Nie wchodzą w cudze buty. Zakładają własne, bo mogą [ZDJĘCIA]

Czytaj dalej
Fot. Anna Kaczmarz
Łukasz Gazur

Nie wchodzą w cudze buty. Zakładają własne, bo mogą [ZDJĘCIA]

Łukasz Gazur

Niepozorna liczba „21” to oznaczenie zespołu Downa. To jeden dodatkowy chromosom w 21. parze. To także składnik nazwy warszawskiego Teatru 21, który przygotował w Krakowie spektakl „Szewcy”.

Nazywają ją Matką Teresą od Downów. A ją to wkurza. -Jestem pełna otwartości na ludzi. Wszystkich. Ale mnie tu nie chodzi o pomaganie osobom z niepełnosprawnością. O to miłe uczucie, że jestem dobra dla innych. Że w duchu chrześcijańskiego miłosierdzia wyciągam rękę i dzięki temu mogę rozpływać się w swojej szlachetności. To w ogóle nie tak. Tu dzieje się teatr. To pot, łzy, stawianie wymagań aktorom - opowiada Justyna Sobczyk, założycielka Teatru 21, która wraz z zespołem Narodowego Starego Teatru w Krakowie przygotowała spektakl „Szewcy” według Witkacego.

21 to liczba oznaczająca zespołu Downa. To jeden dodatkowy chromosom w 21. parze. - Ale spektakle naszego teatru należy oglądać nie ze współczucia dla osób z niepełnosprawnością, które u nas grają, ale dlatego, że to ciekawe propozycje artystyczne, które mogą otworzyć nas na zupełnie nowe doświadczenie - dodaje.

Warto zaznaczyć, że to nie pierwsze spotkanie twórców z kręgu Teatru 21 ze „Starym”. Wcześniej pracowali razem podczas przedsięwzięcia „Długi obieg” - które było niekonwencjonalnym, 24-godzinnym cyklem zdarzeń performatywnych i teatralnych, odbywających się w budynku przy ul. Jagiellońskiej. Nie tylko sale teatralne, ale korytarze i klatki schodowe - wszystko mogło stać się sceną. Wtedy pokazywali „Hamleta 5”. I zrobili furorę.

Teraz sięgają po „Szewców”.

„Szewcy” Witkacego to opowieść o rynku pracy, o zmianie, jaka następuje na rynku. Widzimy ostatnich rzemieślników, którzy postanawiają przejąć władzę w wyniku rewolucji.

Na scenie leżą buty. Dużo butów. W zakratowanych przestrzeniach, przy maszynach, siedzą aktorzy. Kręcą się mechanizmy, praca wre. Wre praca w spektaklu, wre praca nad spektaklem. - Szewców” z dramaturżką Justyną Lipko-Konieczną szybko zaczęliśmy rozumieć jako traktat o rzemieślnikach-aktorach. Ostatnich, którzy w tym świecie wykonują rzemiosło. Uznaliśmy, że pytanie o to, czym jest warsztat szewski i kogo można tu spotkać, może dać nam odpowiedź też na to, jak pracuje się z różnymi ludźmi na scenie. Naiwnie można powiedzieć: w butach chodzą przecież różni ludzie. I w tym upatruję rewolucyjności, o której mówi ten tekst. W łączeniu ludzi o różnych możliwościach, w ciągłym pytaniu o status „inności”. W zastanawianiu się, jak deficyt rozumiany medycznie zaburzy konwencje teatralne. Nie usadzamy naszych aktorów, nie wpisujemy ich w z góry przygotowane role. To ma być wynik spotkania. Obecności sceniczne rodzą się w improwizacjach - tłumaczy Sobczyk. I w tym sensie powtarza hasło, które często powtarza się w pracy Teatru 21: „procesu nie oszukasz”. Tłumaczy, że można próbować coś sztucznie wstawić. Wymyślić sobie scenę i próbować ją wmontować. Ale to zawsze staje się sztuczne i nieszczere. To nie ich styl pracy. Bo trzeba wciąż pytać o miejsce na scenie, o jego znaczenie. Nie jako takiego aktora, ale tego konkretnego, z takimi, a nie innymi przymiotami.

Przewrót odbywa się przez pracę z aktorami z niepełnosprawnością. Bez taryfy ulgowej. - Rewolucyjne nie jest to, że my „pozwalamy” osobom z zespołem Downa tworzyć teatr, ale ten moment, gdy zaczynają pracować z pełnosprawnymi, profesjonalnymi aktorami. W tym warsztacie potrzebujemy siebie wszyscy - twierdzi reżyserka. - Ta nasza rewolucja mówi o różnorodności społeczeństwa. „Inni” są nie tylko „aktorzy”. „Innymi” są też widzowie. Bo każdy jest inny - dodaje Sobczyk.

Obok warsztatu rozumianego jako umiejętności w tym spektaklu opowieść toczy się także o aktorach jako ludziach. Wprowadzenie aktorów z niepełnosprawnościami otwiera na szczerość mowy i gestu. To pytanie o kondycję aktora-człowieka. - Chcieliśmy sprawdzić, jak aktor buduje role, czym ją podlewa, jakich zabiegów dokonuje. Skąd bierze się podszewka, która stoi za sceniczną postacią - tłumaczy Justyna Sobczyk.

Na scenie pojawi się Krzysztof Globisz. Artysta po udarze, który wciąż walczy z afazją. Musi uczyć się na nowo słów, szukać języka, składać litery. - Wprowadza postać Hiper-Robociarza. To przykład najbardziej klarowny. Aktor w takiej, a nie innej kondycji, który jest gdzieś pomiędzy światami. On najlepiej jest w stanie oddać znaczenie tego, co tu robimy. Poszukiwania właściwej formy. Kiedy zabraknie tego najbardziej oczywistego narzędzia, jakim jest język, trzeba szukać innego sposobu na obecność na scenie. Nic nie jest oczywiste - zaznacza Justyna Sobczyk.

„Nawet nie wiesz, kogo możesz wprowadzić do spektaklu” - usłyszał Krzysztof Globisz. I od razu zgodził się zagrać. - Wszystkie rutynowe sztuczki, jakie ma aktor w swoim portfolio, szybko zostają obnażone w zderzeniu z ich zjawieniem się na scenie. To teatr obecności. Jeśli nie znajdziesz w sobie naturalności - przegrywasz. Bo ci aktorzy są autentyczni. Oni są sobą - mówi aktor Radosław Krzyżowski, który gra księżnę Zbereźnicką-Podberezką. W srebrnym fraku i butach na niebotycznie wysokich obcasach wije się przy kratach na scenie. - To dla mnie też ciekawe doświadczenie, np. zrozumiałem kobiety, którym obcasy wciąż się w coś zapadają. Dobrze jest, kiedy teatr pozwala nam rozumieć sytuację innych ludzi, wczuć się. Doprowadza do spotkania, otwiera - dodaje znany aktor, dla którego to już kolejne spotkanie z „Szewcami”. Wcześniej zagrał - w tym samym teatrze - jednego z Czeladników w spektaklu Jerzego Jarockiego.

Nie chodzi o integrację, ale włączanie w obieg. Nie małe, wypreparowane grupy, ale zaznaczenie obecności w społeczeństwie na własnych warunkach. Cała praca polegała na tym, by każdy mógł zmieścić się na scenie. By zaznaczył swoją obecność. - To, co nam się udało to to, że wszyscy aktorzy - bez względu na status - dzielą wspólnie garderoby, wymieniają się wiadomościami, rozmawiają o muzyce. Stali się partnerami - tłumaczy Sobczyk.

I dodaje, że celem było wciąż na nowo sprawdzać sprawdzić, czy możliwe jest właśnie budowanie w oparciu o wspólną obecność partnerskich relacji - nie tylko na scenie. - Wierzę, że z teatru możemy wyjść w społeczeństwo - twierdzi Sobczyk.

Ale to już się dzieje na naszych oczach. Jeśli porozmawiać z aktorami Teatru 21, czym jest dla nich gra na scenie, odpowiadają: „Pracą”. „Podpisujemy umowę, gramy i dostajemy pieniądze”. Już nie terapia, nie pomoc. To chyba najbardziej widoczny znak zmiany podejścia - nie tylko do nich, ale przede wszystkim ich samych. Nie wchodzą w cudze buty, które bywają za ciasne. Chodzą we własnych - bo mogą.

***

Teatr 21 zrodził się w 2005 r. z warsztatów w Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać Szansę” w Warszawie. Członkami zespołu są uczniowie oraz absolwenci placówki, osoby z zespołem Downa i autyzmem. Początkowo grupa pracowała nad nietypowymi szkolnymi przedstawieniami jasełkowymi, z czasem zaczęła realizować spektakle autorskie. Na przestrzeni lat występowali w Polsce i za granicą. Premiera „Szewców” w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie - 11 marca o godz. 19.30.

Łukasz Gazur

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2023 Polska Press Sp. z o.o.