O dawnych grodach, zbójach z mieczami i krasnoludkach

Czytaj dalej
Fot. Mariusz Kapała
Dariusz Chajewski

O dawnych grodach, zbójach z mieczami i krasnoludkach

Dariusz Chajewski

W pracowni Roberta M. Jurgi wiszą setki rysunków. Zamki, czołgi, ogromne rekonstrukcje umocnień. Tutaj w każdym facecie budzi się chłopiec...

Po co w dobie fotografii takie rysunki wymagające benedyktyńskiej wręcz cierpliwości?
Weźmy pierwszą pracę z brzegu. Świątynia Zeusa. Sfotografuje ją pan? Nie istnieje. Na kolejnym rysunku rekonstrukcja kościoła w Trzęsaczu. Wszyscy kojarzymy tę ostatnią ścianę świątyni, która osunęła się do morza. Obiektyw szerokokątny tego nie chwyci, a ja zrobię taką perspektywę plus dwie sąsiednie ściany i wyposażenie, których już nie ma. Ale jest opisane w starych kronikach.

To sprawa wyobraźni?
Też, ale przede wszystkim wiedzy. Przy bardziej wymagających rysunkach mam konsultantów, trzech, czterech profesorów. Właśnie skończyłem rekonstrukcję Grodów Czerwińskich i wspierali mnie naukowcy z Petersburga, z Warszawy, archeolog. Ja daję im moją rękę oraz doświadczenie i pozwalam się prowadzić. Tutaj zresztą prace archeologiczne idą na bieżąco i poprawiałem wieżę kamienną na drewnianą, gdyż okazało się, że w tym konkretnym grodzie taka właśnie się znajdowała.

Na początku jest pomysł?
Czasem rzeczywiście jest to szkic konceptualny. Jednak później jest czytanie, szperanie po archiwach, próby dotarcia do planów, opisów, nawet tych pozornie luźno związanych z tematem. Taka układanka. Później biorę pod pachę szkicownik, żona specjalnie oprawiła mi u introligatora, ciężkie cholerstwo, ale bardzo praktyczny. Zależy mi, aby popracować w terenie, robimy pomiary, nawet proste, przy pomocy kroków. Później dodawanie detali, poprawki i wreszcie kolor. Często kolor powtarzam kilka razy, gdyż jestem niezadowolony z efektu. Używam najczęściej akwareli, ale takiej nietypowej, z zachowaną kreską, co jakby wyciąga głębię.

Taśmowa robota…
Pozornie, biorąc pod uwagę sześćset rysunków, które wykonuję rocznie, można tak pomyśleć. Ale prostym pracom towarzyszą takie, nad którymi ślęczę tygodniami, miesiącami.

Znajomi twierdzą, że jest pan połączeniem pracoholika i maniaka dokładności. Sprawia to jeszcze panu przyjemność?
Ogromną, to moja miłość. Oczywiście są obiekty, które wręcz wywierają na mnie presję, abym je malował, przede wszystkim fortyfikacje. Tutaj mamy rekonstrukcję gródka na jeziorze Niesłysz. Powstała błyskawicznie, zaraz po mojej wizycie nad, a raczej na jeziorze. Ale był tam profesor, spec od archeologii podwodnej, który doskonale opowiadał, do tego płetwonurkowie, którzy pokazywali szczegóły, grzech było tego nie odtworzyć. Ale są także takie rysunki, który nie idą. Albo takie wykonywane dla chleba, albo takie których nie czuję. Z zamkiem w Książu walczę już pewnie z dwanaście lat.

A jak było z pałacami i dworami?
Jak dla mnie rewelacja. Sporo z nich ma przecież wiele wspólnego z fortyfikacjami.

No dobrze, w epoce dronów można je było sfotografować z takiej perspektywy.
Powodzenia. Z drona owszem, zrobimy zdjęcie, ale z reguły będzie to kawałek dachu, ściany i korony drzew. I to jest już mój żywioł, gdyż specjalizuję się w rysunku rekonstrukcyjnym, czyli odtwarzam to, czego nie ma lub nie można zobaczyć. Jak na przykład w Kaławie. Przez schron 717 przewijają się rocznie dziesiątki turystów i nie wytrzymywał tego żaden z eksponatów. Teraz wiszą tam moje rysunki odtwarzające te pomieszczenia z wyposażeniem. Na wielkiej tablicy, przykręcony śrubami do ściany…

Tysiące rysunków… Czy są jeszcze takie, które chciałby pan wykonać?
Jeszcze ile. Chciałbym zrobić panoramę Międzyrzecza i zabrać się za lubuskie zamki. Na przykład ten świebodziński, który jest niedostępny i nawet trudno sobie wyobrazić jak wyglądał. Pokazałbym te budowle w formie zamkniętej i otwartej, czyli w przekroju jak wyglądało wnętrze. Myślę o odtworzeniu nieistniejącego zamku w Torporowie, legendarnej siedziby zbój-rycerzy, w Borowie Polskim, Janowcu… Także w Broniszowie. Owszem, ten ostatni nabiera blasku, ale przywracana jest jego renesansowa świetność, a ja chciałbym sięgnąć głębiej. Ciągle jesteśmy pod tym względem regionem nieodkrytym. Weźmy grody. Małopolska, czy Wielkopolska mają w zasadzie po jednym typie, u nas niemal każdy z nich jest inny. Unikalne wieże rycerskie, z których Dolny Śląsk robi atrakcję. A jeszcze fortyfikacje napoleońskie, obozy szwedzkie, II wojna światowa…

Posługując się militarną terminologią… Czy jesteśmy dobrze uzbrojeni do walki o turystów?
Zdecydowanie nie. Weźmy najprostszą informację, tablicę. U nas są to zazwyczaj fotografie, które przecież może sobie zrobić turysta komórką. Każda sroczka swój ogon chwali, ale tutaj powinny być rysunki rekonstrukcyjne, stare widokówki, aby pokazać jak ten zabytek wyglądał. Do tego jakiś przekrój, pokazanie wnętrza. To odnosi się także do właścicieli prywatnych obiektów. Wystawienie takich informacji sprawi, że ludzie nie będą im wisieli na płotach. Większość takich zabytków znajduje się na jakimś szlaku, na jeden obiekt turysta ma powiedzmy pół godziny. Dobra informacja zaspokoi jego ciekawość.

W pana dużych rysunkach tkwi także pewna tajemnica...?
Aaaa, krasnoludki. Tak, może to trochę dziecinne, ale na każdej dużej rekonstrukcji chowam gdzieś krasnoludka. Taki znak rozpoznawczy. I wielka frajda dla najmłodszych, które podczas rozmaitych spotkań mają za zadanie znalezienie skrzata. Ostatnio robiłem dużą rekonstrukcję dla muzeum w Drzonowie. Po pewnym czasie telefonuję i pytam dlaczego tak długo trwa jej weryfikację. Okazuje się, że pracownicy muzeum powiększyli rysunek i szukali tego mojego gnoma. A ja wyjątkowo o nim zapomniałem.

Domalował pan?
A jakże…

Dariusz Chajewski

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.