Tomasz Rusek

Może wyjaśni kapsuła czasu

katedra w gorzowie Fot. Archiwum Już przed wojną katedra była symbolem miasta często pokazywanym na kartach pocztowych
Tomasz Rusek

Nie tylko wierni mówią o gorzowskiej katedrze „matka lubuskich kościołów”. Co powie o swojej historii, może wyjaśni kapsuła czasu.

Kapsuła czasu znajdowała się w iglicy katedralnej wieży - w jej dolnej części, tuż ponad latarenką. Nad kapsułą znajdowała się chorągiew pogodowa z datą: 1825 r. - Moje przypuszczenie jest takie, że skoro chorągiew datowana jest na ten rok, to z tego roku pochodzi też kapsuła - mówi nam ks. Zbigniew Kobus, proboszcz parafii katedralnej w Gorzowie. Iglica została ścięta w niedzielę wieczorem. Do wieży, nad którą się znajdowała, wchodzi się niewielkimi drzwiami wewnątrz kościoła. I to jest najtrudniejszy etap: trzeba pokonać wąskie na jedną osobę, strome i „zawijające” się schody. Kto ma klaustrofobię albo kłopoty z chodzeniem, może tu poczuć się naprawdę nieswojo...

Wieża gorzowskiej katedry była symbolem miasta. Wokół niej skupiało się życie grodu na Wartą i okolicy…

Jednym z przewodników, którzy jeszcze tydzień temu oprowadzali turystów i ciekawych historii Gorzowa po najwyższym muzeum w mieście i okolicy, po wieży katedralnej, jest Stanisław Samociak, 88-letni gorzowianin. Jest w doskonałej formie, bo razem z turystami niezliczoną liczbę razy wchodził z poziomu ul. Sikorskiego aż po szczyt wieży, gdzie jest punkt widokowy. To dokładnie 187 naprawdę stromych stopni. Jak stromych? Tak, że momentami trzeba trzymać się ściany lub poręczy, bo może zakręcić się w głowie.

Byli nawet Chińczycy

- Do tej pory odwiedziło nas około 18 tysięcy ludzi z 56 krajów. O, proszę, tu jest księga pamiątkowa - mówił nam trzy lata temu starszy pan i podaje duży, gruby zeszyt. Osobiście go kupił i wypisał na pierwszej stronie „Od lipiec 2007 do…”. - Tego „do” ciągle nie ma, bo zostało jeszcze wiele miejsca na wpisy. Proszę zobaczyć, w ilu językach mamy pozdrowienia i wpisy. Wie pan, że nawet Chińczycy u nas byli? - opowiadał dumnym tonem.

Pierwszy wpis w księdze jest Pysi, lat 11. Zrobiła go 26 lipca 2007 r. Bo właśnie w lipcu tamtego roku otwarto wieżę dla zwiedzających. Wielka w tym zasługa ówczesnego proboszcza, ks. Zbigniewa Samociaka (syna pana Stanisława). Wcześniej niesamowite wnętrza były dostępne dla nielicznych. Bo było tu po prostu niebezpiecznie: wszystko stare i nieremontowane od lat. Dlatego przygotowanie ekspozycji i sam remont trwały niemal rok, a kosztowały prawie 2 mln zł! Jednak efekt jest niesamowicie udany - pracownicy Muzeum Lubuskiego z Gorzowa tak zaplanowali kolejne „przystanki”, że każdy znajdował dla siebie coś ciekawego do zobaczenia.

Do wieży wchodzi się niewielkimi drzwiami wewnątrz kościoła. I to jest najtrudniejszy etap: trzeba pokonać wąskie na jedną osobę, strome i „zawijające” się schody. Ale potem - choć ciągle jest stromo - schody są już szersze i wygodniejsze.

Co poziom, to coś ciekawego

Dla wielu na pewno zaskoczeniem było to, że w katedralnej wieży znajdowało się mieszkanie. Ostatnim dzwonnikiem, który żył tutaj z rodziną, był Albert Hachmeister (w latach 1890-1910 wraz z żoną Marią i córką Heleną miał tu dwa pokoiki). Pełnił też funkcję pożarowego strażnika. Gdy zauważył ogień, używał specjalnego dzwonu pożarowego. Za pomocą odpowiedniego kodu - opierał się na liczbie uderzeń - wskazywał, w której dzielnicy miasta zauważył ogień.

W wieży są też inne atrakcje. Można z bliska zobaczyć tu dzwony (trojaczki: Wiara, Nadzieja, Miłość) albo schowany w specjalnej szafie zielono-czerwony mechanizm sterujący zegarami na katedralnej wieży.

Znalazło się tu również miejsce na pamiątki po Janie Pawle II. Papież Polak odwiedził katedrę, gdy gościł w Gorzowie. Z tej wizyty trafiły tu zdjęcia i inne eksponaty. Zachowała się nawet… poręcz, którą dla Ojca Świętego zamontowano na czas wizyty przy wejściu do katedry.

Wrażenie robiła też ekspozycja poświęcona dawnemu cmentarzowi, który był na Zawarciu, zaraz za mostem, przy nieistniejącym już kościele. Muzeum w gablotach wystawiało wiele pamiątek wykopanych w tej okolicy. Zostały nawet zaprezentowane… pochówki - w trumnach leżą manekiny, jednak realizm może niektórych przerazić.
Przewodnik S. Samociak zdradza, że i tak większość zwiedzających, zwłaszcza ci młodsi, chcieli jak najszybciej dojść do samej góry, gdzie zlokalizowano punkt widokowy. Po pokonaniu 187 stopni docierało się tam naprawdę nieco zziajanym. Dziś wejście jest niemożliwe, bo platformę strawił ogień.

Okna w wieży są tak umieszczone, że obejrzeć miasto można z każdego kierunku. Żeby było ciekawiej, na ścianach zamontowano wielkie plansze z fotografiami prezentującymi, jak kiedyś wyglądało miasto ze szczytu wieży. Różnica jest ogromna. Gorzów wygląda zupełnie inaczej. Niektórych fragmentów miasta na pierwszy rzut oka nie można nawet rozpoznać, gdy patrzy się na zachowane stare fotografie i obecny wygląd centrum.

Kilka niespodzianek

Zresztą kościół Mariacki kryje wiele niespodzianek. Jest najstarszą budowlą w Gorzowie. Pierwsza pośrednia wzmianka o jego istnieniu pochodzi z 1297 r. W dokumencie z tego roku wspomniany jest bowiem proboszcz gorzowski, który zobowiązał się do odprawiania codziennych mszy w kaplicy św. Ducha. Z dokumentu wystawionego rok później wynika, że prawo patronatu nad kościołem przyznane zostało Kolegiacie Myśli-borskiej. Do czasów reformacji wewnątrz kościoła znajdowało się siedemnaście ołtarzy.

Wieża kościoła Mariackiego, zbudowana na przełomie wieków XIII i XIV, mogła służyć jako miejsce schronienia i obrony w razie pokonania przez wroga murów miasta. Jej architektura nawiązuje do średniowiecznych wież służących za mieszkania lub schronienia ówczesnych feudałom. W Gorzowie była symbolem władzy margrabiów brandenburskich - współfundatorów świątyni, właścicieli miasta.

W murach budowli można zobaczyć wgłębienia po pokutnym wierceniu palcem. Inna teoria głosi, że to pamiątki po użyciu tzw. świdra ogniowego. Za pomocą tego narzędzia krzesano ponoć ogień na specjalne okazje. Można także usłyszeć, że chodziło o pył ceglany, który miał ponoć moc odpędzania złych mocy... Inne ślady powstały rzekomo po ostrzeniu szabel. Natomiast drzwi kościoła obite są gwoździami. Kupowali je ci, którym na wojnę udało się nie iść, a fundusze zdobyte w ten sposób tworzyły tzw. fundusz wojenny w czasie I wojny światowej... Katedra jest jak księga...

Tomasz Rusek

Najwięcej moich tekstów znajdziecie obecnie na stronie międzyrzecz.naszemiasto.pl. Żyję newsami, ciekawostkami, inwestycjami, problemami i dobrymi wieściami z Międzyrzecza, Skwierzyny, Trzciela, Przytocznej, Pszczewa i Bledzewa.
To niezywkły powiat, moim zdaniem jeden z najpiękniejszych (i najciekawszych!) w Lubuskiem. Są tam też wspaniali ludzie, z którymi mam szansę porozmawiać na facebookowym profilu Głos Międzyrzecza i Skwierzyny. Wpadnijcie tam koniecznie. Udało się nam stworzyć wraz z ponad 15 tysiącami ludzi fajne, przyjazne miejsce, gdzie znajdziecie newsy, piękne zdjęcia, relacje z ważnych wydarzeń i - codziennie! - najnowszą prognozę pogody. Bo od pogody zaczynamy dzień.


Staram się pilnować najważniejszych spraw i tematów. Sporo piszę o:


jeziorze Głębokim, o inwestycjach, czy atrakcjach turystycznych, ale poruszamy (MY - bo wiele tematów do załatwienia i opisania podpowiadacie Wy, Czytelnicy) dziesiątki innych spraw. 
Dlatego przy okazji wielkie dzięki za Wasze komentarze, opinie, zaangażowanie i wsparcie.



Zdarza się też, że piszę o Gorzowie. To moje rodzinne miasto, które - tak lubię myśleć - znam jak własną kieszeń. Cały czas się zmienia, rozbudowuje, wiecznie są tu jakieś remonty i inwestycje, więc pewnie jeszcze przez lata nie zabraknie mi tematów!



 


Do Gazety Lubuskiej (portal międzyrzecz.naszemiasto.pl jest jej częścią) trafiłem niemal 20 lat temu. Akurat zakończyłem swoją kilkuletnią przygodę z Radiem Gorzów i Radiem Plus, więc postanowiłem się sprawdzić w słowie pisanym (choć mówione było świetną przygodą). I tak się sprawdzam, i sprawdzam, i sprawdzam. Musicie bowiem wiedzieć, że Lubuska sprzed nastu lat i obecna to zupełnie inne gazety. Dziś, poza pisaniem, robimy zdjęcia, nagrywamy filmy, przygotowujemy relację. Żaden dzień nie jest takim sam. I chyba dlatego tak lubię tę pracę.

Lubię też:



  • jazdę na rowerze

  • pływanie

  • urlopy

  • gołąbki

  • seriale

  • lenistwo



nie przepadam za:



  • winem

  • górami

  • ogórkową

  • tłumem

  • hałasami

  • wczesnym wstawaniem (aczkolwiek nieźle mi wychodzi!)



OK, w ostateczności mogę zjeść ogórkową.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.