Na otwarcie sklepu potrzeba dziś z 200 tys. zł. Rozmawiamy z wiceprezesem Kupca Gorzowskiego

Czytaj dalej
Fot. Tomasz Rusek
Jarosław Miłkowski

Na otwarcie sklepu potrzeba dziś z 200 tys. zł. Rozmawiamy z wiceprezesem Kupca Gorzowskiego

Jarosław Miłkowski

8 grudnia obchodzony jest Dzień Kupca. Czy handlowcy łatwo zarabiają na chleb? Mówi nam o tym Janusz Maksymowicz, wiceprezes Kupca Gorzowskiego.

- Lepiej być kupcem czy pójść do innej pracy, na etat?
- Jeśli chodzi o mnie, to dziś nie zdecydowałbym się na otwieranie działalności w handlu. Żeby ją otworzyć i wejść z nią w potrzeby społeczne, to trzeba mieć dobrą kasę. Otwieranie sklepu na zasadzie kredytowania jest zabójcze. Rynek jest tak nasycony artykułami spożywczymi, przemysłowymi, że wejście do handlu nowej osoby jest niezwykle trudne. W tej chwili trzeba trafić w dziesiątkę z tym asortymentem, który by się chciało.

- Istnieje ryzyko, że na chleb, czynsz i wychowanie dziecka z handlu nie zarobimy?
- Na to to jeszcze zarobimy, ale życie nie polega tylko na zaspokajaniu potrzeb podstawowych. Każdy potrzebuje troszeczkę pieniędzy na wypoczynek, kulturę, na podniesienie standardu życiowego, a z handlu może to być za mało. Widzę to po nowych najemcach w naszym Kupcu. Oni się męczą.

- Ile trzeba włożyć w handel?
- Jeśli ktoś nie ma dużych pieniędzy i pomysłu, to szans na przeżycie w handlu nie ma. Żeby otworzyć sklep obuwniczy, to na zatowarowanie 40-metrowego sklepu potrzeba 200-300 tys. zł. A nie można otworzyć sklepu, kupując dwa kartony butów. Z reguły średni zakup towaru w handlu to 6-7 tys. zł. Gdy jednak ktoś handluje skarpetkami, potrzebuje mniej, a jak ktoś butami czy telefonami, to więcej.

Janusz Maksymowicz
Tomasz Rusek Janusz Maksymowicz

- A ile można z handlu wyciągnąć?
- To zależy od tego, jaka branża, jakie są narzuty. Istotna jest marka, jaką sobie każdy sklep czy dana branża wyrabia. Otwieranie nowego sklepu wymaga czasu, żeby klientów do niego przyzwyczaić. Ile się wyciąga? Obrót minimum w handlu, żeby wyżyć, zarobić na opłaty, na energię, pracownika, powinien wynosić około 12 tys. zł miesięcznie.

- Jak kształtują się marże w poszczególnych branżach?
- Żeby normalnie funkcjonować i zarobić na utrzymanie sklepu i wszystkie opłaty to marża musi być 50-60 proc. Często stosuje się marże 20-30 proc. i to jest śmieszne. Realia są takie, że na niektóre towary trzeba stosować marże nawet 100 proc. Spodnie, które kosztują u hurtownika 100 zł, trzeba sprzedawać za 160 zł.

- Ile z zarobionych pieniędzy trzeba oddać w handlu?
- U nas za sam czynsz 40-metrowego sklepu trzeba zapłacić 3,2 tys. zł. Do tego dochodzi 1,5 tys. zł na pensję pracownika. 1 tys. zł na jego ZUS, 1 tys. zł na nasz ZUS, a do tego jeszcze podatek, więc trzeba oddać powyżej 7 tys. zł. Gołym okiem widać więc, że łatwo nie jest.

Jarosław Miłkowski

Jestem dziennikarzem gorzowskiego działu miejskiego "Gazety Lubuskiej". Zajmuję się tym, co na co dzień dzieje się w Gorzowie - opisuję to, co dzieje się w magistracie, przyglądam się miejskim inwestycjom, jestem też blisko Czytelników. Często piszę teksty o problemach, z którymi mieszkańcy przychodzą do naszej redakcji w Gorzowie (Park 111, ul. Sikorskiego 111, II piętro). Poza tym bliskie mi są tematy związane z Kościołem. Od dzieciństwa jestem też miłośnikiem żużla, więc zajmuję się też tą dyscypliną sportu. Gdy żużlowcy rozgrywają sparingi, turnieje szkoleniowe a także jeżdżą w turniejach za granicą Polski, wybieram się tam z aparatem fotograficznym.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.