Międzyrzecki Rejon Umocniony: O tym jak rzeka, jeziora i ląd służyły w armii III Rzeszy

Czytaj dalej
Fot. Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska
Dariusz Chajewski, Tomasz Czyżniewski

Międzyrzecki Rejon Umocniony: O tym jak rzeka, jeziora i ląd służyły w armii III Rzeszy

Dariusz Chajewski, Tomasz Czyżniewski

Międzyrzecki Rejon Umocniony kojarzymy zazwyczaj z bunkrami i labiryntem podziemnych korytarzy. Tymczasem to też konstrukcja wodna. Zanim wybraliśmy się na ten szlak przewertowaliśmy książkę Roberta Jurgi „Fortyfikacje III Rzeszy w rysunkach przestrzennych”. Dopiero dzięki tym rysunkom można później zrozumieć, co kryją tajemnicze betonowe konstrukcje. I docenić kunszt i przemyślność niemieckich inżynierów i hydrologów.

W rejs na odcinku Ołobok – Lubrza możemy wyruszyć dzięki firmie Martinez w Lubrzy (68 381 32 95). Turyści zostawiają swoje auta na parkingu przy stanicy wodnej w Lubrzy, następnie rankiem przewożeni są busem do miejscowości Ołobok, skąd startują tuż przy imponującej przedwojennej tamie spustowej. Kajakarze mają do pokonania około 15 km, co zabiera około sześciu godzin... Jest także dłuższa, ale i trudniejsza wersja „militarnego” szlaku prowadząca do Przetocznicy i dalej do Bródek.

W okolicy prawdziwych dzieł militarnej inżynierii...

Zanim jednak zamoczymy wiosła przespacerujmy się po okolicy. Przede wszystkim możemy stanąć na moście, a raczej na jednym z dwóch mostów. Tak, one także służyły wojsku. Ten bardziej znany to most rolkowy k602, tuż obok zobaczymy szlaban zamykający drogę w razie niebezpieczeństwa. Obiekty te zabezpieczał położony nieopodal na polanie w kierunku pn.-zach. panzerwerk 657. To obiekt jednokondygnacyjny, zbudowany w 1935 r., o powierzchni 150 mkw o odporności B (ściany grubości 1,5 m), wyposażony pierwotnie w półkopułę trzystrzelnicową 2P7 dla jednego karabinu maszynowego MG34 oraz sześciostrzelnicową kopułę 20P7 o stalowych ścianach grubości 35 cm i masie całkowitej sięgającej 75 t, dla dwóch MG34... To dla wielbicieli militariów. W obiekcie godny uwagi jest mechanizm zapadni w wartowni, poza tym obejrzeć można izbę dowódcy, izbę łączności, pokoje załogi, izbę opatrunkową, kuchnię, łazienkę i pomieszczenia gotowości bojowej. Zapas żywności wystarczał na kilkanaście dni. W najbliższej okolicy, w Ołoboku, znajdziemy dwa mosty K603a i K603b oraz chroniący całość Pz. W. 657, wraz z mniejszymi schronami...

Konstrukcje wodne w okolicy należą do tzw. „systemu 600”, który powstał poprzez uregulowanie rzeki Ołobok. Naturalne koryto tego wcześniej niezbyt imponującego cieku przekształcono w ciąg kanałów. To prawdziwe dzieła militarnej inżynierii. Rdzenie grobli zbudowane były z ław żelbetonowych, kryjących wbite głęboko ścianki Larsena, obłożone dodatkowo blokami granitowymi sprowadzanymi ze Skandynawii. Podstawowym zbiornikiem wodnym tego skomplikowanego systemu było jezioro Niesłysz, uzupełniane zespołem stawów wokół Ciborza. A kluczowym obiektem w przypadku konieczności stworzenia obszaru zalewowego stawała się zbudowana w 1935 r. na północ od Ołoboku tama spustowa 602. To właśnie u jej stóp startujemy. Jest to jeden z niewielu obiektów na MRU o odporności A, czyli budowli o ścianach grubości 3,5 m, czyli mógł wytrzymywać uderzenie w strop bomby lotniczej o masie 1.800 kg.

Dwóch ludzi było trzeba, aby stworzyć przeszkodę wodną uniemożliwiającą przemarsz wojsk

Obiekt maskowany był deskami jako stanica wodna (charakterystyczne otwory w ścianach). Poprzez otwarcie przepływu na tamie 602 obniżano poziom wody w jeziorze Niesłysz o 1,5 - 2 m, co pozwalało na uzyskanie dużej ilości wody w krótkim czasie. Uzyskanie zamierzonego efektu, czyli stworzenie obszarów zalewowych, poprzez zamykanie przepływu w kolejnych jazach aż po samą Odrę, miało trwać zaledwie 48 godzin... Wody Niesłysza pędziły w dół systemu zapór podzielonego na dwanaście odcinków, które zamykało 11 stopni wodnych, koniec tego skomplikowanego systemu stanowił jaz 619 położony na południowym krańcu Jeziora koło Bródek. System zalewowy zasilany był również z zespołu składającego się z Jeziora Cibórz i stawu o powierzchni prawie 38 ha położonych na północ od Przetocznicy... Ciekawostką jest to, że potrzeba było tylko dwóch ludzi, aby stworzyć przeszkodę wodną uniemożliwiającą przemarsz wojsk (informacje pochodzą z pracy Jerzego Sadowskiego „Fortyfikacje MRU w okolicy Skąpego”).

Większość budowli nad kanałem Ołoboku jest jednokondygnacyjna i rozległa. Nad Ołobokiem zbudowano osiem dużych panzerwerków i pięć mniejszych oraz sześć stanowisk bojowych. Do tego należy dodać sześć mostów zwodzonych, dziewięć jazów oraz dwa spiętrzenia w konstrukcji mostów, dwa w postaci ścianek szczelnych oraz tzw. mnicha, czyli przelew połączony z przepustem w zakończeniu jednego z kanałów fortecznych.

Ale wracamy do spływu. Po pokonaniu części jeziora Niesłysz wpływamy do kanału Niesulickiego (według projektantów MRU był to kanał 701), który prowadzi nas do grobli w miejscowości Mostki. Tutaj możemy zrobić sobie przerwę i na końcu wsi skręcić w prawo na brukowaną drogę. Tak trafimy do kolejnej atrakcji, grupy bojowej Lietzman składającej się z czterech bunkrów rozrzuconych w promieniu kilku kilometrów. Możemy poczuć się nieco zawiedzeni widząc to rumowisko, ale od czego wyobraźnia.

Z Mostek uczestnicy spływu przewożeni są pod Nową Wioskę, gdzie mają okazję obejrzeć kolejną perełkę architektury militarno-hydrotechnicznej – most rolkowy, czyli budowlę forteczną nr K 705 na Kanale Niesulickim w Nowej Wiosce. Zbudowany został przez Niemców w latach 1936. W tym samym czasie został wykopany kanał nr 706 biegnący do jeziora Goszcza koło Lubrzy i do miejscowości Mostki. W razie zagrożenia specjalny mechanizm umożliwiał przesunięcie, a następnie podniesienie mostu zamykając drogę w kierunku zachodnim. Most broniony był przez znajdujące się w pobliżu dwa betonowe stanowiska ogniowe wyposażone w karabin maszynowy oraz armatę przeciwpancerną. Następnie przez jezioro Goszcza oraz kilkusetmetrowy odcinek kanału kajakarze docierają z powrotem do stanicy wodnej, gdzie kończą spływ.

Koniec atrakcji? O nie. Jeśli chcemy wyrobić sobie staranniej opinię na temat Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego koniecznie powinniśmy odwiedzić Pętlę Boryszyńską, od której z Lubrzy dzieli nas raptem kilka kilometrów...

Szlakiem umocnień Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego

Bunkry, mosty i nietoperze

Tir sunie jeden za drugim. Drewniany most w Przetocznicy dudni niesamowicie i drży pod nogami. Czyżby zabrakło pieniędzy na zmianę nawierzchni? Nie. To fragment przedwojennych fortyfikacji. Dzieło sztuki militarnej, przez które nie miał prawa przedrzeć się żaden czołg.

I to nie dlatego, że drewniana nawierzchnia załamałaby się pod jego ciężarem. Wbrew pozorom konstrukcja jest bardzo solidna. To XX-wieczne wydanie znanego od tysiącleci rozwiązania – mostu zwodzonego.

[i]Bunkier NR 598 to jedyna w Europie cała tego typu kopuła pancerna. Od lewej Robert Jurga i Tomasz Czyżniewski.[/i]

Jednak nigdzie nie widać łańcuchów, wież lub bramy, do której można byłoby podnieść przejazd. - I nigdy czegoś takiego tutaj nie było – śmieje się Robert Jurga, architekt, rysownik i znawca fortyfikacji. Razem z nim będę oprowadzał Państwa po przedwojennych umocnieniach Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego. Mamy do pokonania ok. 100 kilometrów od Odry do skrzyżowania szos za Skwierzyną. A do pokazania mamy wiele ciekawszych i mało znanych miejsc. Ja je opiszę, a Robert będzie rysował, to czego nie można zobaczyć.

Wspaniały most rolkowy

Jeżeli myślicie, że w MRU ciekawe są tylko bunkry i podziemne korytarze w okolicach Boryszyna i Kaławy, to grubo się mylicie. Sami sprawdźcie. Oto pierwsze cudo - chowany most rolkowy.

Zdobycie Międzyrzecza w 1945 r.

Trasa jest łatwa i przyjemna. Trzeba tylko zabrać z sobą: latarki, kalosze (jak najwyższe), sporo jedzenia i picia (bo jeździmy bocznymi drogami lub bezdrożami) i najlepiej mieć samochód o wysokim zawieszeniu. I najważniejsze - pamiętajcie o zdrowym rozsądku - nie pchajcie się w każdą dziurę! Wędrówka po MRU wymaga zachowania ostrożności.
Startujemy!

IDZIEMY WZDŁUŻ KANAŁU

MRU nie warto oglądać z okien samochodu. Ruszamy na spacer po lesie (w sumie ok. kilometra). Przechodzimy na drugą stronę mostu, skręcamy w lewo i idziemy ścieżką wzdłuż kanału. Po kilkuset metrach natrafiamy na ślady działalności bobrów. Widać ostry jak pal kikut drzewa ściętego przez zwierzaki i tuż obok kolejne drzewo w połowie przegryzione.



My idziemy dalej. Mijamy niewielki schron typu Tobruk dla dwóch żołnierzy i docieramy do bunkra nr 589 wybudowanego w latach 1938/39. Nie dostrzeżemy go ze ścieżki. Musimy patrzeć na drugi brzeg. Jeżeli skończy się tam las i rozpocznie łąka to znak, że musimy skręcić w lewo. 100 metrów od kanały znajdziemy wysadzony bunkier. UWAGA jest bardzo niebezpieczny gdyż nie jest zabezpieczony, teren jest popękany i wystają z trawy stalowe pręty. Za to wspaniale widać przekroje pociętych i wysadzonych po wojnie kopuł pancernych. Szkoda, że je ktoś zdemolował. Pomyśleć, że stalowa kopuła 20P7 ważyła aż 56 ton. Załoga liczył ok. 40-60 żołnierzy.

Idąc dalej wzdłuż kanału dotrzemy do zapory nr 619. My jednak wracamy do samochodu.

Ekipa jest już gotowa: ja - czyli piszący ten tekst Tomasz Czyżniewski, nasz ekspert Robert Jurga, który rysuje oglądane obiekty i fotoreporter Krzysztof Kubasiewicz. Z redakcji w Zielonej Górze jedziemy na most w Bródkach. Wybieramy drogę przez Pomorsko. Przez Odrę musimy przepłynąć promem (17 km od pl. Bohaterów). Na nim zerujemy licznik (0 km). Jedziemy do skrzyżowania z drogą nr 278 i skręcamy w lewo. Musimy jeszcze przejechać 7,2 km. Kilometr za wsią Bródki natrafimy na most. Tuż przed nim, po prawej stronie jest dużo miejsca do zaparkowania samochodu (8,3 km trasy). Stąd mamy 18 km do Sulechowa i 23 km do Krosna.

MOST PRZEJEZDNY
1 - kanał z wodą, 2 - ruchoma część mostu, 3 - otwarty szlaban przeciwpancerny, 4 - otwory na zapory przeciwczołogowe.

MOST GOTOWY DO ODPARCIA ATAKU
1 - kanał z wodą, 2 - schowana pod szosę ruchoma część mostu, 3 - zamknięty szlaban przeciwpancerny, 4 - w otworach na zapory przeciwczołgowe włożone są stalowe belki, 5 - potężny hamulec hydrauliczny zamontowano w podziemiach, w których chowa się most.

Chowany most

- Tu zaczyna się Front Umocniony Łuku Odry i Warty potocznie nazywany MRU - Robert tupie nogą w deski pokrywające przeprawę. - Takich mostów przesuwnych, zwanych też rolkowymi, Niemcy zbudowali osiem. Wszystkie przetrwały do dzisiaj i po wszystkich można przejechać.

Most w Bródkach ma około 20 metrów długości i waży kilkadziesiąt ton. Mógł go schować jeden żołnierz.

[b]Legenda:[/b] [b]1[/b] - most w Bródkach [b]2[/b] - bunkier 589 [b]3[/b] - bunkier 598 [b]4[/b] - most w Przetocznicy

- Przy pomocy odpowiedniej dźwigni usuwał bolec blokujący koła podtrzymujące konstrukcję i most pod własnym ciężarem najpierw się przechylał i za chwilę wjeżdżał do komory pod drogą. W mniejszych mostach dodatkowo stosowano przeciwwagę Robert szybko szkicuje. Później w domu, specjalnie dla „GL” narysuje dokładny schemat, który publikujemy obok.
- A ja już oczyma wyobraźni widzę jak stalowy kolos ze świstem znika pod ziemią i kilkadziesiąt ton wali w ścianę. Łup. I... wszystko się rozleciało. To była piękna katastrofa.
- To nie jest most jednorazowego użytku - śmieje się Robert. - Konstrukcję hamowała lina wyciągowa, umieszczony pod ziemią gigantyczny hamulec hydrauliczny i dwa wielkie bufory.

Wierzę mu na słowo. Maszerujemy dalej. Możemy pójść wzdłuż kanału (patrz ramka obok) lub jechać dalej.

Leśna przeprawa

Ruszamy w kierunku Krosna Odrzańskiego. Nie rozpędzajcie się, bo mamy do pokonania jedynie 200 metrów. Dojeżdżamy do leśnej, utwardzonej drogi po prawej stronie. Na kamieniu drogowskaz na Przetocznicę. UWAGA! Zwróćcie uwagę na tablice stawiane przez leśników i ewentualny zakaz wjazdu do lasu. Rowerzyści zawsze mogą tędy przejechać. Oczywiście możemy pojechać szosą w kierunku Krosna i po 10 km skręcić w drogę nr 276.

SŁOWNICZEK MILITARNY:
Hindenburg - popularna nazwa małego schronu bojowego, budowanego w latach 1935-1936 na linii Niesłysz - Obra. Charakterystyczne dla tego schronu jest wykonanie dolnej kondygnacji (socjalnej) z cegły, górnej - bojowej z żelbetu. Uzbrojenie to karabin maszynowy z płytą pancerną 10P7 (100 mm grubości) i wytaczane na stanowisko polowe działo ppanc. kal 37 mm.

My wybraliśmy leśny trakt. Jedziemy cały czas prosto. Po 4,1 km trzeba stanąć na skrzyżowaniu dróg gruntowych (12,4 km trasy). Po lewej słupek działów leśnych nr 178/177 po prawej duże, ogrodzone mrowisko. Tu możemy zrobić kolejny przystanek. Idziemy w prawo wzdłuż lasu przetykanego brzozami (tu niezbędna jest dobra mapa). Cały czas prosto, przez prawie kilometr. Dochodzimy do kanału taktycznego. W lewo możemy skręcić do tamy nr 617, w prawo do broniącego ją bunkra nr 598. Potężna konstrukcja - uzbrojony w cztery ciężkie karabiny maszynowe i granatnik maszynowy.

[i][b]UWAGA![/b] Patrzcie pod nogi. W wielu miejscach wystają metalowe elementy konstrukcji.[/i]

Zachowała się w nim wspaniała kopuła pancerna typu 2P7. Jedyna cała w Europie. Bardzo fotogeniczna. UWAGA na wystające z ziemi stalowe pręty!

Wchodzimy do środka. - Kiedy w 1991 r. badaliśmy ten bunkier z Holendrami odkryliśmy, że wszędzie leżą kości żołnierzy. Zebraliśmy ok. 40 worków szczątków. Nikt nie był nimi zainteresowany, to pochowaliśmy je pod tamtymi drzewami - Robert pokazuje kilka sosen.

- Czyli zginęła całą załoga bunkra. Jak to się stało? - pytam.
- Prawdopodobnie bunkier został ostrzelany przez artylerię, bo jest popękany. Następnie obrzucono go gazami bojowymi, które przez szczeliny dostały się do środka - słyszę wytłumaczenie. - Później nikt się numerem 598 nie interesował.
Jeszcze dziś można tu znaleźć resztki ludzkich kości. Brr. Wracamy. W kierunku mrowiska. Jedziemy do szosy, na której skręcamy w prawo do mostu w Przetocznicy. To kolejny most rolkowy ze szlabanem przeciwpancernym. Wejście zamknięte na kłódkę. (15,1 km trasy).

- Jedziemy na młynarza, on ma klucz - proponuje Robert. Ruszamy zalesioną szosą. To na niej 22 stycznia 1986 r. zginął ks. biskup Wilhelm Pluta. Jechał na spotkanie w Gubinie. Nagle drogę zajechała mu syrenka. Biskupi opel wylądował na drzewie. Purpurat nie przeżył wypadku. Ocalał kierowca i drugi pasażer.

[i][b]DRUGIE PIĘTRO[/b] Krzysztof Marchlewski pokazuje pokaźne urządzenie. Tutaj dochodzi większość pasów transmisyjnych napędzanych przez koła w piwnicy.[/i]

My jedziemy powoli. Szukamy drogi do młyna. Po 1,2 km skręcamy w lewo na brukowaną, leśną dróżkę. Niedaleko skrętu stoi tablica z napisem Przetocznica. Jeszcze 300 metrów i zatrzymujemy się przed sporym, dwupiętrowym budynkiem (16,3 km trasy). To poszukiwany młyn. Ujadają na nas psy. To dobrze, bo nie musimy szukać dzwonka do drzwi. Za chwilę pojawia się gospodarz. Chwilę czekamy.

Młyn pod nietoperzem

W wędrówkach po MRU miałem dwa marzenia: * schować most rolkowy * zjechać młynarską windą. Pierwsze marzenie chyba łatwo zrozumieć. Jednak, jaką atrakcją może być jeżdżenie windą? Bo to niezwykła winda.

- Idź sobie do najbliższego wieżowca. Wcale nie musisz jeździć po zakamarkach MRU, żeby skorzystać z windy - kpi Robert.
- Śmiej się śmiej, a przecież to ty przed laty mi ją pokazałeś - odcinam się.

Właśnie podchodzi do nas Krzysztof Marchlewski, właściciel młyna. Idziemy z nim na tyły budynku. Zadbany trawnik, kwiaty i dwa kanały z wodą. Na chwilę przysiadamy pod drzewem. - Tuż obok mieszkał kiedyś właściciel młyna Walter Ruder - pokazuje na trawnik nasz gospodarz. - Dom był wysokości młyna i miał tarasy nad wodą. Po wojnie został rozebrany. Przed wojną w młynie pracowało ok. 60 osób.

- To nie jest stary młyn? - pytam.
- Został wybudowany w 1911 r., jednak dokumenty z 1680 r. mówią, że już wtedy w tym miejscu mielono zboże. Tylko budynki i urządzenia co pewien czas wymieniano - tłumaczy Marchlewski. On sam jest mocno związany z tym miejscem. Tu spędził w młodości kilkanaście lat życia. Tu od 1954 r. pracował jego ojciec. Młody Marchlewski najpierw tu mieszkał, a później będąc zawodowym wojskowym regularnie przyjeżdżał pomagać ojcu. - I nie mogłem tego miejsca zostawić. Tu się o wiele lepiej mieszka niż w Zielonej Górze, w której spędziłem wiele lat - tłumaczy. - Kiedy pojawiła się okazja, kupiłem budynek. To był rok 1996. I zostałem młynarzem. Do 1999 r. Później mielenie zboża przestało się opłacać. Później jeszcze przez cztery lata była tu elektrownia.

Młyn i elektrownia

Wchodzimy do środka. Czyściutko. Wszystkie maszyny gotowe do ruchu. Tylko ta cisza… Kiedy byłem tu kilka lat temu, słychać było szum turbiny, do której podłączone były generatory prądu. Bo młyn w Przetocznicy to również niewielka elektrownia. - I będę go znowu produkował - zapewnia pan Krzysztof. - Właśnie szykuję wszystkie dokumenty i uzgodnienia.
Stoimy w niewielkim pomieszczeniu nad kanałem. To serce młyno-elektrowni. Pod nami turbina. Tylko jej koło waży kilka ton. Stoi. Nie napędza generatorów. Nie ma podłączonych do niej przekładni pasowych, przez które napęd jest przenoszony na wszystkie urządzenia w budynku. To straszne - nie pojeżdżę sobie windą. Przed laty nie miałem na to czasu, a teraz nie ma takiej możliwości. Fotoreporter Krzysztof Kubasiewicz czujnie na mnie spogląda, a Robert śmiej się mrucząc pod nosem: - A ten znów o tej windzie.

SŁOWNICZEK MILITARNY
Grupa warowna - to zespół schronów bojowych przystosowanych do obrony okrężnej, dodatkowo połączony chodnikami podziemnymi.
Wikipedia [i]Schemat centralnego odcinka Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego[/i]

Tymczasem nasz młynarz zaczyna kręcić tajemniczym kołem. Słychać szum. Przez przepustnicę na turbinę dostaje się woda. Wielkie koło powoli zaczyna się kręcić. I szybciej, i coraz szybciej… A my obserwujemy automat z lat 30. XX wieku, który steruje ilością obrotów. Raz dodaje wody, raz ogranicza jej przepływ. Coś niesamowitego. Z powodzeniem zastępuje współczesne sterowanie komputerem.

Wycieczka po piętrach

Zaczynamy wędrówkę po młynie.
- A gdybym przywiózł do pana szkolną wycieczkę i chciał pokazać, jak działa ten młyn, to ile czasu potrzeba na uruchomienie wszystkich nieczynnych mechanizmów? - pytam naszego gospodarza.
- Przepisy mi tego zabraniają. Ze względów bezpieczeństwa turyści nie mogą obserwować pracującej maszyny.
- Ale gdyby mogli? - nie daję za wygraną.
- Pół godziny i wszystko chodzi. Tylko zboża trzeba do mielenia. 15 ton na dobę.

Zboża jednak nie ma, a młyn stoi. Dzięki temu bez problemów możemy podziwiać to swoiste muzeum techniki. Dziesiątki maszyn idealnie zakonserwowanych. I wszędzie czyściutko. Porządek większy niż na moim biurku. Tylko w jednym miejscu widać niewielki bałagan. Robert czujnie przygląda się podłodze. - To odchody nietoperzy - stwierdza.

- Zgadza się - przytakuje Marchlewski. - Mieszkają w ścianie od lat. Być może jest to nawet kolonia rozrodcza. Specjaliści z uniwersytetu robili badania, ale nie znam ich wyników.

W województwie lubuskim jest tylko kilka kolonii rozrodczych nietoperzy. To wielka rzadkość, bo te nocne ssaki głównie u nas zimują, a rozmnażają się gdzie indziej. Jesteśmy na drugim piętrze i trzeba wracać. Z utęsknieniem patrzę na windę. To niewielka drewniana platforma w klatce z siatki. Nie pojadę nią, bo młyn stoi. A windę napędza koło wodne. Z piwnicy przez skomplikowany system kół i pasów transmisyjnych. Jak w „Ziemi obiecanej”. Gdy podniesiemy odpowiednią dźwignię, naciąga ona pracujące pasy transmisyjne. Te oplatają koło napędowe windy, która rusza do góry. Gdy zwolnimy nacisk, luźne pasy zaczynają się ślizgać i winda staje. A jak zjeżdża w dół? Dźwignię trzeba nacisnąć jeszcze inaczej. To trzeba zobaczyć.

[i][b]STEROWNIA[/b] Krzysztof Marchlewski wyjaśnia jak funkcjonuje turbina wodna[/i]

- Czy mogę zaprosić do młyna Czytelników „GL”? - pytam naszego przewodnika.
- Osobom naprawdę zainteresowanym zawsze pokażę młyn. Najlepiej wcześniej zadzwonić i umówić się - deklaruje Marchlewski. Czyli drodzy Czytelnicy macie kolejny punkt do odwiedzenia na naszej trasie. Zwłaszcza, że to też fragment umocnień MRU. Bowiem 150 metrów za młynem znajduje się tama nr 614. Jedyna w pełni sprawna w całym systemie. A za nią spore jezioro.
- Kiedy podczas odłowów ryb spuszczamy wodę to na dnie widać jeszcze korzenie drzew, które kiedyś porastały brzegi kanału. Przed przebudową był to niewielki strumyk - mówi Marchlewski. Teraz jezioro ma 300 m szerokości. A może więcej.
Ruszamy dalej. Wjeżdżamy na szosę i jedziemy w lewo.
- Zapomnieliśmy o kluczach - lekko hamuję samochód.
- Jedź. Dalej spotkamy kolejne mosty. Wejdziemy pod spód - macha ręką Robert.
Jutro opowiemy wam jak Niemcy budowali kanały i jak je bronili i maskowali. I po co potrzeba im było tyle tam. Ruszamy w stronę Skąpego i Ciborza. Klucze nie są nam potrzebne, bo już nie wrócimy do mostu Przetocznicy. Podobne są przed nami.

Wodna trasa

Jedziemy przez Skąpe (na skrzyżowaniu w lewo – 20,2 km), mały most rolkowy nr 611 do rozwidlenia dróg w kierunku Ciborza i Rokitnicy (21,9 km). Tu możemy przystanąć i leśną drogą po 200 m dojść do bunkra nr 625, który bronił mostu. Jedziemy w lewo do Ciborza (23,9 km). Dziś mieści się tutaj szpital psychiatryczny. Przed wojną były tu wielkie koszary na kilka tysięcy ludzi. Od 1945 r. prawie nic się tutaj nie zmieniło. Ochronne barwy budynków i dachówek przyciągają wzrok.

Wracamy do skrzyżowania i jedziemy do Rokitnicy, gdzie na skrzyżowaniu (32,1 km) skręcamy w prawo do Ołoboku. Przed samą wsią skręcamy w prawo w brukowaną drogę (36,6 km). Jedziemy lub idziemy ok. 300 metrów. Po lewej widzimy tamę. To bardzo piękne miejsce ze wspaniałym widokiem na kanał taktyczny. Wymarzone miejsce dla kajakarzy.

Siadamy sobie na skraju tamy. – Niestety po wojnie urządzenia obsługujące ją okazały się za skomplikowane dla przesiedleńców. W dodatku część wyposażenia rozkradziono na złom – Robert tłumaczy dlaczego piękna tama w zasadzie jest mało użyteczną kupą betonu. Żeby ułatwić przepływ wody zrobiono tzw. przekopy, czyli kanały obchodzące tamy i woda popłynęła bokiem. A część starych kanałów zarosła.

- Chodziło o to, by wodę spiętrzyć przed tamą tworząc szerokie kanały i rozlewiska. W ten sposób powstawały przeszkody trudne do przebycia – tłumaczy nasz ekspert. – Wszystkie urządzenie hydrotechniczne miały cały czas utrzymać stały, wysoki poziom wody.

Wracamy na szosą i jedziemy do Ołoboku. Mijając po drodze dwa kolejne mosty rolkowe dojeżdżamy do rozjazdu (38,6 km). W lewo mamy 2 km do centrum Niesulic. My wybieramy drogę w prawo i dojeżdżamy do kolejnego mostu rolkowego (39,3 km).

Nas jednak bardziej interesuje wielka betonowa bryła.

Nie do obrony

- Jak ten bunkier bronił mostu? Przecież nie ma w nim żadnych otworów strzelniczych – zastanawiam się spoglądając na kolosa. – Most zabezpieczały bunkry w pobliskim lesie. Ich resztki jeszcze się zachowały – tłumaczy Robert i coś rysuje w swoim szkicowniku. – A z naszego giganta nikt nie strzelał, bo nie było w nim otworów na karabiny maszynowe. On tylko chronił śluzę.

[i]Żeby zamaskować Wodny Zamek Niemcy obłożyli go deskami – udawał stodołę[/i]

Mosty i bariery

Ruszamy dalej. Na Wilkowo, gdzie włączamy się do drogi Poznań – Świecko (45,2 km). Możemy skręcić w lewo na Mostki (wariant tej trasy opisuję obok) co przy tym ruchu jest prawie niemożliwe lub ruszyć w prawo. Wybieramy drugi wariant. Ruszamy powoli i po 600 m. (45,8 km) koło słupa ogłoszeniowego z czerwonym daszkiem skręcamy w lewo, w boczną brukowaną drogę. Jedziemy na Lubrzę.

[i]W dno kanałów taktycznych wbite były przeszkody utrudniające przeprawę[/i]

W tej miejscowości na pierwszym skrzyżowaniu skręcamy w lewo (51,6 km). Jedziemy do Nowej Wioski gdzie na skrzyżowaniu (52,7 km) skręcamy w prawo i po 100 m dojeżdżamy do małego mostu rolkowego. Ten obiekt powinien być wyremontowany i uruchomiony. Co pewien czas zamykany nie powodowałby wielkich utrudnień w ruchu na bocznej drodze. A jesteśmy już blisko Pętli Boruszyńskiej, Lubrza jest miejscowością wypoczynkową i przyjeżdża tutaj trochę turystów. Niedaleko są też: Łagów, Niesulice i Przełazy.

[i][b]SZLABAN PRZECIWPANCERNY[/b] Mosty zabezpieczały specjalne szlabany ze stalową liną w środku. Dyby nie do wyłamania[/i]

W podziemnej maszynowni mostu jest stosunkowo niewiele wody. Zakładam kalosze i wchodzę do środka UWAGA dokładnie patrzcie pod nogi i uważajcie na głowy. Muszę iść po kamieniach i fragmentach urządzeń. Warto, bo można zobaczyć most od spodu i maszynownię. Oczywiście, jeżeli ma się latarkę. Jak działa taki most pokazałem na str. …... Możemy wracać do Lubrzy i na skrzyżowaniu jedziemy w lewo (52,8 km). Tylko nie rozpędzajcie się za bardzo. Na samym końcu miejscowości musimy skręcić w lewo. Do prywatnego bunkra… (54,0 km).

[i][b]ZATRZASK SZLABANU[/b] Po uruchomieniu szlaban zagradzał drogą w kilka sekund, blokując się w specjalnym zatrzasku[/i]
JEDZIEMY NA MOSTKI
Wariant drugi naszej trasy. W Wilkowie skręcamy na Świecko (jeżeli uda się wam wedrzeć pomiędzy jadące tiry). Po przejechaniu 5 km na końcu wsi Mostki skręcamy w prawo na brukowaną drogę i po 200 metrach znowu w prawo. Musimy przejechać pod linią kolejową Warszawa – Berlin. I dalej prosto polną drogą ok. kilometra. Jesteśmy w grupie bojowej Lietzman składającej się z czterech bunkrów rozrzuconych w promieniu kilku kilometrów. Miały bronić drogi na Berlin. My docieramy do bunkra 677. Bardzo dobrze utrzymany i czysty. UWAGA patrzcie pod nogi i nie puszczajcie dzieci samopas. W wysokich trawach prawie nie widać głębokiego na kilka metrów wyjścia ewakuacyjnego. Nie jest zabezpieczone, podobnie jak wycięta kopuła. Tu ciekawostka. Ponieważ okazała się za słaba na rosyjskie pociski dodatkowo wzmocniono ją warstwą betonu.



Ciekawostka! Na tych polach w 1945 r. Rosjanie utworzyli olbrzymie magazyny zaopatrujące wojska atakujące w kierunku Berlina.

Wracamy do wsi i skręcamy na Świecko. 200 m dalej po prawej stronie, ukryty w lesie kolejny bunkier. Bardzo niebezpieczny. Nie ma gdzie się zatrzymać a teren jest ogrodzony.

To w 1945 r. toczyły się walki. Załoga bunkra ostrzeliwała drogę. Niemieccy, cywilni uciekinierzy omijali to miejsce przedzierając się przez okoliczne lasy.

Jedziemy dalej i po przejechaniu wiaduktu nad torami kolejowymi skręcamy w lewo na Bicze i Lubrzę. Dojeżdżamy do prywatnego bunkra. Trasa liczy 18,5 km.

Prywatny bunkier

Kolejna atrakcja na naszej trasie. Prywatny bunkier nr 694. i prywatne mini muzeum. Wysadzony i zasypany gruzem z rozebranej kaplicy cmentarnej został kupiony przez Grzegorza Sajdyka, który z mozołem go remontuje w środku gromadząc pamiątki z MRU.

[i][b]BUNKIER 694[/b] Karabin maszynowy bronił dostępu do obiektu - pokazuje Grzegorz Sajdyk[/i]

zaraz po wejściu nasz gospodarz prezentuje opadające drzwi nad dołem pułapką (na chodzie) i oprowadza nas po wszystkich zakamarkach. - Kopułę odlałem z betonu. Przecież nikt nie zrobi mi wielkiego pancerza - śmieje się Sajdyk. Z zewnątrz wygląda jak prawdziwa.

SŁOWNICZEK MILITARNY
Panzerwerk - niemieckie propagandowe określenie schronu bojowego posiadającego minimum trzy lub sześciostrzelnicowe kpuły pancerne dla karabinów maszynowych lub kopuły obserwatora artylerii o wytrzymałości ogniowej minimum B1.

My jednak idziemy do pomieszczenia z karabinem maszynowym. Na środku stoi autentyczny ciężki karabin maszynowy MG34. Sajdyk odryglowuje otwór strzelniczy i wystawia lufę. Pod bunkier nikt już bezkarnie nie podejdzie.

Oglądamy specjalną lawetę i taśmę z amunicją. Wszystko autentyczne, kupowane na różnych aukcjach i od innych miłośników broni. - Karabin nie strzela - na wszelki wypadek zastrzega się pan Grzegorz.

Niebezpieczny gołębnik

Ruszamy do Boryszyna. To tylko 5,7 km (w wiosce skręcamy w prawo).
- I czym tu zaskoczyć Czytelnika? Przecież Pętlę Boryszyńska i panzerwerk 717 zna cały świat – planuję tekst. Mój przewodnik i ekspert Robert Jurga, nic się nie odzywa. Tylko coś rysuje w notesie. Pewnie jakiś bunkier.
- Przekrój panzerwerka z zejściem pod ziemię – odpowiada. I od niechcenia dodaje. – Opowiedz o bunkrze na skraju Boryszyna.

Właśnie się przy nim zatrzymaliśmy (59,7 km). Stoi tuż przy drodze, oczyszczony z roślinności jest dobrze widoczny. Teraz. W 1945 r. musielibyśmy się zagapić, wypaść z drogi i… rąbnąć w drewnianą stodołę. Bo takie zabudowanie udawał. Podobne maskowanie Niemcy zastosowali na tamie w Ołoboku, o której pisałem wcześniej. Tylko tam nikt nie zamierzał prowadzić walki. A jak strzelać ciężkim karabinem maszynowym ze stodoły?

[i][b]BUNKIER[/b] Obiekt w Boryszynie był świetnie zamaskowany, przypominał stodołę. Kopułę pancerną (zaznaczona kołem) przykryto drewnianym gołębnikiem.[/i]

- Wystarczy ją odpowiednio zbudować – odpowiada Robert. – Z tyłu płyta pancerna z karabinem schowana była w cieniu. Natomiast kopułę wystającą za bunkier obudowano gołębnikiem. Z daleka była nie do wypatrzenia.

I tak sobie stała. Front przeszedł a uzbrojony bunkier czekał na wykorzystanie. Wreszcie któregoś dnia, gdy nieopodal Rosjanie poili w rzeczce konie, ktoś zaczął do nich strzelać z pozostawionej broni. Żołnierze wpadli w panikę i spalili część wsi. Bunkier później wysadzono. To był najbardziej niebezpieczny gołębnik w okolicy.

[i]Adolf Hitler kilka razy wizytował budowę MRU Był tu m.in. 30 października 1935 roku. Po sześciogodzinnej inspekcji zaakceptował budowę bunkrów jako tzw. obszaru umocnionego. Kolejny raz był tu w maju 1938 roku. Niezadowolony z postępu prac większość robót zawiesił. Fortyfikacji nigdy nie zrealizowano zgodnie z pierwotnymi planami.[/i]
[i][b]KTO BUDOWAŁ MRU?[/b] Wbrew obiegowy opiniom do budowy umocnień nie wykorzystywano jeńców wojennych lub przymusowych robotników. Przy budowie pracowały specjalistyczny firmy budowlany, organizacja Todt oraz oddziały Junaków Służby Pracy Rzeszy. Budowa systemu miała trwać 15 lat.[/i]
[i][b]PANZERWERK 724[/b] Wraz z nim w latach 1938-1939 wybudowano w okolicy kilka identycznych obiektów. W sumie ten typ panzerwerku stanowił ok. 60 proc. bunkrów połączonych podziemnymi korytarzami.[/i]
[i][b]KOPUŁA OBSERWACYJNA[/b] Wygląda bardzo niepozornie, gdyż wystawała tylko kilkadziesiąt centymetrów ponad powierzchnię ziemi. Dobrze zabezpieczony żołnierz mógł bezpiecznie obserwować całą okolicę i kierować ogniem.[/i]
Linia Niesłysz - Obra
Niemcy, chociaż zabraniał im tego Traktat Wersalski rozpoczęli w 1927 r. przygotowania do umacniania swojej wschodniej granicy. Chcąc uniknąć interwencji aliantów wszystkie działania utajniono. Rok później zapadła decyzja, że umocnienia trzeba oprzeć o linię rzeki Ołobok i Obry. Tak powstała linia Niesłysz - Obra. Z początkiem lat 30. przystąpiono do regulacji rzeki Ołobok, która wypływa z jeziora Niesłysz i wpada do Odry pomiędzy Bródkami i Nietkowicami.



Koryto rzeki zostało zastąpione odcinkami kanałów, które miały się stać samodzielnymi przeszkodami lub miały tworzyć obszary zalewowe.

W 1934 r. przystąpiono do budowy na tym terenie dziewięciu tam i sześciu mostów przesuwnych w Bródkach, Przetocznicy, koło Ciborza i trzy w Ołoboku). Wszystkie otrzymały numerację zaczynającą się od cyfry 6. Prace trwały do przełomu lat 1938/39 i zostały przerwane po zbudowaniu mostu 622 za Bródkami. I właśnie przy nim się zatrzymaliśmy. Około 1900 r. stał tutaj zwykły młyn.

[i][b]SŁOWNICZEK MILITARNY[/b] [b]Zęby smoka[/b] - poprawna nazwa: słupy przeciwpancerne. Na MRU zapora ta występuje w postaci ciągłej liniowej, łamanej, zdolnej powstrzymać czołgi lekkie. Model 1936 pod koniec wojny nie spełniał wymagań obronnych przeciwko nowoczesnym czołgom radzieckim. Dlatego poprzedzony został rowem przeciwpancernym.[/i]

Wielkie korytarze

Ruszamy na Pętlę Boryszyńską. Tuż za wsią w prawo i oznakowaną drogą 1,3 km. Na polowym parkingu możemy nawet kupić coś do zjedzenia lub wojskowe sorty mundurowe. Tutaj możemy zejść pod ziemię z przewodnikiem. Na krótszą lub dłuższą trasę. Do obejrzenia mamy wspaniały system podziemnych korytarzy, po których można nawet jeździć korytarzem. To znaczy są na tyle szerokie, że samochód się w nich mieści. Sam to próbowałem, kiedy kręciliśmy film dla telewizji.

Wojskowa terenówka nawet zawróciła na jednym z podziemnych dworców. Wyprawa nią po podziemiach nie była łatwa, bo z korytarzy skradziono wszystkie metalowe przykrywy włazów. Łup! Wpadliśmy w jedną z nich. Szef ekipy przeleciał dwa metry i wylądował mi na kolanach. A kawał chłopa z niego. Przed nami pilotowali drogę przewodnicy po MRU. Oni wzięli osobówkę. Fiat uno świetnie się spisywał pod ziemią.

Dostaliśmy się tam tunelem transportowym wychodzącym na powierzchnię niedaleko wsi Wysoka. A zamykającą wjazd bramę wciąż trwa walka z bunkrowcami, którzy co pewien czas usiłują ją wysadzić.

Jednak nie używano tutaj samochodów, chociaż olbrzymie korytarze (czasami 30 metrów pod ziemią) na to pozwalają. Wszędzie są tory, po których jeździła kolejka elektryczna. Tam gdzie się mijały są o wiele większe korytarze. Te miejsca nazwano dworcami.

W każdym bądź razie taksówki tutaj nie jeżdżą. Wszędzie chodzimy na piechotę. Spacer po Pętli Boryszyńskiej jest niesamowitym przeżyciem. I podziwianie graffiti na ścianach.

PAMIĘTAJCIE! To miejsce zwiedzajcie tylko z przewodnikami. Może emocje są trochę mniejsze, ale jesteście bezpieczni i fachowcy opowiedzą wam wiele ciekawostek.

I pokażą gdzie tuż po wojnie odnaleziono skarb. Nie Bursztynową Komnatę, lecz skrzynie z poznańskich muzeów.
Naszą wycieczkę po MRU poświęcamy głównie mniej znanym urządzeniom naziemnym. Dlatego wychodzimy na powierzchnię.
Nie możemy jednak pominąć oddalonego o kilka kilometrów panzerwerku 717.

Kolejna grupa warowwna

Wyjeżdżając na szosę z Pętli Boruszyńskiej skręcamy w prawo i jedziemy do wsi Pniewo gdzie znajduje się niewielkie muzeum bar, strzelnica i wejście pod ziemię (70,1 km). I od niedawna wieża widokowa po drugiej stronie drogi.

Gdyby ośmiopiętrowy wieżowiec urzędu miejskiego w Zielonej Górze wkopać w ziemię zamiast bunkra nr 717, to nad ziemię pewnie wystawałby jedynie kawałek dachu. Bo w bunkrze od kopuły na górze, do posadzki w podziemiach jest 30 metrów.

Czeka nas kilkugodzinne zwiedzanie z przewodnikami dobrze zachowanego panzerwerka, zejście pod ziemię i wyjście w innym miejscu. Wracamy wzdłuż betonowych zębów smoka. A kto nie ma dość może pojeździć sobie samochodem pancernym.

- I pomyśleć, że to wszystko nie spełniło swojego zadania. Rosjanie zdobyli umocnienia w dwa dni. Inna sprawa, że były gotowe w 30 proc. i nie miały odpowiedniej broni przeciwpancernej – kończy Robert. Ale o tym wszystkim opowiedzą państwu przewodnicy.

Grupa warowna Scharnhorst
Panzerwerk 717 wchodzi w skład połączonych pod ziemią obiektów niedokończonej grupy Scharnhorst składającej się z trzech bunkrów. Bunkier 717 uzbrojony był w cztery karabiny maszynowe MG34Neu zamontowane w dwóch kopułach pancernych 20P7, miotacz ognia pozwalał spalić wszystko w promieniu 70 m od bunkra. Najsilniejszym środkiem rażenia był moździerz maszynowy , który mógł oddać nawet 120 strzałów na minutę. Zasięg do 750 m. Wejścia bronił kolejny karabin maszynowy.



Podziemne korytarze
Umieszczone są 15-40 m pod ziemią. Osią całego systemu jest tzw. główna droga (wymiary 3,2 na 3,6 m) łącząca wszystkie grupy warowne. Jeździła po niej wąskotorowa kolejka elektryczna przewożąca żołnierzy i materiały. Co pewien czas budowane szersze korytarze, tzw. dworce kolejowe, gdzie kolejki mogły się wyminąć.

Rys. Robert Jurga/Primus [b]1[/b] – pancerna kopuła [b]2[/b] – pomieszczenia bojowe [b]3[/b] – zaplecze [b]4[/b] – głęboki na 20 m szyb prowadzący do podziemi [b]5 [/b]– system podziemny i koszary


Głownie w części północnej systemu zimują nietoperze. Dlatego utworzono tutaj rezerwat.

Jedziemy w kierunku Kurska - cel most obrotowy

Z 717 możemy dalej pojechać szosą przez Kałwę i Nietoperek lub polną drogą. My oczywiście wybieramy drugie rozwiązanie.

LEGENDA: [b]1[/b] - bunkier w Boryszynie [b]2[/b] - Pętla Boryszyńska [b]3[/b] - bunkier 717 w Pniewie [b]4[/b] - wieża widokowa [b]5[/b]- dawne koszary [b]6[/b] - most obrotowy koło miejscowości Kursko [b]7[/b] - most obrotowy w Starym Dworku [b]8[/b] - Lisia Góra (Ludendrof)
[i][b]KĘSZYCA LEŚNA[/b] Przed wojną stacjonowała tutaj armia niemiecka. Po 1945 roku wprowadzili się tu Rosjanie. Na prawie 50 lat. Pozostał po nich pomnik łącznościowca[/i]

Kręcę sobie mostem

Docieramy do kolejnego cudu militarnej techniki – most obrotowy. Wyobraźcie sobie – można go ustawić równolegle do nurtu rzeki. Wtedy nic tędy nie przejedzie.

[i][b]MECHANIZM OBROTOWY[/b] Działa pod wpływem wielkiego, stalowego obciążnika, który zwolniony obracał most przez system skomplikowanych przekładni.[/i]

Redaktorze do dzieła!

Akcja! Mroczna maszynownia pod mostem. Plątanina kół zębatych i dziwnych łańcuchów. Od świata odgradzają nas uchylone pancerne drzwi. Kiedyś, gdy były zardzewiałe, chcąc je szerzej uchylić, skoczyłem na nie całym ciałem i… odbiłem się jak ping pong. Nie róbcie tego! Ramię bolało mnie przez tydzień a drzwi i tak zostały na swoim miejscu.

- Redaktorze do dzieła! – Robert przerywa wspomnienia i świeci na wielkie koła zębate. – Kręć korbą!

No to kręcę, w wyobraźni. Tak jak kiedyś niemieccy żołnierze. Raz, dwa, trzy i coraz szybciej i szybciej… Zębate przekładnie zgrzytają i też się kręcą. Maszyneria ożyła tylko most się nie rusza!

SŁOWNICZEK MILITARNY
Tobruk - (Ringstandt) - małe, polowe, uniwersalne, zazwyczaj dwupomiesczeniowe stanowisko bojowe dla karabinu maszynowego. Masowo produkowane od roku 1943. W ciągu dwóch lat wybudowano ich ponad 400. Pomysł zaczerpnięto od schronów włoskich w Afryce Północnej. Produkowane w wielu odmianach i typach.

Most obrotowy nr … to szczególna konstrukcja. Na krańcach ma pod spodem koła, które go podtrzymują gdy jest przejezdny. Gdy zaczniemy go obracać trzyma się tylko na jednej, pionowej osi. Dlatego musi być idealnie wyważony. Z jednej strony (jakieś 2/3 długości mostu) na stalowej kratownicy zamontowano jezdnię z desek. Z drugiej, o wiele krótszej mamy podłoże betonowe, dziś zalane asfaltem. Ten niepewny stan trwał aż do obrócenia konstrukcji o 90 stopni. Wtedy trafiała na specjalną podporę ustawiona na skraju wody. Most stał idealnie wzdłuż nurtu rzeki. Nie sposób było tędy przejechać.

Co tak kręcisz?

A ja wciąż kręcę wirtualną korbą. – Czemu to się nie chce obrócić – bliski jestem niecenzuralnych określeń.
- Jeszcze kręcisz? – Robert odrywa się od szkicownika. – Liczyłeś, że w ten sposób obrócisz most? Trochę pokręcisz i kolos trochę się obróci. Trochę znów pokręcisz i on znowu się trochę przesunie?

- Chociaż o dwa metry. Nawet pół – marudzę błagalnie.

Ma racje. To nie ma sensu. Zwłaszcza w warunkach bojowych. W rzeczywistości załoga, kręcąc korbą podnosiła kilkutonową przeciwwagę, czyli wielki kloc ze stali. Gdy most trzeba było obrócić zwalniano przeciwwagę, pod której wpływem mechanizmy płynnie przesuwały konstrukcję. Jak to się działo dokładnie – nie pytajcie. Tylko specjalista połapałby się w tej plątaninie trybów. Ale to wszystko działało. Szkoda, że nie jest uruchomione.

[i][b]WIADUKT W KURSKU[/b] Na jego ścianach przez ponad 100 lat podpisywali się budowniczowie MRU[/i]

- To byłaby atrakcja – wzdycha sołtys Kurska ……… - Postawiłoby się tylko szlabany zabezpieczające i turyści mieliby, po co do nas przyjeżdżać. Bo to przecież cudo techniki.

Koniec kręcenia

Na razie jednak przejedziemy tylko 700 m. Do wiaduktu kolejowego. jest doskonałym przykładem, że mazanie autografów gdzie popadnie nie jest wymysłem współczesnej młodzieży. Cegły wiaduktu, na wysokości głowy człowieka, są zapisane dziesiątkami nazwisk. A obok nich widnieją daty nawet z początku XX wieku.

SŁOWNICZEK MILITARNY
Zapadnia - mylne określenie Fallgrubeabdeckung - podnoszonego pomostu-drzwi nad pułapką. Podstawowe urządzenie schronowe (zasada obrony uporczywej) usytuowane w bloku wejściowym schronu ograniczające swobodny dostęp do środka.
ZIDENTYFIKOWANE OBIEKTY LATAJĄCE
Lisia Góra czyli grupa warowna Ludendorf to ostatnia ciekawostka na naszej trasie. Z drogi jej nie widać. Musimy przejechać przez most. Po lewej stronie stoi niewielki śmietnik a obok niego prowadzi ścieżka na szczyt wzgórza. Wspinamy się. Ludendorf to pierwsza grupa warowna wybudowana przez Niemców, gdzie bunkry połączone są ze sobą systemem podziemnych korytarzy. My do nich nie będziemy wchodzić. UWAGA to bardzo niebezpieczne miejsce. Wśród gruzów są głębokie, kilkunastometrowe szyby. Poruszajcie się tutaj bardzo ostrożnie!



Podczas podejścia natrafiamy na częściowo rozbitą kopułę bunkra. Turyści nazwali ją hełmem lorda Vadera. Rzeczywiście przypomina ona nakrycie głowy postaci z „Gwiezdnych wojen”.

Na stoku Lisiej Góry znalazłem też resztki innej stalowej konstrukcji. Wskakując do środka zastanawiam się czym i do kogo mierzyli ukryci tu żołnierze? W dodatku cała podłoga jest ze stali. Całkowicie bez sensu!



Zgadza się, bo nikt tego czegoś tutaj nie zamontował. To kopuła granatnika 34P8. Kiedy wysadzano bunkry grupy warownej Ludendorf siła wybuchu była tak wielka, że pancerny, ważący 30 ton kolos przeleciał 100 metrów i z impetem wbił się w zbocze wzgórza. Wbił się do góry nogami i co najciekawsze idealnie się wypoziomował. Dlatego wygląda jakby zamontował go tutaj jakiś inżynier. A to tylko przypadek.



Grupa Ludendorf broniła się przed Rosjanami trzy dni, po czym Niemcy wysadzili bunkry.

Skrzydlaci mieszkańcy MRU

Podziemia Międzyrzeckiego Rejonu Umocnionego to jedna z największych w Środkowej Europie kolonia nietoperzy. Co roku zimuje tu od 20.000 do 30.000 tych ssaków należących do 12 gatunków. Spotkamy tutaj: nocka rudego, nocka dużego, mopka, nocka Natterera, nocka Bechsteina, nocka łydkowłosego, gacka brunatnego, nocka Brandta, nocka wąsatka, mroczka późnego, gacka szarego i karlika malutkiego.

W sierpniu 1980 w części podziemi o powierzchni 2,5 ha utworzono rezerwat „Nietoperek”. Osiem lat później powołano rezerwat „Nietoperek II”, obejmujący ochroną całość podziemi.

Wejścia do podziemi zabezpieczono kratami. Na tym terenie od 1 października do połowy kwietnia obowiązuje zakaz zwiedzania.

[i][b]NIETOPERZE[/b] W podziemiach fortyfikacji możemy znaleźć kilkanaście gatunków nietoperzy. Jest to jedno z największych w Europie zimowisk tych ssaków. Na rysunku widzimy gacka brunatnego.[/i]

Nietoperze chętnie tu spędzają zimę, bo pod ziemią panuje stała temperatura od 6 do 9 stopni Celsjusza. Sprzyja to hibernacji. Ochrona tego stanowiska jest ważna dla populacji kilku gatunków na dużym obszarze. Wiemy to dzięki licznym badaniom, podczas których nietoperze są obrączkowane.

Na zimową hibernację niektóre nocki rude pokonują ok. 260 km. Przylatują do MRU również nocki duże zaobrączkowane od 70 do 220 km od tego miejsca.

W Polsce występują 22 gatunki nietoperzy. Większość to gatunki rzadkie - często zagrożone wyginięciem. Wszystkie żywią się owadami i są bardzo pożyteczne. Pojedynczy nietoperz potrafi w ciągu jednej nocy zjeść nawet 3.000 komarów.

[i][b]Gacek szary[/b][/i]

Nietoperze rozmnażają się bardzo powoli - rodzą jedno, rzadko dwa młode w ciągu roku. Na szczęście żyją długo - czasami nawet ponad 30 lat i odznaczają się doskonałą pamięcią. Bez wyjątku wszystkie nietoperze są w Polsce objęte ochroną prawną i za ich zabijanie grozi kara do kilku lat więzienia. Największe z polskich nietoperzy osiągają rozmiary wróbla. Wszystkie żywią się głównie owadami.

SŁOWNICZEK MILITARNY
Zęby hipopotama - popularna wśród bunkrowców nazwa drewnianych zębów smoka, czyli słupów przeciwpancernych. Budowano je z drewna na terenach podmokłych, przy potokach, rzekach i mostach.

Na świecie żyje około 950 gatunków nietoperzy. Ważą od kilku gramów do 1,5 kg, od rozmiarów kolibra do maksymalnej rozpiętości skrzydeł prawie 2 m). Większość poluje na owady. Niektóre odżywiają się rybami i drobnymi ssakami, a trzy gatunki są krwiopijne. (Na podstawie: „Salamandra” Internetowy Magazyn Przyrodniczy.)

[i][b]WYCIECZKI NA PRZEŁAJ[/b] Dodatkową atrakcją trasy w Pniewach jest możliwość objechania okolicy wozem pancernym.[/i]

DLA TURYSTY

Podziemia możemy zwiedzać z przewodnikami w dwóch miejscach: w Pniewie i Boryszynie

MRU - podziemne trasy turystyczne

PNIEWO 1
66-300 MIĘDZYRZECZ
tel. 95 741 99 99
kom. 509 868 965

Zwiedzanie dla turystów indywidualnych

16 KWIECIEŃ - 30 CZERWIEC
- dni powszednie: 11.00, 14.00 - trasa do wyboru (decyduje pierwszy turysta kupujący bilety w Muzeum!)
- weekendy:
trasa długa: 11.00, 14.00
trasa krótka: 12.30, 15.30
trasa ( do wyboru ) niemieckojęzyczna: 12.15

OKRES WAKACYJNY 1 LIPIEC - 31 SIERPIEŃ
Codziennie:
- trasa długa: 11.00, 13.00, 15.00
- trasa krótka: 10.00, 12.00, 14.00, 16.00, 17.00

Weekendy:
- trasa ( do wyboru ) niemieckojęzyczna: 12.15

1 WRZESIEŃ - 15 PAŹDZIERNIK
- dni powszednie: 11.00, 14.00 - trasa do wyboru (decyduje pierwszy turysta kupujący bilety w Muzeum!)
- weekendy:
trasa długa: 11.00, 14.00
trasa krótka: 12.30, 15.30
trasa ( do wyboru ) niemieckojęzyczna: 12.15

16 PAŹDZIERNIK - 15 KWIECIEŃ
- dni powszednie: 11.00, 14.00 - trasa do wyboru (decyduje pierwszy turysta kupujący bilety w Muzeum!)
- weekendy:
trasa długa: 11.00, 14.00
trasa krótka: 12.30
trasa ( do wyboru ) niemieckojęzyczna: 12.15

Dariusz Chajewski, Tomasz Czyżniewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.