Włodzimierz Knap

Od rewolucji św. Franciszka po rewolucję Franciszka I

Włodzimierz Knap

Powszechnie przyjmuje się, że rewolucji dokonują ludzie, których cechuje zapał, entuzjazm, chęć naprawy świata. I taki jest papież Franciszek.

Papież Franciszek lubi przywoływać opis uzdrowienia trędowatego z Ewangelii św. Łukasza, ale nie po to, by pokazać możliwości Jezusa. Zapewne dlatego, że Jezus, prawowierny Żyd, złamał wtedy prawo Mojżeszowe, które kategorycznie zabraniało nawet zbliżać się do trędowatych. On chorego dotknął, co w świetle prawa czyniło Go nieczystym. Trąd był synonimem grzechu, a ludzie nim zarażeni, wykluczeni byli ze społeczności. To samo czekało tych, którzy złamali przepisy, które zabraniały kontaktu z trędowatym.

***

Franciszek nie namawia do łamania prawa. Czasy są zresztą inne. Można jednak być pewnym, że podając ten przykład, papież z Argentyny daje chrześcijanom jasną wskazówkę, jak powinni się zachowywać, co, a raczej kto ma być dla wyznawców Jezusa najważniejszy.

– Z pewnego punktu widzenia rację mają ci, którzy uważają Franciszka za rewolucjonistę. Bo to, co proponuje nam i całemu Kościołowi, to rewolucja w pierwotnym tego słowa znaczeniu, czyli powrót do źródeł Ewangelii jako drodze ku przyszłości. To rewolucja miłosierdzia - tak na papieża patrzy Janusz Poniewierski, publicysta katolicki, członek redakcji miesięcznika „Znak”.

***

Powszechnie przyjmuje się, że rewolucji dokonują ludzie, których cechuje zapał, entuzjazm, chęć naprawy świata.

I taki jest niemal 80-letni jezuita Jorge Mario Bergoglio.

Rewolucjoniści nie zawsze zapisali się dobrze w dziejach świata, lecz nie dotyczy to tych, którzy czynią rewolucję miłosierdzia. O tym, że w tej dziedzinie Franciszek próbuje dokonać rewolucji w znaczeniu Kopernikowskim (główne dzieło Kopernika ma w tytule „rewolucję”: „De revolucjonibus orbium coelestium”), jest przekonany ks. prof. Wacław Hryniewicz, najwybitniejszy współczesny polski teolog. Daje on też swego rodzaju, mówiąc pół żartem, pół serio, „teologiczny glejt” Franciszkowi, bo zapewnia, że nie jest heretykiem. „Brak miłosierdzia jest jedną z najstraszliwszych herezji” – napisał teolog nadziei powszechnego zbawienia. A skoro papież jest na drugim biegunie, musi zatem być ortodoksyjnym chrześcijaninem.

O tym, że we Franciszku buzuje duch rewolucyjny i młodzieńcza niepokora, przekonany jest ks. Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu.

– Dla niego ta rewolucja i niepokora związana jest z głębokim przeżywaniem biedy. Franciszek bardzo się przejmuje losem biednych i nie chce się pogodzić z niesprawiedliwością, która polega na tym, że ci, którzy mają, nie chcą się dzielić z tymi, którzy nie mają – uzasadnia ks. Stryczek.

***

Zwykle to ludzie stojący na progu kariery, nawołują o równość. Inaczej zachowuje się Franciszek: „Nikt nie jest najważniejszy w Kościele – mówił. – Wszyscy jesteśmy równi w oczach Boga. Ktoś mógłby powiedzieć: Ojcze święty, Ty i my to nie to samo. A właśnie, że jestem jak każdy z was, wszyscy jesteśmy równi, jesteśmy braćmi! Nikt nie jest bezimienny”.

I daje dowody, że nie są to puste słowa. Ludzie widzą, jak bardzo ten papież jest inny.

Prof. Karol Tarnowski, filozof Boga, wykładowca na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II i UJ, we Franciszku najbardziej ceni, jak mówi: – Dziecięcą ufność, szczerość, serdeczność, ciepły stosunek do ludzi. I dodaje: – Wie, że ważna jest osobista więź z Chrystusem, która może odbywać się bez znajomości teologii. Wie też, że ważna jest żywa wiara, które przenika przez całe życie, bez barier, które stawia np. Kościół instytucjonalny. Ewangelia jest radosna – przypomina prof. Tarnowski.

O tym, że radosny Franciszek na Światowych Dniach Młodzieży w Krakowie podbije młodych ludzi, przekonany jest prof. Józef Baniak, socjolog religii z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

– Moi studenci mówią o nim, że to człowiek nadziei, który niczego się nie lęka, poza Bogiem. Cenią go, bo pragną takiego Kościoła, jakiego i on, czyli otwartego, przyjaznego, ubogiego, dla ubogich. Prof. Baniak podkreśla: – To stary człowiek, który duchem jest młody. Młodość od niego bucha. Mówi też językiem, który dociera do młodzieży. I, co ważne, nie boi się reformować Kościoła, usuwać z niego hierarchów, którzy na to zasłużyli. No i zabiera się również za naprawę kurii rzymskiej i daj Boże, by udało mu się możliwie dużo.

Papież Bergoglio jest pierwszym w historii następcą św. Piotra, który przyjął imię Franciszek.

***

Nie brakuje historyków, którzy twierdzą, że św. Franciszek uratował chrześcijaństwo zachodnie na początku XIII stulecia, bo groziło mu popadnięcie w marazm, wtopienie w feudalną rzeczywistość. Być może dziś chrześcijaństwu, a szczególnie Kościołowi katolickiemu, potrzebny jest ktoś taki jak Franciszek, ale już nie z Asyżu, a z Buenos Aires. Nie brakuje ludzi przekonanych, że powtórka scenariusza sprzed 800 lat jest dziś prawdopodobna. Jeden Franciszek dokonał przemiany, drugi idzie jego szlakiem. Obu łączył hart ducha, wigor, choć od młodości mieli kłopoty ze zdrowiem.

Cechą młodych ludzi jest nieprzewidywalność, fantazja, ale też sprawianie kłopotów, choć oczywiście stosunkowo niewiele dzieci dało tak mocno „popalić” rodzicom jak Jezus, którego trzy dni musieli szukać. Franciszek czasami, jak twierdzą ci, co go znają lub jak informują media, też co nieco przypomina zachowaniem dziecko. I tak np. kiedyś wyszedł na plac św. Piotra w Rzymie, usiadł na zwykłym krześle i zaczął spowiadać młodzież. Z pewnością jego ochrona nie była zadowolona.

Jest też wyluzowany i idzie z duchem czasu. Najpierw założył konto na Twitterze, potem swoje zdjęcia zaczął publikować na Instagramie i nie ucieka przed selfie z wiernymi.

Potrafi jednak też straszyć i to z punktu widzenia chrześcijanina najsrożej jak tylko można, bo utratą możliwości wejścia do Królestwa Niebieskiego.

Apeluje bowiem o przyjmowanie potrzebujących z zagranicy i kategorycznie stwierdza, że osoby, które postąpią inaczej, nie są chrześcijanami. I aby zachęcić je do zmiany zachowania, grozi, że nie zostaną przyjęte do nieba.

Sam przyjmuje migrantów. Ktoś może powiedzieć, że papieża stać na to, choćby z powodów finansowych.

Piotr Słabek, redaktor naczelny Wydawnictwa M, przypomina, że Jorge Bergoglio nie ograniczał się do słów, ale czynem wspierał ubogich i wykluczonych.

Kiedy był jeszcze tzw. prostym jezuitą w Argentynie, miał za zadanie wyżywić ponad 100-osobową grupę nowicjuszy. By cel zrealizować, zorganizował gospodarstwo rolne, w którym pracowali alumni jezuickiego seminarium. Do ich stołu zaprosił też dzieci z ubogich rodzin.

– Dla nich nie mogło zabraknąć mięsa, chociaż nie zawsze starczało go dla kleryków. Zdaniem przyszłego papieża, to one potrzebowały solidnych posiłków znacznie bardziej od duchownych. Troszczył i troszczy się bowiem nie tylko o potrzeby duchowe powierzonych mu osób – podkreśla Piotr Słabek.

***

Nadal jednak słowa Franciszka są często niczym głos wołającego na pustyni, a z jego przestróg i apeli wielu nic sobie nie robi, w tym duchowni.

„Niech Bóg uwolni nas od księży, którzy się zawsze spieszą” – mówił papież w czasie spotkania w Villa Nazareth, kościelnej placówce dla ubogiej młodzieży.

Sprecyzował, że ma na myśli księży, którzy bardziej zajęci są własnymi sprawami, niż problemami wiernych.

Radził też proboszczom, którzy nie dopuszczają niepełnosprawnych do katechez i sakramentów, by zamknęli swoje parafie.

„Drzwi kościoła – apelował – mają być otwarte dla wszystkich albo dla nikogo”.

Nie patyczkuje się również z księżmi, choćby byli purpuratami, gdy mają poważne sprawy na sumieniu, np. tolerowania pedofilii w swoich diecezjach.

Sam w czasie pielgrzymki do USA mówił:
„Jest mi wstyd. Bóg płacze. Tych przestępstw i grzechów seksualnego wykorzystania dzieci nie można dalej utrzymywać w tajemnicy”.

Wyjątkowość papieża jest zauważalna, bo na tle większości duchowieństwa, począwszy od kardynałów po prostych księży, wypada doskonale. Gdyby było inaczej, czyż budziłby tak pozytywne emocje i rodził tak wielką nadzieję?

Oczywiście, że nie u wszystkich, bo nie brakuje osób niechętnych tego, co robi.

Ale nie pomyli się ten, kto powie, że najbardziej Franciszkowi zależy na tym, by pozostawić bardziej miłosierny Kościół i świat.

***

Statystycy podali, że najczęściej z ust papieża Franciszka pada słowo „radość”, a na drugim miejscu jest „miłosierdzie”.

Włodzimierz Knap

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.