Na ul. Ogrodowej w Gorzowie zło czai się w bramie

Czytaj dalej
Fot. Jarosław Miłkowski
Jarosław Miłkowski

Na ul. Ogrodowej w Gorzowie zło czai się w bramie

Jarosław Miłkowski

Kradzieże, włamania, pobicia to już tutaj codzienność. Tylko w tym roku służby interweniowały aż 166 razy!

- My tu chcemy żyć. A jest z tym ciężko… Gdy przyjeżdżają do mnie wnuki, boją się nawet do sklepu wyjść, choć mają już dziesięć lat - mówi pani Maria, jedna z mieszkanek ul. Ogrodowej (podobnie jak sąsiedzi nie chce nazwiska w gazecie, boi się, że ci, którzy terroryzują ulicę, będą się mścili).

- Oni czują się bezkarni! - denerwuje się pani Barbara. - Latem to nawet okna nie idzie otworzyć, bo sikają pod nim i unosi się straszny smród - dodaje pani Maria.

Gdy pan Lech był w szpitalu, „dużo młodsi” zdemolowali mu dom, wybili szyby i wyrzucili sprzęty. Policja zatrzymała jedną osobę.
Jarosław Miłkowski Gdy pan Lech był w szpitalu, „dużo młodsi” zdemolowali mu dom, wybili szyby i wyrzucili sprzęty. Policja zatrzymała jedną osobę.

Ogrodowa, choć w centrum miasta, cieszy się złą sławą. Łączy ul. Warszawską z Teatralną na wysokości muzeum. O tym, że młodzi ludzie z tej części miasta nie dają żyć sąsiadom, pisaliśmy już w „GL” w ostatnich latach kilkukrotnie. Dlaczego wracamy do sprawy?
26 października we własnym mieszkaniu został napadnięty 53-letni pan Lech. Jak mówi, pobili go dużo młodsi od niego ludzie z okolicy. Dlaczego? - Tego dnia odbywał się pogrzeb sąsiada. Oni też na nim byli. Dostałem za to, że ponoć zachowałem się na pogrzebie nie tak, jak powinienem – opowiada mężczyzna.

Miał czaszkę pękniętą w czterech miejscach, złamane żebro, był siny i spuchnięty. Trafił do szpitala, ale wypisał się na własne życzenie, bo gdy na szpitalnym łóżku próbował dojść do siebie, „dużo młodsi” zdemolowali mu mieszkanie. Wybili okna, powyrzucali meble i sprzęt elektroniczny. Teraz zamiast szyb pan Lech ma w oknach płyty pilśniowe. Na nic innego go nie stać. Jest bezrobotny.

Choć ul. Ogrodowa z pozoru wygląda na spokojną, to... zło czai się w bramach i na klatkach schodowych. Jak mówią mieszkańcy, wszystko jest sprawką kilkuosobowej grupki, ludzi w wieku 20-30 lat, którzy mieszkają w okolicy i całą nią trzęsą.

- Oni czują się bezkarni! - denerwuje się pani Barbara. - Latem to nawet okna nie idzie otworzyć, bo sikają pod nim i unosi się straszny smród - dodaje pani Maria.

„Dużo młodsi”_za nic mają odnowioną elewację (chociaż pomazane sprayem ściany to ledwie wierzchołek góry problemów ul. Ogrodowej). Brama wjazdowa do jednego z budynków to jeden wielki śmietnik. Tak samo pod oknami.

Jeśli spojrzeć na statystykę, to służby porządkowe interweniują tu średnio co dwa dni. – Policjanci z komendy miejskiej od początku roku odnotowali 106 interwencji. Mieszkańcy najczęściej zgłaszają spożywanie alkoholu w miejscu publicznym - mówi Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji.

Mundurowi prowadzą kilka postępowań związanych z ul. Ogrodową, m.in. o włamanie do sklepu i podpalenie przyczepy kempingowej. Od początku roku około 60 razy interweniowali tu strażnicy miejscy.

Ogrodowa nie ma spokoju

- My sami sobie staramy radzić. Zwracamy tym młodym ludziom uwagę. Problem jednak trwa od lat. I nie wiemy, jak go rozwiązać - mówi nam pani Danuta z ul. Ogrodowej. Przez ostatnie lata życie mieszkańców tej części miasta to istny koszmar. Włamania, kradzieże, picie alkoholu w miejscu publicznym, otwieranie drzwi do klatki mocnym kopnięciem to chleb powszedni. Jak mówią, to sprawka kilku osób z okolicy.

- Mają od 20 do 30 lat. Z biegiem lat część z nich się zmienia. Ale nawet, jeśli któryś z tych chłopaków przestaje rozrabiać, to i tak pojawia się inny - mówią nam mieszkańcy.

Do „GL” zwracają się po pomoc już po raz kolejny. Mimo kilkukrotnego nagłośnienia problemu, spokoju nie ma cały czas.

- Policja jest nam tu niepotrzebna, bo jest bezużyteczna – mówią mieszkańcy. Skarżą się, że mają problem, żeby się w ogóle skontaktować z dzielnicowym. - Mamy do niego numer, ale nie idzie się dodzwonić - mówi pani Danuta. Jej sąsiadka, pani Maria, opowiada, jak kiedyś z komórki ukradziono jej m.in. wiertarkę i kosmetyki. Swoje rzeczy zobaczyła później wystawione na sprzedaż na... Facebooku złodzieja. - Zgłosiłam to na policji, a ta umorzyła sprawę - żal się kobieta.

Policja odpowiada, że w czasie postępowania o kradzież nie dostała informacji o znalezieniu łupu w internecie ani o tym, kto miałby być sprawcą przestępstwa. - Niezależnie od tego, sygnał od „GL” spowoduje, że policjanci będą chcieli dotrzeć do pokrzywdzonej, aby swoje ustalenia przekazała prowadzącym sprawę - wyjaśnia Grzegorz Jaroszewicz z zespołu prasowego lubuskiej policji, przez którego interweniowaliśmy u komendanta miejskiego Stanisława Panka. Policjanci informują nas też, że zatrzymali już podejrzanego o napaść na pana Lecha (czytaj str. 1). Zatrzymany usłyszał już zarzuty.

- Co z tego, jak nadal chodzi na wolności - odpowiada pani Danuta. To od niej dowiedzieliśmy się, co spotkało pana Lecha. - Gdyby znalazł się ktoś, kto pomógłby wstawić nowe okna, bylibyśmy wdzięczni. Tymczasowo płyty wstawili robotnicy z pobliskiej budowy, za co im dziękujemy, ale przecież cały czas z nimi żyć nie można. Zaraz przecież przyjdzie zima – dodaje kobieta.

W sprawie ul. Ogrodowej rozmawialiśmy też z Andrzejem Jasińskim, komendantem straży miejskiej. Dotychczas za zakłócanie porządku (m.in. picie alkoholu publicznie), strażnicy wystawiali mandaty. – Teraz już nie będziemy tego robić, a od razu kierować wniosek o ukaranie do sądu - obiecał nam komendant Jasiński.

Pomoc zadeklarowała też Hanna Gill - Piątek, dyrektorka wydziału spraw społecznych, który mieści się ledwie parę kroków od ul. Ogrodowej. Zauważyła, że gorzowianie, którym urząd oferuje tu mieszkanie, stanowczo odmawiają. Ale ponieważ do tej pory nikt z mieszkańców nie zgłosił, że „jest problem społeczny z tą ulicą”, urząd miasta w sprawie Ogrodowej nie działał.

- Nawet nie wiedzieliśmy, że w wydziale można zgłosić nasz problem - mówi pani Danuta. Gorzowianka dostała od nas kontakt do dyrektor Gill - Piątek. - Już umówiliśmy się na rozmowę - powiedziała nam zaraz po telefonie.

Dyrektorka wydziału spraw społecznych obiecała nam, że o tym, jak rozwiązać problem z uciążliwymi „młodymi” porozmawia z prezydentem Jackiem Wójcickim.

Jarosław Miłkowski

Jestem dziennikarzem gorzowskiego działu miejskiego "Gazety Lubuskiej". Zajmuję się tym, co na co dzień dzieje się w Gorzowie - opisuję to, co dzieje się w magistracie, przyglądam się miejskim inwestycjom, jestem też blisko Czytelników. Często piszę teksty o problemach, z którymi mieszkańcy przychodzą do naszej redakcji w Gorzowie (Park 111, ul. Sikorskiego 111, II piętro). Poza tym bliskie mi są tematy związane z Kościołem. Od dzieciństwa jestem też miłośnikiem żużla, więc zajmuję się też tą dyscypliną sportu. Gdy żużlowcy rozgrywają sparingi, turnieje szkoleniowe a także jeżdżą w turniejach za granicą Polski, wybieram się tam z aparatem fotograficznym.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.