Nikt nie idzie do escape roomu, by walczyć o życie

Czytaj dalej
Tomasz Chudzyński

Nikt nie idzie do escape roomu, by walczyć o życie

Tomasz Chudzyński

Zakładają ci czarny worek na głowę, gaszą światło. Adrenalina kipi - trochę się denerwujesz, chcesz wygrać. Nie boisz się, że coś się stanie - mówi doświadczony gracz escape roomów. - Dopiero po Koszalinie zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę daję się zamykać w pułapce.

Na początku był zwykły tekst na ekranie monitora. Tajemnica, zagadka. Jej rozwiązanie pozwalało otworzyć wirtualny zamek. To były pierwsze tzw. escape games, gry ucieczkowe, przodkowie dzisiejszych escape roomów.

- Gra w takim pokoju zagadek to i adrenalina, i przede wszystkim świetna zabawa - mówi Łukasz Panek, fan gier w escape roomach.

Pozostało jeszcze 96% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Tomasz Chudzyński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gazetalubuska.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.