Nigdy nie pogodzimy się ze śmiercią naszej mamy

Czytaj dalej
Fot. Archiwum prywatne
Renata Hryniewicz

Nigdy nie pogodzimy się ze śmiercią naszej mamy

Renata Hryniewicz

Sebastian: Mój brat codziennie chodzi na cmentarz i siedzi przy grobie po półtorej godziny, ale i tak jest dzielny. To bardzo mądry chłopak. Ja już teraz muszę myśleć, co będzie dalej. Mamy tylko siebie, a ja muszę zastąpić mu rodziców.

Była najlepszą kobietą na ziemi! Wszystko, co w życiu robiła, robiła z myślą o nas. Nigdy nie pogodzę się z jej śmiercią - Sebastianowi Kubiakowi łamie się głos. Przed tygodniem jego mama zginęła w wypadku między Kostrzy¬nem a Słońskiem.
O Jezu, co on robi!

Środa, 9 marca. Dzień jak co dzień. Kobiety ze Słońska jak zawsze wybierały się do pracy w barze gastronomicznym na bazarze w Kostrzynie.

Tego dnia jechały we cztery, bo jedna miała dzień wolny. Wyruszyły wcześnie, tak przed 7.00, bo w barze trzeba wszystko przygotować, zanim przyjdą klienci. Tego dnia prowadziła pani Beata, bo wypadła jej kolejka. Mgła była straszna. Widoczność ograniczona do kilkudziesięciu metrów. Kobiety rozmawiały o zwykłych codziennych sprawach, gdy nagle na swoim pasie zobaczyły tira. - O Jezu, co on robi! - krzyknęła pani Beata. To były jej ostatnie słowa. Odbiła kierownicą w prawo, żeby uniknąć zderzenia. Ale tir wbił się w bok forda. Mimo 40-minutowej reanimacji kobieta zmarła...

Muszę zastąpić rodziców

Wtorek, 15 marca. Od wypadku minął niemal tydzień. Pukam do drzwi, gdzie mieszkała pani Beata. Otwiera jej siostra Elżbieta. Zaprasza do środka. Pani Ela gotuje zupę. - Beata zawsze gotowała dla chłopców to, co lubią. Całe swoje krótkie życie troszczyła się o to, żeby było im dobrze, żeby byli szczęśliwi. Ich dobro było dla niej ponad wszystko - wspomina, obierając marchewkę. Nie patrzy na mnie, ale widzę, jak łzy spływają jej po policzku. - Moja siostra była wspaniałą kobietą. Wszyscy ją lubili i szanowali. Wiele w życiu przeszła, ale nigdy się nie poddała, dla chłopców. Byli dla niej wszystkim.

Do domu wchodzi Sebastian, starszy syn pani Beaty. Wszyscy wiemy, że rozmowa będzie trudna, bo rany są jeszcze świeże i okropnie bolą.

Chłopak siada naprzeciwko. - Muszę teraz myśleć o 15-letnim bracie. Wiem, że mama by chciała, żebyśmy nadal byli razem. Teraz mamy tylko siebie, a ja muszę zastąpić mu rodziców. Nie pozwolę, by nas rozdzielono - podkreśla Sebastian. Ma 20 lat i teraz będzie się starał o prawną opiekę nad bratem. Miał swoje plany i marzenia. W poniedziałek, 4 kwietnia miał zdawać ostatnie egzaminy, chciał pracować w służbie wojskowej. Ale te marzenia prysły. Teraz będzie szukał pracy na miejscu, żeby być blisko brata. Wie, że musi szybko coś znaleźć, bo za coś muszą żyć.

- To trudne dla nas obu. Każdy przeżywa śmierć mamy na swój sposób. Mój brat codziennie chodzi na cmentarz i siedzi przy grobie po półtorej godziny, ale i tak jest dzielny. To bardzo mądry chłopak. Ja już teraz muszę myśleć, co będzie dalej - przekonuje Sebastian. Sam też jest dzielny. Rozmawia spokojnie, ale widać, że walczy z emocjami. Z rozpaczą, z niemocą.
Jest z nami także pani Jola, koleżanka pani Beaty. - Te dzieci są wspaniałe. Zawsze grzeczne i ułożone. Sebastian jest bardzo odpowiedzialny, Krystian wspaniale się uczy. Beata mogła być z nich bardzo dumna... - nie ukrywa pani Jola. - Z Beatą znałyśmy się od dziecka. Jak zadzwoniła moja córka, która jechała wtedy za Beatą, i powiedziała, że ona nie żyje, nie mogłam w to uwierzyć. To jakiś koszmar jest. Do mnie to jeszcze nie dociera - kobieta ociera cieknące z oczu łzy.

Przyda się każda pomoc

Pani Elżbieta i jej mąż mieszkają w Gorzowie. Tam też pracują. Nie mogą przeprowadzić się do Słońska. - To nie jest daleko, zawsze będę do ich dyspozycji i zawsze będę starała się zastąpić im matkę - deklaruje ciocia. - Sebastian i Krystian mogą na nas liczyć. Jeśli będzie taka potrzeba, wsiadamy w auto i w ciągu godziny jesteśmy u chłopców - zapewnia wujek Darek.
Sebastian na 13.00 jest umówiony z wójtem na spotkanie w sprawie pracy. Musi podjąć ją jak najszybciej, bo chce zapewnić sobie i bratu byt. Na mamę liczyć już nie mogą... Od ojca pomocy nie chcą. Ale za naszym pośrednictwem chcieliby podziękować za pomoc, jaką zorganizowali mieszkańcy Słońska. - W imieniu rodziny bardzo dziękujemy za wszystko, co przynieśliście. Na pewno teraz chłopcom przyda się każda pomoc. To najtrudniejszy okres w ich życiu - mówi wujek Darek. Jeśli ktoś z Was, Drodzy Czytelnicy, chciałby pomóc chłopcom, prosimy o kontakt z Sebastianem (tel. 504 570 609, mail: bolek19996@wp.pl) albo z naszą redakcją (tel. 510 026 518 lub 95 727 76 66, mail: rhryniewicz@kurierzachodni.pl).

Wokół cisza, pustka...

Wtorek, 15 marca. W miejscu, gdzie tydzień wcześniej doszło do tragedii, płoną znicze. Zapalili je bliscy i znajomi ofiar oraz mieszkańcy Słońska. Niektórzy kierowcy zwalniają, spoglądają na pobocze. Wokół cisza, pustka...

W środę, 9 marca przed 7.00 na drodze między Słońskiem a Kostrzynem doszło do tragicznego wypadku.

Uczestniczyły w nim cztery samochody: ciężarówka, bus i dwa osobowe. Ford, którym podróżowały cztery kobiety, zderzył się z ciężarówką, która nagle zjechała na przeciwległy pas ruchu. Na miejscu zginęły dwie kobiety. Policjanci ze Słubic wyjaśniają okoliczności wypadku. Proszą o kontakt wszystkich, którzy tego dnia między 6.00 a 7.00 jechali drogą Słońsk - Kostrzyn. Czekają pod całodobowym numerem 95 759 28 11 lub 997. Można też dzwonić do wydziału kryminalnego w Słubicach: 95 759 28 50 (sekretariat) lub 95 759 28 51 (naczelnik).

Renata Hryniewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.