś listy od Jimmy’ego Cartera i Zbigniewa Brzezińskiego Stefan Murawski przechowuje w albumie
Dariusz Brożek

Międzyrzecz. Donald Trump jest dziewiątym prezydentem USA odwiedzającym nasz kraj. Stefan Murawski, za sprawą jednej z tych wizyt , popadł w kłopoty...

Prawie 40 lat temu Stefan Murawski przekazał zaprojektowane przez siebie medale prezydentowi Jimmy’emu Carterowi i jego doradcy ds. bezpieczeństwa Zbigniewowi Brzezińskiemu. Miał przez to sporo kłopotów.

Mieszkający w Międzyrzeczu S. Murawski urodził się z sercem artysty i kolekcjonera. - I kawalarza - dodaje z uśmiechem.

Międzyrzeczanin od lat zbiera przedmioty sztuki użytkowej z lat 50. i 60. minionego wieku. Niekiedy sam przywraca im dawny blask. Maluje obrazy, robi szkice. Jest także ostatnim międzyrzeckim konwisarzem, czyli artystą projektującym ozdobne przedmioty z metalu. Jeszcze kilka lat temu projektował medale i pamiątkowe tablice. Ma na koncie kilkadziesiąt projektów okolicznościowych medali, które teraz są ozdobą prywatnych kolekcji. Dwa z nich w grudniu 1977 r. trafiły do Białego Domu. Jak do tego doszło?

Na złość i wbrew władzom

- Jesienią 1977 r. przeczytałem w jakiejś gazecie, że do Polski ma przyjechać prezydent Carter oraz jego doradca do spraw bezpieczeństwa narodowego Zbigniew Brzeziński. Postanowiłem zaprojektować okolicznościowy medal z tej okazji. Na złość i wbrew władzom - opowiada.

Artysta zaprojektował medal i zrobił jego model. W zaprzyjaźnionej hucie odlano kilka egzemplarzy. - To była bardzo krótka seria. W socjalistycznym państwie takie medale nie miały prawa pojawić się na rynku - wyjaśnia.

Awers medalu przedstawia profil prezydenta. Pod trzema gwiazdkami widnieje napis „James Earl Carter”, a po prawej stronie data „1977”. Na jego rewersie znajduje się stylizowana flaga USA oraz nazwiska trzech wybitnych Polaków, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w dziejach USA - „Brzeziński, Kościuszko, Puławski”

A co z przysłanymi z USA dolarami? Zniknęły z listów. Ciekawe, kto nimi się „zaopiekował”?

Autor nie miał najmniejszych szans na spotkanie i osobiste wręczenie medali prezydentowi i jego doradcy. Przekazał je za pośrednictwem konsulatu USA. Dowodem, że dotarły są dwa listy, które dostał w styczniu 1978 r. Oba nadane w Białym Domu i firmowane są prezydenckimi nadrukami. W pierwszym za medal dziękował prezydent, a w drugim jego doradca. Międzyrzeczanin przechowuje oba dokumenty w specjalnym albumie.

- Zdjęcie przywiozła mi osobiście pani konsul. Była zainteresowana listami, które wcześniej dostałem od prezydenta i jego doradcy. Zapytała, czy dostałem w nich pieniądze. Byłem zaskoczony, gdyż w listach ich nie było. Ani dolarów, ani złotówek, ani nawet rubli. Powiedziała mi wtedy, że w każdym był studolarowy banknot na pomoc dla opozycji - opowiada.

W 1977 r. dwieście dolarów amerykańskich po przeliczeniu na czarnorynkowy kurs stanowiło równowartość rocznych zarobków przeciętnego Kowalskiego. Co się stało z pieniędzmi, które S. Murawski miał ponoć dostać w listach? Albo „zaopiekowali” się nimi pracownicy cenzury, którzy kontrolowali przesyłki z wolnego świata, albo też skusiły funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa. - Po wizycie w konsulacie i późniejszym przyjeździe pani konsul rozpoczęły się moje problemy. Konsulat był pod obserwacją naszej Służby Bezpieczeństwa, z którą z pewnością współpracowała część polskiego personelu. Wiedzieli, po co tam byłem i szukali jakiegoś drugiego dna mojej wizyty - opowiada międzyrzeczanin.

U sąsiadów artysty zaczęli pojawiać się „smutni panowie”. Wypytywali ich o jego zwyczaje i słabości, szukali słabych punktów Murawskiego i ewentualnych powiązań z podziemiem.

- Nie miałem nic wspólnego z opozycją, ale zwerbowali jednego z moich znajomych, który donosił na mnie ile wlezie. Wiem, kto to jest, a on wie, że ja wiem - dodaje.

Dlaczego artysta nie zaprojektował medali okazji wizyt w Polsce następnych prezydentów USA? Chociażby dla Donalda Trumpa, który w minionym tygodniu gościł w Polsce.

- Zraziłem się do polityki i polityków. Żaden z nich nie zasługuje na takie wyróżnienie. Ani amerykański, ani tym bardziej polski - odpowiada.

Dziewięciu prezydentów

Polskę odwiedziło dziewięciu amerykańskich prezydentów. W 1959 r. gościliśmy ówczesnego wiceprezydenta Richarda Nixona. W lipcu 1975 r. w Warszawie i Krakowie przebywał Gerald Ford, natomiast od 29 do 31 grudnia 1977 r. nasz kraj odwiedził Jimmy Carter. To była jedna z jego pierwszych wizyt zagranicznych w roli prezydenta. Towarzyszył mu doradca ds. bezpieczeństwa Zbigniew Brzeziński.

Przełomem w stosunkach polsko-amerykańskich okazała się pierwsza wizyta Georga H.W. Busha, który przebywał w Polsce od 9 do 11 lipca 1989 r. Przemawiał na wspólnym posiedzeniu Sejmu i Senatu oraz spotkał się z przywódcą Solidarności Lechem Wałęsą. Ponownie przyleciał do Polski 5 lipca 1992 r. Dwa lata wcześniej - we wrześniu 1990 r. - wizytę w Polsce złożył były prezydent już Ronald Reagan.

Prezydent Bill Clinton dwa razy gościł w Polsce. Pierwszy raz przyjechał do nas 6 i 7 lipca 1994 r., a drugi 10 i 11 lipca 1997 r. Prezydent George W. Bush - syn 41. prezydenta USA George’a H.W. Busha - odwiedził nas trzy razy: 15 i 16 czerwca 2001 r., następnie 30 i 31 maja 2003 r. oraz ostatni raz 8 czerwca 2007 r. W latach 2011-2014 trzykrotnie odwiedził nasz kraj Barack Obama. Pierwsza z jego trzech wizyt Baracka odbyła się w dniach 27-28 maja 2011 roku w ramach jego tygodniowej podróży po Europie. Trzecia i ostatnia jego wizyta miała miejsce z okazji szczytu NATO w dniach 8-9 lipca 2016 roku.

Dariusz Brożek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.