Miód i wino są, jak woda i ogień? Nic podobnego, to duet

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski

Miód i wino są, jak woda i ogień? Nic podobnego, to duet

Dariusz Chajewski

Tylko pozornie w lubuskim szlaku miód i wino połączone są „na siłę”. Pszczelarze i winiarze mają z sobą więcej wspólnego niż się wydaje i to nie tylko dlatego, że w obu branżach liczy się czynnik „eko”.

Kiedy to się zaczęło? Może wtedy, gdy Przemysław Karwowski, zielonogórzanin od urodzenia, zamieszkał na tzw. Osiedlu Malarzy. Przed laty dokładnie na tym terenie rozciągała się największa winnica zielonogórskiej Lubuskiej Wytwórni Win. W dobrze nasłonecznionym, bo położonym od południa, ogrodzie zaczął uprawiać winorośl. A może wcześniej, wtedy gdy obserwował, jak dziadkowie i rodzice zapełniali trunkami własnej roboty gąsiory.

Geny miały tutaj zapewne sporo do powiedzenia. Przecież w Zaleszczykach na Podolu, gdzie przez lata żyli jego dziadkowie, także uprawiano winną latorośl.

Kresowa tradycja

Geny miały tutaj zapewne sporo do powiedzenia. Przecież w Zaleszczykach na Podolu, gdzie przez lata żyli jego dziadkowie, także uprawiano winną latorośl. Mało tego, w okolicy tego miasta więcej było winnic niż w tym samym czasie w rejonie Zielonej Góry. Tak czy inaczej w 1998 roku odezwały się geny i zajął się winiarstwem. - Wie pan, człowiek przekroczył czterdziestkę, dzieci odchowane, miałem czas na pasję - tłumaczy pan Przemysław. - Winogrona, które rosły w naszym ogrodzie, jakoś rodzinie nie smakowały, coś było trzeba zrobić. Wino. Jednak to nie wino sprawiło, że jego nazwisko kilkakrotnie znalazło się wśród autorów regionalnych produktów tradycyjnych. Po pierwsze, za sprawą… miodu pitnego. Pierwszy zrobił w 2004 roku. Był to czwórniak wiśniowy, który zdobył srebrny medal na konkursie Stowarzyszenia Winiarzy i Miodosytników w 2006 r. w Oleśnicy.

Trójniak z gronami

Później były trójniaki wzbogacone sokiem winogronowym. W 2008 r. trójniak ten zdobył II miejsce w konkursie „Nasze Kulinarne Dziedzictwo”. Prawie rok później został on wpisany na Listę produktów tradycyjnych MRiRW, a we wrześniu nagrodzony „Perłą 2009” za najlepszy lubuski regionalny produkt żywnościowy.
- Miody pitne to prawdziwie polska tradycja związana z pszczelarstwem - opowiada nasz gospodarz, podejmując nas w piwniczce, w jednym z budynków skansenu w zielonogórskiej Ochli. Miód pitny sycono już w czasach starożytnych.

Dla każdego

- Początkującym miodosytnikom polecam rozpocząć od miodów syconych - tłumaczy pan Przemysław. - Powstają one w wyniku fermentacji brzeczki, która była jednak wcześniej sycona, czyli gotowana. Niestety, gotowanie odbiera miodowi wiele wartościowych cech, ale za to chroni przed niepożądanym działaniem rozmaitych drobnoustrojów. Brzeczka miodów niesyconych nie jest gotowana i dlatego trzeba tutaj zachować żelazną dyscyplinę, przede wszystkim wręcz sterylną czystość. Jednak brzeczka to dopiero początek magii. Różne bukiety miodów uzyskuje się przez doprawianie brzeczki sokami owocowymi lub przyprawami korzennymi - chmiel, cynamon, goździki, imbir, pieprz, jałowiec, wanilia, płatki róży, mięta, migdały i skórka pomarańczowa. Miody przyjmują wtedy odpowiednie nazwy - np. wino groniak, wiśniak czy dereniak. ił na znaczeniu, na pańskich stołach wypierany przez wino, a wśród ludu - przez tańszą i prostszą w produkcji wódkę.

Dwójniak, trójniak, czyli miody królewskie

W Europie obowiązuje w zasadzie tylko podział na miód pitny i wina miodowe. Tymczasem w Polsce mamy stosowany od wieków tradycyjny podział miodów pitnych. Mamy zatem półtoraki, czyli miody, dla których brzeczka powstaje z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej połową jednostki objętości wody, dwójniaki, gdzie brzeczka powstaje z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej jedną jednostką objętości wody, trójniaki, w których brzeczka powstaje z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej dwiema jednostkami objętości wody i czworaki, do których używana jest brzeczka powstająca z jednej jednostki objętości miodu rozcieńczonej trzema jednostkami objętości wody. Półtoraki i dwójniaki określane są niekiedy mianem miodów królewskich. Piątaki i czwórniaki, czyli miody wytrawne, dojrzewają najszybciej i nadają się do spożycia już po upływie 6-8 miesięcy.

Niezwykłe naczynia

Zarówno w piwniczce pana Przemysława w Ochli, jak i w żarskim muzeum można zobaczyć naczynia do przechowywania i spożywania miodu i wina. Często były ozdobne i powstawały w naszym regionie, chociażby w Mirostowicach i Gozdnicy. Mirostowickie zakłady produkowały butelki dla Fabryki Win i Miodów Pitnych WARSOWIN z Warszawy. Dla Lubuskiej Wytwórni Wódek Gatunkowych również wykonano ceramiczne butelki, w których sprzedawano wódki gatunkowe, np. wytrawną Soplicę i słodkie Cacao Choix. Efektowne butelki powstawały też do trójniaka Kasztelańskiego, produkowanego w Gorzowie Wielkopolskim.

Trunek z przeszłością

Miód jako popularny w Polsce napój wspominany jest w źródłach średniowiecznych. W państwie Piastów brakowało wina, które zastępowano łatwiej dostępnymi trunkami: piwem i miodem pitnym. Wenecki dyplomata Ambrogio Contarini zanotował na temat Polaków: „[...] Nie mając wina, robią pewien napój z miodu, który upija ludzi znacznie bardziej niż wino”. Sycony miód cieszył się bardzo dużą renomą, ale pijano go rzadko, najczęściej przy okazji ważnych uroczystości takich jak wesele. Był to trunek luksusowy i kosztowny. Do XVII wieku najwięcej miodu sycono na Podolu. Sławne były miody kasztelańskie z miodosytni Czarnieckiego. Z czasem miód tracTylko pozornie w lubuskim szlaku miód i wino połączone są „na siłę”. Pszczelarze i winiarze mają z sobą więcej wspólnego niż się wydaje i to nie tylko dlatego, że w obu branżach liczy się czynnik „eko”.

Można także spotkać więcej... procentów

Jak to się stało, że znany raczej z wina i miodów pitnych Przemysław Karwowski zajął się mocniejszymi trunkami? Dzięki niemu na listę tradycyjnych produktów regionalnych trafiły jarzębiak na winiaku oraz jarzębiak. - Do jednej z fachowych publikacji zostałem poproszony o zinwentaryzowanie powojennych wyrobów spirytusowych - mówi Karwowski. - Stąd w to wszystko została wplątana nasza zielonogórska wytwórnia. Musimy wiedzieć, że powstała ona na bazie dawnej wytwórni likierów i winiaków. To nie był przypadek, że w połowie XIX wieku w Winnym Grodzie powstaje taki zakład. W tym czasie tradycyjne rejony winiarskie zaatakowała mszyca. Z rynku zniknęły francuskie koniaki i dzięki temu Zielona Góra miała swoje pięć minut w historii produkcji mocnych destylatów.

Także koniaki

Przybył tutaj z Królewca Albert Buchholz i zaangażował się w budowę potężnego jak na owe czasy zakładu, w którym powstawały mocne trunki w wyniku destylacji zarówno miejscowych win, jak i sprowadzanych z Francji. Zielona Góra miała 20, 30 lat, gdzie mogła wieść prym. - Pierwszy powojenny rozlew odbył się już 15 stycznia 1946 roku, a wiele wyrobów powstawało na bazie nalewów z owoców stanowiących bogactwo pobliskich lasów - tłumaczy Karwowski. Po wojnie wcześnie zaczęto łączyć owoce winnej latorośli z tym, co znajdowało się w pobliskich lasach - tłumaczy Karwowski. Jarzębiak na winiaku to zielonogórska specjalność. Wódka typu koniakowego, produkowana z dodatkiem szlachetnych surowców...

Przemysław Karwowski w filmie "Polska Toskania"

Rozmowa z Przemysławem Karwowskim o jego książce

Przemysław Karwowski...

Dariusz Chajewski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.